Mieszkała w komórce przy chlewie i jadła z koryta. Tak partner uczył ją pokory

2026-03-16 12:43

Jak okrutnym człowiekiem trzeba być, by zgotować takie piekło ukochanej osobie? Stanisław przez długie lata karał Elżbietę. Najpierw "tylko" ją bił, ale później postanowił upodlić ją jeszcze bardziej - wyrzucił z domu i kazał zamieszkać w komórce obok świńskiego chlewu! By nie umrzeć z głodu, kobieta podjadała paszę zwierzętom!

Dramat Elżbiety pod Wołominem. Partner zgotował jej piekło

Tragedia Elżbiety miała miejsce niedaleko stolicy, w jednej z miejscowości w okolicach Wołominem. Kobieta dzieliła życie ze starszym o 18 lat Stanisławem, tworząc nieformalny związek, owocem którego było dwóch synów. Ich wspólne życie dalekie było jednak od ideału. Z biegiem czasu partner stawał się coraz bardziej dominujący i skłonny do przemocy. Kiedy Elżbieta zaczęła zwracać mu uwagę na częste picie alkoholu ze znajomymi, pobił ją i zakazał wychodzenia na wieś! To zaledwie początek dramatu, z jakim musiała się zmierzyć.

Koszmar na dobre rozpoczął się w 2006 roku.

Dostawałam za byle co. Na czas nie zrobiłam obiadu, to już tłukł mnie po głowie. Nie zgodziłam się, żeby pił w domu z kumplami, to poobijał mi ręce tak, że do dziś mam blizny. Później doszło do tego, że bił mnie nawet za to, że źle na niego spojrzałam - opowiadała przed laty „Super Expressowi” Elżbieta.

Jaka ja byłam głupia, że wzięłam sobie takiego chłopa. Na początku bardzo go kochałam, a gdy urodziły się dzieci, on pokazał pazury i było już za późno - mówiła kobieta ocierając łzy.

Z głodu podkradała paszę dla zwierząt

W końcu 52-latka zebrała w sobie odwagę i powiedziała "dość". Podjęła decyzję o zgłoszeniu sprawy organom ścigania, licząc, że to powstrzyma agresywne zachowania Stanisława. Niestety, srogo się przeliczyła, a postawa mężczyzny uległa pogorszeniu.

Kiedy się dowiedział, że wybieram się na policję, wyrzucił moje rzeczy przed dom i powiedział, że mam mieszkać w komórce przy oborze - opisywała w rozmowie z „Super Expressem”.

Swoje posłanie 52-latka zorganizowała na starych deskach wyłożonych kartonami. Prowizoryczną łazienkę stanowiła nieszczelna wanna, a rolę stołu pełniła metalowa beczka. Dysponowała zaledwie dwoma blaszanymi kubkami, starą miską z plastiku i wysłużonym garnkiem. W momentach największego głodu podkradała jedzenie zwierzętom gospodarskim.

Mamy 2009 rok, a ja już tu mieszkam ponad trzy lata. Gdy głód ściśnie mi żołądek, to podbieram paszę i zlewki z koryta dla świń. Nie gardzę też moczonymi skórkami od chleba, które Stach wyrzuca kurom - przyznawała z bólem.

Stanisław nie widział problemu. Uważał, że kobieta musi się nauczyć pokory

Sam Stanisław nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia z powodu traktowania partnerki. Nie dostrzegał niczego niewłaściwego w swoim postępowaniu.

Dobrze, że w ogóle ma kawałek dachu nad głową - śmiał się mężczyzna.

Nie pozwalała mi kielicha wypić, to po co mi taka baba. Nie gotowała obiadów, łaziła gdzieś po plotkach, gdy ja jechałem do roboty na bazary. Posiedzi w komórce, to może czegoś się nauczy. Nie dam się złamać, bo tam jest jej miejsce i już - dodawał.

Mieszkańcy wsi podzieleni w ocenie zachowania Stanisława

Choć główni bohaterowie tego koszmaru odeszli już z tego świata, lokalna społeczność nadal ma w pamięci zapłakaną, drobną Elżbietę i Stanisława z uniesioną w górę dłonią. Opinie mieszkańców wciąż pozostają skrajnie różne. Podczas gdy jedna grupa głęboko współczuje zmarłej i otwarcie potępia nieludzkie czyny jej oprawcy, inni próbują usprawiedliwiać brutalność Stanisława, argumentując to zachowaniem 52-latki, które w ich ocenie nie przystawało do przyjętych na wsi wzorców.

13-miesięczny chłopczyk padł ofiarą przemocy?