Mały pacjent ofiarą ksenofobii w szpitalu. Lekarka zdradza prawdę

Kilkumiesięczne dziecko w bardzo poważnym stanie zostało przyjęte nocą na oddział jednego ze szpitali w Warszawie. Medycy przypuszczali, że doszło do zakażenia organizmu. W trakcie dyskusji personelu padły jednak zdania nawiązujące do pochodzenia malucha. Warszawska anestezjolożka Justyna Leszczuk, która również wspiera poszkodowanych w Ukrainie, postanowiła natychmiast zareagować, co wywołało ostrą wymianę zdań.

Lekarka w białym fartuchu bada dziecko siedzące na kozetce. O ksenofobii w szpitalu przeczytasz na Eska Warszawa.
Autor: Dawdunia/ Shutterstock

Justyna Leszczuk wykonuje zawód anestezjologa w dwóch stołecznych placówkach medycznych, koncentrując się głównie na opiece nad najmłodszymi pacjentami. Od wybuchu pełnoskalowego konfliktu zbrojnego systematycznie podróżuje do sąsiedniego państwa, by w ramach wolontariatu wspierać tamtejszych lekarzy i poszkodowanych wojskowych.

Podczas rozmowy z portalem onet.pl medyczka opowiedziała o własnych przeżyciach związanych z pracą w strefie przyfrontowej oraz o niepokojących zachowaniach, z jakimi spotkała się w krajowej ochronie zdrowia. Jeden z takich incydentów dotyczył zaledwie kilkumiesięcznego malucha pochodzącego zza naszej wschodniej granicy.

Dramatyczny stan zdrowia niemowlęcia w warszawskim szpitalu

Mały pacjent trafił na oddział warszawskiego szpitala w porze nocnej, a jego sytuacja zdrowotna była niezwykle trudna. Specjaliści podejrzewali wystąpienie urosepsy, czyli groźnej infekcji uogólnionej, często wywodzącej się z dróg moczowych. Taki stan chorobowy zmusza medyków do błyskawicznej diagnostyki i podjęcia terapii, zwłaszcza u tak malutkiego dziecka.

Lekarka Leszczuk dowiedziała się o hospitalizacji malucha zaraz po rozpoczęciu porannego dyżuru. Kiedy analizowano ten przypadek, ktoś z medyków podkreślił ukraińskie pochodzenie pacjenta, chociaż kwestia narodowości była całkowicie bez znaczenia dla procesu leczenia. Co najbardziej wstrząsające, niektórzy pracownicy z aprobatą wypowiadali się o infekcji niemowlęcia, twierdząc, że dzięki temu zrozumie, iż „w Polsce nigdy mu nie będzie łatwo”.

Szokujące komentarze dotarły do uszu Justyny Leszczuk oraz innej lekarki, która od wybuchu wojny aktywnie wspiera uchodźców z Ukrainy. Obie kobiety nie przeszły obok tych słów obojętnie. Zgodnie z relacją anestezjolożki, całe zajście błyskawicznie przerodziło się w gorącą dyskusję wśród personelu oddziału.

Reakcja na ksenofobiczne wypowiedzi na oddziale. Dr Leszczuk interweniuje

Anestezjolożka twardo stwierdziła, że człowiek o skłonnościach ksenofobicznych absolutnie nie powinien wykonywać zawodu związanego z opieką nad pacjentami. Z kolei towarzysząca jej lekarka przypomniała o dramatycznych skutkach, do jakich w przeszłości doprowadzało kategoryzowanie ludzi ze względu na ich narodowość.

Całe zdarzenie nie zostało formalnie zgłoszone dyrekcji placówki, jednak lekarka podkreśliła, że odpowiedź na skandaliczne słowa była szybka i stanowcza. W wywiadzie nie ujawniono konkretnej nazwy warszawskiego ośrodka medycznego ani personaliów osoby, która wypowiedziała bulwersujące zdania o chorym maluchu.

Okazuje się, że nie była to odosobniona sytuacja opisana przez specjalistkę. Justyna Leszczuk opowiedziała też o przyjęciu na oddział innego ukraińskiego dziecka, którego opiekunowie nie znali języka polskiego. Medyczka, posługująca się językiem ukraińskim, zaoferowała wsparcie, lecz w zamian usłyszała od współpracownika kąśliwą uwagę dotyczącą posługiwania się „językiem wroga”.

W rozmowie z redakcją Onetu dr Leszczuk zaznaczyła, że postawy ksenofobiczne niestety występują również w środowisku medycznym. Takie bezpodstawne uprzedzenia narodowościowe uderzają przede wszystkim w bezbronne, cierpiące dzieci.

Działalność charytatywna anestezjolożki na rzecz rannych i dzieci

Medyczka rozpoczęła swoją działalność pomocową już w czasie trwania kryzysu migracyjnego przy granicy polsko-białoruskiej. Natomiast po zbrojnym ataku Rosji, weszła w skład grupy ratunkowej zaangażowanej w bezpieczny transport ukraińskich dzieci, które musiały kontynuować terapię przeciwnowotworową w polskich ośrodkach. Wcześniej pełniła rolę koordynatorki na oddziale intensywnej opieki medycznej w tymczasowym szpitalu dla chorych na COVID-19, zlokalizowanym na Stadionie Narodowym.

Zarzuty dla Huberta B.