Ponad dwie doby czekał na pomoc na SOR-ze. Po amputacji palca u ojca, córka zabiera głos

Niewielki bąbel na stopie cukrzyka przerodził się w zagrażającą zdrowiu ranę. Gdy Aleksandra Kopka przywiozła ojca na SOR Szpitala Bielańskiego, mężczyzna z gorączką musiał czekać na wolne łóżko aż 12 godzin, a na przyjęcie na oddział ponad 50. Po przeprowadzonym w końcu zabiegu amputacji palca, kobieta nie kryje rozgoryczenia warunkami i traktowaniem pacjentów.

Koszmar pacjenta
Autor: Adam Burakowski/East News; archiwum/ Archiwum prywatne

Od niewinnego bąbla do gnijącej rany. Dramatyczne poszukiwania chirurga na NFZ

Problemy zaczęły się od drobnego pęcherza na stopie starszego mężczyzny, który na co dzień leczy się u neurologa i diabetologa z powodu cukrzycy. Podczas gdy jego żona i córka przebywały na urlopie, stan zapalny drastycznie się pogorszył. Kobiety po powrocie zastały przerażający widok – rana wyglądała fatalnie i wydzielała odrażający odór.

Rodzina od razu rozpoczęła poszukiwania ratunku. Udało im się załatwić specjalistyczne czyszczenie zmiany i wdrożyć antybiotykoterapię. Niestety, szybka konsultacja chirurgiczna w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia graniczyła z cudem ze względu na odległe terminy.

Mimo to, bliscy pacjenta walczyli dalej. W sobotę ponownie udało się poddać ranę profesjonalnemu opracowaniu. Niestety, stan mężczyzny, u którego pojawiła się gorączka, wciąż się pogarszał i budził ogromne obawy.

Ostatecznie w poniedziałek o 11:00 pani Aleksandra przetransportowała tatę na Szpitalny Oddział Ratunkowy Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Była pełna nadziei na błyskawiczną interwencję medyczną. Nie miała pojęcia, że przed nimi ponad 48 godzin prawdziwego horroru.

Koszmarny czas oczekiwania w Szpitalu Bielańskim. Aleksandra Kopka o braku szacunku

Zanim starszy, gorączkujący pacjent z cukrzycą i poważnie zakażoną stopą w ogóle dostał miejsce do leżenia, upłynęło aż pół doby. To jednak był zaledwie wstęp do wielodniowej gehenny. Dopiero w środowe popołudnie o 16:00, po upływie blisko 53 godzin od przekroczenia progu SOR-u, schorowany człowiek został przeniesiony na oddział chirurgii naczyniowej.

Podczas tego morderczego oczekiwania pacjent nieustannie cierpiał z powodu rozległej rany na stopie. Jego córka z przerażeniem opisuje dramatyczne realia panujące na oddziale.

Według jej słów, starszy pan był pozbawiony posiłków. O ile na początku rodzina starała się go dokarmiać, o tyle po rozdzieleniu z bliskimi, przekazanie jakichkolwiek produktów żywnościowych stało się niemożliwe. Brakowało również warunków do zachowania podstawowej higieny. Dopełnieniem obrazu był permanentnie przepełniony oddział i skandaliczne, w ocenie pani Aleksandry, podejście personelu medycznego.

„Na SOR-ze nie ma szacunku dla pacjenta” – mówi gorzko.

Z opowieści kobiety bije ogromne poczucie bezradności. Po wcześniejszych, desperackich próbach zorganizowania prywatnej pomocy, w szpitalu mogli jedynie czekać na cud.

„Wszyscy płacimy podatki na kasę chorych. A kiedy pojawia się prawdziwy problem, to zaczynają się tylko problemy. Czuliśmy kompletną niemoc!” – opowiada Aleksandra Kopka.

Dramatyczne pytanie córki: czy amputacji palca można było uniknąć?

Gdy pacjent w końcu znalazł się pod opieką specjalistów z chirurgii naczyniowej, akcja ratunkowa potoczyła się błyskawicznie. Niestety, stan tkanek wymagał już amputacji palca u nogi.

Sam zabieg przebiegł bez komplikacji, a chory mężczyzna powoli odzyskuje siły. Pani Aleksandra chwali sobie opiekę na docelowym oddziale. Z tym większym niedowierzaniem wspomina koszmarne, wielogodzinne oczekiwanie w izbie przyjęć.

W głowie córki wciąż kłębią się wątpliwości. Zastanawia się, czy natychmiastowa interwencja uchroniłaby jej tatę przed kalectwem.

„Nie wiem, czy ten czas spowodował, że trzeba było odjąć palec. Na pewno nie pomógł” – mówi pani Aleksandra.

Trudno dziś jednoznacznie ocenić medyczne konsekwencje tego opóźnienia, jednak dwudniowy pobyt ojca w krytycznym stanie na korytarzach SOR-u pozostawił w psychice rodziny głęboki ślad.

Brak komentarza ze strony Szpitala Bielańskiego. Co na to NFZ?

Skontaktowaliśmy się z administracją Szpitala Bielańskiego z prośbą o ustosunkowanie się do opisanych wydarzeń. Zależało nam na wyjaśnieniu, dlaczego pacjent z objawami infekcji i gorączką czekał na pomoc ponad 48 godzin i czy takie procedury są zgodne ze standardami. Do momentu publikacji artykułu, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi od władz placówki.

Zwróciliśmy się również z prośbą o komentarz do Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Przedstawiciele Funduszu przypomnieli, że w przypadku ostrych powikłań stopy cukrzycowej, pacjent ma prawo zgłosić się na SOR lub izbę przyjęć. Następnie, po diagnozie lekarskiej, powinien zostać skierowany na odpowiedni oddział zabiegowy.

NFZ podkreślił jednocześnie, że na terenie województwa mazowieckiego funkcjonuje specjalny program leczenia trudno gojących się ran, mający na celu zapobieganie amputacjom. Świadczenia w ramach tego programu oferują trzy placówki: Szpital Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Wołominie, Mazowiecki Szpital Specjalistyczny w Ostrołęce i SPZOZ w Siedlcach.

Dziś najważniejsze jest to, że ojciec pani Aleksandry czuje się lepiej po operacji, co przyniosło ulgę całej rodzinie. Niestety, trauma ponad 50 godzin spędzonych w bezczynności na SOR-ze i dręczące pytanie, czy opóźnienie w leczeniu było bezpośrednią przyczyną utraty palca, pozostaną z nią na zawsze.

KOLEJNY SZPITALNY SKANDAL! ZARABIALI 26 TYSIĘCY ZA GODZINĘ!

ROLKI