Spis treści
Wypadek w Mysiadle na Puławskiej. Hyundai uderzył w cztery pojazdy
Poważne zdarzenie drogowe miało miejsce w okolicach godziny 18.30 na jezdni w rejonie podwarszawskiego Mysiadła. Oficer dyżurny piaseczyńskiej komendy przyjął zawiadomienie o tej kryzysowej sytuacji niecałe dziesięć minut po wystąpieniu zagrożenia na ruchliwej trasie.
Po dotarciu policyjnych patroli na miejsce potwierdzono obecność pięciu uszkodzonych maszyn. Funkcjonariusze wstępnie ustalili, że osoba siedząca za kierownicą hyundaia z niewyjaśnionych przyczyn zjechała ze swojego toru jazdy, co doprowadziło do niekontrolowanego uderzenia w sąsiednie auto i zapoczątkowało całą serię drogowych kolizji.
W pierwszej kolejności potężne uderzenie przyjął volkswagen kierowany przez 18-latka. Impet był na tyle silny, że zepchnięta maszyna wpadła na prawidłowo poruszającą się mazdę, w której znajdował się 43-letni mężczyzna.
Rozpędzony hyundai przemieścił się następnie na pasy prowadzące w stronę Piaseczna i zaczął jechać pod prąd, gdzie zderzył się czołowo z fordem prowadzonym przez 36-letnią kobietę. Siła tego zderzenia odrzuciła forda prosto na stojącego w pobliżu mercedesa z 34-latkiem za kółkiem, zamykając ostateczny bilans zdarzenia na pięciu rozbitych wozach i sześciu poszkodowanych osobach.
Dwie osoby z hyundaia trafiły do szpitala po karambolu
Do akcji ratunkowej natychmiast wezwano lokalne zastępy strażaków, ratowników medycznych oraz patrole policji drogowej. Interweniujące służby oceniły sytuację i zdecydowały, że 48-latek kierujący koreańskim autem oraz towarzysząca mu 45-letnia pasażerka muszą natychmiast zostać przetransportowani do placówki medycznej w celu dalszej, pogłębionej diagnostyki.
Oficer prasowy KPP w Piasecznie, podkom. Magdalena Gąsowska, przekazała w rozmowie z reporterem „Super Expressu” oficjalne stanowisko służb: „Przed tym udało się nam przeprowadzić badania trzeźwości wszystkich uczestników wypadków. Każdy z nich był trzeźwy”.
Funkcjonariusze pracują obecnie nad przygotowaniem szczegółowej dokumentacji z miejsca zdarzenia, a cały proces badawczy nadzoruje miejscowa prokuratura rejonowa. Wiadomo już, że 48-letni sprawca nie otrzymał mandatu karnego na miejscu, ponieważ mundurowi od razu skierowali akta sprawy do sądu, który zadecyduje o ostatecznym wymiarze sprawiedliwości wobec sprawcy.
Atak padaczki u 48-latka przyczyną wypadku na Puławskiej?
Z nieoficjalnych informacji pozyskanych z otoczenia rodziny wynika, że 48-latek mógł nagle stracić panowanie nad kierownicą z powodu niespodziewanego ataku padaczki. Taka wersja wydarzeń, relacjonowana przez żonę sprawcy, będzie musiała zostać bezwzględnie zweryfikowana poprzez szczegółową analizę wyników badań lekarskich mężczyzny ze szpitala.