Wrzucił plecak na torowisko i uciekł. Metro stanęło
Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 20 lipca, na stacji metra Centrum w Warszawie. 38-letni obywatel Ukrainy miał wrzucić plecak na torowisko, po czym oddalić się ze stacji. Incydent spowodował poważne utrudnienia w kursowaniu pierwszej linii warszawskiego metra.
Sytuacja miała miejsce w godzinach wzmożonego ruchu, dlatego konsekwencje zdarzenia odczuli liczni pasażerowie. W związku z koniecznością sprawdzenia pozostawionego plecaka i wykluczenia ewentualnego zagrożenia wstrzymano ruch na części linii M1. Zamkniętych zostało kilka stacji, a dla pasażerów uruchomiono komunikację zastępczą. Służby musiały sprawdzić zawartość plecaka, w tym wykluczyć, czy nie znajduje się w nim niebezpieczny przedmiot.
Mężczyzna nie zdołał jednak długo pozostać anonimowy. Policjanci zatrzymali go niespełna godzinę po zdarzeniu w rejonie ulicy Marszałkowskiej. Jak informowała wcześniej policja, zatrzymany został przekazany do dyspozycji funkcjonariuszy, którzy zajmowali się wyjaśnianiem okoliczności incydentu.
10 lat zakazu wjazdu do Polski i strefy Schengen
W sprawie szybko pojawiły się także konsekwencje związane z pobytem mężczyzny na terytorium Polski. Jak poinformował w czwartek Piotr Niemiec z biura prasowego Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej, 38-latek został uznany za osobę niepożądaną w Polsce.
Straż Graniczna wydała wobec niego decyzję o zobowiązaniu do powrotu. Mężczyzna otrzymał również 10-letni zakaz wjazdu na terytorium Polski oraz do państw strefy Schengen. Został doprowadzony do granicy i wrócił na Ukrainę.
Incydent na stacji Centrum pokazał, jak szybko pozornie niewielkie zdarzenie może doprowadzić do poważnych zakłóceń w funkcjonowaniu transportu publicznego. W przypadku pozostawionego na torach plecaka służby musiały potraktować sytuację poważnie i sprawdzić, czy nie wiąże się ona z zagrożeniem dla pasażerów. Ostatecznie mężczyzna został szybko zatrzymany, a po decyzji Straży Granicznej opuścił Polskę.
Tak buduje się metro na Bemowie: