72-latek wbiegł do płonącego domu pod Seroczynem. Ryzykował życie dla Mruczka

2026-03-16 10:06

Kiedy stary drewniany budynek stanął w płomieniach, 72-letni Sylwester K. nie ewakuował się od razu na zewnątrz. Słysząc przeraźliwe miauczenie, ruszył na ratunek swojemu kotu, który utknął za zajmującym się ogniem meblem. Mężczyźnie udało się ocalić ukochanego zwierzaka, jednak sam poważnie na tym ucierpiał. Niedługo po zdarzeniu trafił pod opiekę lekarzy z powodu silnego zatrucia tlenkiem węgla, informuje "Super Express".

Radio ESKA Google News
  • 72-letni mieszkaniec zaryzykował własne zdrowie, aby ocalić czworonoga z ognia.
  • Wszedł z powrotem do płonącego budynku po Mruczka, który utknął za meblem.
  • Senior wylądował w placówce medycznej z objawami zatrucia tlenkiem węgla, a zwierzakowi nic nie grozi.

Emeryt z Mińska Mazowieckiego i jego kot Mruczek

72-letni Sylwester K. na co dzień mieszka w Mińsku Mazowieckim, ale regularnie odwiedza dawną posesję swoich zmarłych bliskich w okolicach Seroczyna (woj. mazowieckie). W trakcie tych wypraw samochodem marki Volkswagen Passat, nieodłącznie towarzyszy mu czteroletni kot o imieniu Mruczek. Mimo wielokrotnych sugestii ze strony znajomych, aby pozbył się zrujnowanego budynku, senior stanowczo odmawiał, twierdząc, że nigdy nie sprzeda miejsca swoich narodzin.

- Chcę umrzeć w tym domu -

Takie słowa wielokrotnie kierował do osób doradzających mu zbycie uciążliwej nieruchomości. W pierwszych dniach marca 72-latek spakował jedzenie, umieścił Mruczka w transporterze i pojechał na teren dawnego gospodarstwa.

Dym obudził 72-latka pod Seroczynem. Wyniósł kota z ognia

Kolejnej doby po dotarciu na miejsce, senior uruchomił starą kuchnię węglową, zjadł kolację i położył się spać. Ze snu wyrwał go duszący zapach spalenizny.

- Sylwek zerwał się i jak mówił mi po pożarze pierwszą rzecz, którą zrobił zaczął nawoływać Mruczka -

taką relację przedstawił w rozmowie z „Super Expressem” 78-letni Grzegorz Roguski, którego dom znajduje się w niedalekiej odległości od miejsca pożaru.

- Gdy Sylwek wyskoczył z kotem na ręku z palącego się domu zobaczyłem, że ma poparzoną rękę i nogę. Zapytałem jak się czuje, a on odparł, że musiał ratować Mruczka, który gdy poczuł dym ze strachu wskoczył za regał i tam się zaklinował -

uzupełnił sąsiad poszkodowanego mężczyzny. Niedługo później na miejsce dotarły zastępy straży pożarnej, które szybko opanowały rozprzestrzeniający się żywioł.

- Gdy było już po wszystkim, zabrałem Sylwestra z kotkiem do siebie, opatrzyłem rany i kazałem mu się przespać. Następnego dnia wieczorem Sylwek źle się poczuł -

kontynuował swoją opowieść 78-latek. Sam poszkodowany upierał się początkowo, że jego stan zdrowia jest całkowicie w porządku.

Stan 72-latka po pożarze domu. Uratował kota Mruczka

- Nie słuchałem go, tylko zawiozłem do szpitala. Tam fachowo opatrzyli go i podłączyli tlen, bo podtruł się czadem. Życie jego nie jest zagrożone, ale nacierpiał się co nie miara. Mówił mi, że liczy się tylko to, że Mruczek żyje. Kocurem sąsiada zaopiekowała się moja wnuczka, Kinga. Do pożaru doszło poprzez zapalenie się sadzy w starym kominie -

Wyjaśniał zaistniałą sytuację pan Grzegorz, oprowadzając jednocześnie po zgliszczach zniszczonych płomieniami pomieszczeń.

Żyją w symbiozie z gołębiami i kotami. Agresywne gryzonie opanowały blok w Warszawie