Gomułka uwiódł setki tysięcy na placu Defilad
To było bezprecedensowe zgromadzenie w historii powojennej stolicy. 24 października 1956 roku na placu Defilad, w cieniu nowo otwartego Pałacu Kultury i Nauki, odbył się masowy wiec. Głównym punktem programu było wystąpienie Władysława Gomułki, który dopiero co objął funkcję I sekretarza KC PZPR.
Historyczne nagrania, fotografie i relacje naocznych świadków potwierdzają niezwykłą skalę tego wydarzenia. Szacuje się, że w centrum Warszawy pojawiło się od 300 do 400 tysięcy obywateli. Tłum przyszedł powitać nowego lidera PZPR, upatrując w nim szansę na odwilż, odejście od stalinowskiego terroru i wolność, choć dziś takie przekonanie uchodzi za skrajnie naiwne.
Tło polityczne ówczesnych wydarzeń w bloku sowieckim było niezwykle napięte. Kilka miesięcy wcześniej Nikita Chruszczow w tajnym referacie potępił zbrodnie Stalina. Z kolei w czerwcu poznański Czerwiec zakończył się krwawą pacyfikacją robotników, a na Węgrzech zaledwie dobę przed wiecem na placu Defilad wybuchło antykomunistyczne powstanie.
W świadomości społecznej żywe było wspomnienie uwięzienia Gomułki, który padł ofiarą stalinowskich czystek za rzekome "odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne". Gdy Moskwa dowiedziała się, że dawny szef PPR wraca na szczyty władzy, nakazała stacjonującym w Polsce radzieckim czołgom marsz na Warszawę. Tylko osobiste rozmowy Gomułki z Chruszczowem zapobiegły wybuchowi krwawego konfliktu zbrojnego.
To wszystko sprawiało, że społeczeństwo wierzyło w głęboką reformę systemu. Tłum głośno skandował okupacyjny pseudonim przywódcy – towarzysza "Wiesława". On jednak błyskawicznie ostudził nastroje, przestrzegając przed antyradzieckimi wystąpieniami i mocno akcentując nierozerwalny, bratni sojusz ze Związkiem Radzieckim.
Dalsze lata rządów ekipy Gomułki potwierdziły najgorsze obawy. Okres nazywany "małą stabilizacją" okazał się w praktyce szarą, gomułkowską wegetacją, całkowicie podporządkowaną dyspozycjom płynącym z Kremla.
Papież i Tusk przebili wyczyn z 1956 roku
Prawie 400-tysięczny tłum pod Pałacem Kultury przez długie lata pozostawał fenomenem. Przez dekady nikt nie zdołał powtórzyć takiego wyniku frekwencyjnego w Warszawie. Sukces ten wynikał ze spontanicznego wybuchu społecznej nadziei, dla której symbolem stał się wówczas – jak się szybko okazało, zupełnie niesłusznie – Władysław Gomułka.
Rezultat ten poprawił dopiero Jan Paweł II. W 1979 roku, w trakcie historycznej mszy na stołecznym placu Zwycięstwa, zgromadziło się około 500 tysięcy wiernych. Cztery lata później, w 1983 roku, podczas drugiej pielgrzymki, liczby były jeszcze bardziej imponujące. W nabożeństwie na Stadionie Dziesięciolecia i terenach przyległych wzięło udział ponad milion osób. Rok po tym wydarzeniu pogrzeb bestialsko zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki przyciągnął rzeszę szacowaną na od 600 tysięcy do miliona uczestników.
W realiach demokratycznej Polski historyczny wynik Gomułki z 1956 roku udało się przełamać dopiero Donaldowi Tuskowi. W 2023 roku obecny premier zainicjował w stolicy dwie potężne manifestacje. Marsz 4 Czerwca zgromadził od 300 do 500 tysięcy uczestników. Z kolei w organizowanym przed wyborami parlamentarnymi Marszu Miliona Serc mogło uczestniczyć, według różnych szacunków, od 600 tysięcy do około miliona demonstrantów. Głównym motorem tych wydarzeń – podobnie jak w przypadku wiecu z października 1956 roku – była chęć zamanifestowania sprzeciwu wobec rządzących i pragnienie politycznej zmiany.
Marsz Miliona Serc w Warszawie: