Ptasie wędrówki w Warszawie zakończone atakiem drapieżnika
Co roku na przełomie kwietnia i maja mieszkańcy stolicy mogą obserwować niezwykłą migrację nurogęsi. Ptaki te opuszczają teren Łazienek Królewskich, kierując się przez Kanał Piaseczyński w stronę Portu Czerniakowskiego i dalej do Wisły. Pokonanie tej trasy wiąże się z przechodzeniem przez tętniące życiem ulice, w tym Wisłostradę. Służby miejskie na ten czas często wstrzymują ruch samochodowy, aby zapewnić zwierzętom bezpieczną drogę do rzeki.
Niestety, jedno z tegorocznych przejść przybrało tragiczny obrót. Pracownicy Zarządu Zieleni poinformowali o szokującym incydencie, który początkowo nie zwiastował żadnych kłopotów.
− W Łazienkach Królewskich pojawiła się matka nurogęś z jedenastką piskląt. Jednak po wejściu na staw sytuacja przybrała dramatyczny obrót − matka została pożarta przez rybę, osierocając pisklęta − przekazali w mediach społecznościowych.
Szybka akcja ratunkowa. Pisklęta nurogęsi w bezpiecznym azylu
Wszystko wskazuje na to, że sprawcą śmiertelnego ataku na ptaka był sum. Pomimo makabrycznego przebiegu zdarzeń, interweniującym na miejscu osobom udało się ocalić niemal całe potomstwo zmarłej samicy.
− Na szczęście szybko zareagowaliśmy − wezwaliśmy Eko Patrol Straży Miejskiej, który wraz z naszym ornitologiem i pracowniczką Łazienek odłowił dziewiątkę maluchów i bezpiecznie przetransportował je do Ptasiego Azylu Warszawskiego Zoo − czytamy we wpisie.
Uratowane młode znalazły schronienie pod okiem specjalistów z Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego, gdzie będą nabierać sił przed powrotem na wolność. Bardzo możliwe, że dołączą do lęgu innej samicy nurogęsi, która przejmie nad nimi opiekę.
Przedstawiciele służb podkreślają, że to dopiero start wiosennej migracji ptaków. W nadchodzącym czasie kolejne osobniki ruszą w stronę rzeki. Od przechodniów wymaga się ostrożności: należy zachować odpowiednią odległość, prowadzić psy wyłącznie na smyczy, nie hałasować i pod żadnym pozorem nie dokarmiać nurogęsi. Warto też upominać rowerzystów czy biegaczy, by swoim zachowaniem nie straszyli wędrujących rodzin.