Agresywna kobieta dobijała się do jej drzwi, a policja nie pomogła?
"Gazeta Wyborcza" opisała historię 37-letniej pani Zosi, która padła ofiarą szokującego zdarzenia. Mieszkająca na warszawskiej Woli kobieta 1 grudnia 2025 przebywała we własnym mieszkaniu, gdy usłyszała zgrzyt klucza w zamku, a następnie uderzanie w drzwi wejściowe do domu. Wyjrzała przez wizjer i zobaczyła obcą kobietę, która próbowała dostać się do jej mieszkania. Sądząc, że ta pomyliła mieszkania, przekazała jej przez drzwi, że zaszło nieporozumienie i aby odeszła.
To jednak tylko zaogniło sytuację - kobieta za drzwiami w furii zaczęła wulgarnie wyzywać 37-latkę, po czym całym ciałem uderzała w drzwi, próbując je staranować.
Przerażona kobieta zadzwoniła pod numer alarmowy 112, ale to co miała tam usłyszeć jeszcze bardziej ją zszokowało.
- Powiedziałam, że ktoś próbuje dostać się do mieszkania i jest agresywny. Płakałam do słuchawki i prosiłam o pomoc. Usłyszałam, żebym się uspokoiła. Jeśli się boję, mam schować się w łazience i "nie blokować linii" - przekazuje w rozmowie z "GW" Zosia.
Sprawa miała swój ciąg dalszy - słysząc, co się dzieje, drzwi otworzyła sąsiadka mieszkająca naprzeciwko, Joanna. Według niej napastniczka "była wyraźnie odurzona, czuć było alkohol".
- Dobijała się do drzwi i krzyczała po rosyjsku lub ukraińsku. Była bardzo silna. Miałam wrażenie, że drzwi wypadną z zawiasów - przekazywała Joanna. Kobieta twierdziła, że z krzyków można było wywnioskować, że napastniczka sądzi, że to mieszkanie jej chłopaka i jest u niego jakaś dziewczyna, prawdopodobnie kochanka. - To utwierdziło mnie w przekonaniu, że ona się po prostu pomyliła i wpadła w szał - mówiła sąsiadka.
Widząc reakcję sąsiadki, pani Zosia zdecydowała się otworzyć drzwi. Liczyła, że we dwójkę uspokoją agresywną kobietę.
- Gdy tylko otworzyłam drzwi, kobieta wsadziła w nie nogę, otworzyła na oścież i zaczęła szarpać mnie za włosy - przekazała. W wyniku szarpaniny, 37-latka znalazła się na korytarzu, a agresorka wbiegła do jej mieszkania i zamknęła za sobą drzwi.
Na pomoc poszkodowanej ruszyło kilku sąsiadów - trzem mężczyznom udało się wejść do mieszkania Zosi, gdzie mieli znaleźć "półprzytomną" napastniczkę. Okazała się nią mieszkająca w tym budynku kobieta. Po całym zdarzeniu została ona usunięta z wynajmowanego lokalu przez właściciela mieszkania.
Według pani Zosi, policja przybyła na miejsce dopiero 6 godzin po incydencie i zbagatelizowała całą sprawę.
Co na te zarzuty policja? Mamy komentarz
Skontaktowaliśmy się z oficerem prasowym wolskiej komendy rejonowej policji z prośbą o komentarz w tej kontrowersyjnej sprawie.
- Informuję, że policjanci pojechali na miejsce zgłoszenia z numeru 112 i podjęli tam czynności. W chwili przekazania samego zgłoszenia załogi patrolowe były chwilowo zajęte, ponieważ udzielały wsparcia innym osobom - przekazała nam nadkom. Marta Sulowska, dodając jednocześnie, że numer alarmowy 112 nie jest obsługiwany przez Policję, a zgłoszenia przyjmowane są przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR), a następnie przekazywane właściwym służbom zgodnie z ich kompetencjami.
- Policjanci, po zakończeniu wcześniejszych interwencji, pojechali na miejsce zgłoszenia, gdzie niezwłocznie podjęli czynności mające na celu wstępne ustalenie okoliczności zdarzenia. Zgłaszająca nie wymagała pomocy medycznej. Funkcjonariusze przeprowadzili rozmowę ze zgłaszającą oraz dokonali ustaleń z jednym z sąsiadów. W toku interwencji policjanci wykonali również czynności sprawdzające w miejscu, gdzie – według uzyskanych informacji – mogła przebywać wskazywana osoba. W lokalu panował spokój, a pomimo podjętych prób nikt nie otworzył drzwi - tłumaczy dalej rzecznik.
Zdaniem policji, zgłaszająca została pouczona o przysługujących jej możliwościach prawnych oraz o dalszym trybie postępowania w sprawie i w dniu następnym pani Zosia zgłosiła się do Policji, gdzie funkcjonariusze przyjęli zawiadomienie o przestępstwie. W sprawie zostało wszczęte dochodzenie, które jest w toku, obecnie gromadzony jest materiał dowodowy, a nadzór nad postępowaniem sprawuje Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola w Warszawie.
- Z dotychczasowych ustaleń wynika, że zdarzenie miało charakter incydentalny. Pokrzywdzona nie zgłaszała kolejnych incydentów z udziałem tej kobiety - kończy nadkom. Marta Sulowska.
Pokrzywdzona kobieta twierdzi jednak, że po ataku na mieszkanie bała się wychodzić i przebywać w domu; tym bardziej, że agresorka miała być kilkakrotnie widziana na osiedlu i to już po tym, jak właściciel mieszkania wypowiedział jej umowę.
Wyszedł z aresztu po napadzie i znów zaatakował tę samą seniorkę! Zbir nie nacieszył się wolnością: