Aleksander G. zmasakrował dziadków siekierą. Mroczna przeszłość ojca powróciła

2026-03-05 10:05

29-letni Aleksander G. wpadł w szał i przy użyciu siekiery oraz noża przypominającego maczetę zamordował swoich dziadków. Obrażenia zadawane z ogromną siłą były tak drastyczne, że starsze małżeństwo nie miało szans na przeżycie. Policjanci nie mają wątpliwości, że doszło do zbrodni ze szczególnym okrucieństwem. W tle tej tragedii kryje się jednak mroczna historia rodzinna. Ojciec napastnika odsiaduje wyrok za brutalne zabójstwo swojej partnerki, a matki Aleksandra.

Makabryczne odkrycie w Raciążu. 29-latek sam zadzwonił na numer alarmowy

Do niewyobrażalnej tragedii doszło w Raciążu, niewielkim, kilkutysięcznym mieście w powiecie płońskim na Mazowszu. Miejscowość oddalona o około 80 kilometrów od Warszawy stała się areną brutalnych wydarzeń. Informacje o zbrodni płońska policja upubliczniła 19 lutego 2026 roku, potwierdzając, że zgłoszenie wpłynęło dzień wcześniej tuż przed godziną 23:00. Na numer alarmowy 112 zadzwonił sam sprawca, informując dyspozytora o dokonaniu podwójnego zabójstwa. Na miejsce natychmiast wysłano patrole policji oraz prokuratora w celu zabezpieczenia śladów i przeprowadzenia oględzin.

W rozmowie z Radiem Eska nadkomisarz Kinga Drężek-Zmysłowska z Komendy Powiatowej Policji w Płońsku potwierdziła przebieg zgłoszenia. Telefon wykonał 29-letni mężczyzna, który spokojnie przyznał się do odebrania życia dwóm osobom i oczekiwał na przyjazd służb.

- Mundurowi natychmiast zostali skierowani pod wskazany adres w Raciążu. Na miejscu przed domem jednorodzinnym zastali 29-letniego zgłaszającego. Mężczyzna ten był trzeźwy – przekazała nadkomisarz Kinga Drężek-Zmysłowska.

Po wejściu do domu jednorodzinnego funkcjonariusze natknęli się na zwłoki 72-letniej kobiety oraz 86-letniego mężczyzny. Charakter obrażeń nie pozostawiał złudzeń co do bestialskiego charakteru czynu – ofiary zostały zamordowane ze szczególnym okrucieństwem. Szybko ustalono tożsamość zmarłych oraz ich relację z zatrzymanym na miejscu 29-latkiem. Ofiarami agresora padli jego właśni dziadkowie, co potwierdziła rzeczniczka płońskiej policji.

Dziennikarze „Super Expressu” dotarli do informacji, że zamordowani Danuta i Andrzej G. cieszyli się w Raciążu nieposzlakowaną opinią. Byli powszechnie szanowani przez sąsiadów, którzy na wieść o tragedii nie kryli przerażenia. Mieszkańcy podkreślali w rozmowach, że trudno im uwierzyć, iż tak dramatyczne sceny rozegrały się w ich spokojnej okolicy.

Aleksander G. został natychmiast aresztowany i przewieziony na przesłuchanie. Choć początkowo motywy jego działania pozostawały niejasne, media szybko dotarły do wstrząsających faktów z przeszłości jego rodziny. Okazało się, że ojciec 29-latka, Marek G., odbywa karę 25 lat pozbawienia wolności za morderstwo żony – matki Aleksandra. Cztery lata wcześniej mężczyzna zabił pielęgniarkę Agnieszkę, również używając siekiery, a następnie podpalił jej zwłoki w rowie. Śledczy badają teraz, czy ta rodzinna trauma wpłynęła na psychikę syna i popchnęła go do podobnego czynu.

Na miejscu zbrodni technicy kryminalistyki zabezpieczyli narzędzia, którymi najprawdopodobniej posłużył się sprawca: siekierę oraz nóż przypominający maczetę. Ciała ofiar były zmasakrowane, a zwłoki 86-letniego dziadka zostały dodatkowo poćwiartowane. Sposób działania napastnika wskazuje na ogromny ładunek agresji i szczególne okrucieństwo, co z pewnością będzie kluczowym elementem aktu oskarżenia w nadchodzącym procesie.

Sąsiedzi wspominają ofiary. Danuta i Andrzej G. byli sercem lokalnej społeczności

Z ustaleń reportera Tomasza Nowocińskiego wynika, że pan Andrzej był lokalną „złotą rączką”. Przez lata zajmował się naprawą sprzętu RTV i AGD, a sąsiedzi zawsze mogli liczyć na jego fachową pomoc przy awariach domowych urządzeń. Był postrzegany jako człowiek pracowity i opanowany. Z kolei pani Danuta angażowała się w życie religijne i społeczne, należąc do koła różańcowego, koła gospodyń wiejskich oraz chóru. Sąsiedzi zapamiętają ich jako ludzi ciepłych i zawsze gotowych do wsparcia.

O samym Aleksandrze G. wiadomo, że mieszkał pod jednym dachem z dziadkami. Z relacji świadków nie wynikało, by w domu działo się coś niepokojącego; 29-latek widywany był, gdy prowadził babcię do kościoła, a ich relacje wydawały się poprawne. Jednak feralnego dnia doszło do wybuchu agresji. Po dokonaniu rzezi, ale jeszcze przed wezwaniem policji, mężczyzna metodycznie zatarł na sobie ślady zbrodni. Wziął prysznic, zmył krew i przebrał się w czystą odzież. Według nieoficjalnych doniesień medialnych, podejrzany leczył się psychiatrycznie na depresję, a stan jego zdrowia mógł pogorszyć się po śmierci matki.

Aleksander G. przyznał się do winy. Złożył wyjaśnienia bez cienia emocji

Prokuratura 20 lutego 2026 roku poinformowała o postawieniu 29-latkowi dwóch zarzutów zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Aleksander G. podczas pięciogodzinnego przesłuchania przyznał się do winy. Jego zeznania pokrywają się z zebranym materiałem dowodowym, co wzmacnia pozycję śledczych. Co najbardziej szokujące, mężczyzna opowiadał o masakrze z nienaturalnym spokojem. W jego relacji brakowało jakiejkolwiek skruchy czy żalu, a przebieg zdarzeń referował chłodno i rzeczowo, jakby czytał instrukcję.

Przyczyną zgonu małżeństwa były liczne rany cięte zadane ostrymi narzędziami znalezionymi w domu i piwnicy. Kluczowym etapem śledztwa będzie teraz opinia biegłych psychiatrów. Specjaliści muszą przeanalizować historię leczenia 29-latka, przyjmowane leki oraz przebieg terapii, by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego doszło do tragedii. Najprawdopodobniej zarządzona zostanie obserwacja psychiatryczna w zakładzie zamkniętym, która rozstrzygnie o poczytalności sprawcy w chwili czynu.

Dalszy los Aleksandra G. zależy od werdyktu lekarzy. Jeśli zostanie uznany za niepoczytalnego, trafi do zamkniętego ośrodka leczniczego. Jeżeli jednak biegli stwierdzą, że był świadomy swoich czynów, stanie przed sądem. W takim przypadku za podwójne zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem grozi mu najwyższy wymiar kary, czyli dożywocie. Na ostateczne rozstrzygnięcia prawne trzeba będzie poczekać wiele miesięcy.