Atak dzików pod Warszawą i zabity pies. Na Białołęce locha urządziła sobie porodówkę

2026-04-14 12:48

Sytuacja w stolicy i okolicach staje się coraz bardziej napięta z powodu obecności dzikich zwierząt. W podwarszawskim Brwinowie doszło do tragedii – wataha zaatakowała niewielkiego psa na oczach bezradnej właścicielki, a czworonóg zginął. Do dramatu odniosły się już lokalne władze. Z kolei na Białołęce dzika świnia wydała na świat młode tuż pod oknami bloku mieszkalnego. W Wawrze warchlaki opanowały prywatną posesję, urządzając prywatkę w piaskownicy.

Dzik rozszarpał psa pod Warszawą, a na Białołęce dzika porodówka

i

Autor: FACEBOOK, / Shutterstock
Radio ESKA Google News
  • Obecność dzików w Warszawie i okolicznych gminach przybiera na sile, czego tragicznym dowodem jest niedawne zagryzienie domowego czworonoga.
  • Z relacji świadków wynika, że w Brwinowie dziki pozbawiły życia psa, natomiast na stołecznej Białołęce locha wydała na świat potomstwo pod balkonem
  • Samorządowcy z Brwinowa tłumaczą swoje ograniczone pole manewru w kwestii interwencji i instruują obywateli, jak bezpiecznie postępować w przypadku spotkania ze zwierzętami.
Dziki sieją grozę w Wawrze

Dramat w Brwinowie. Dziki zabiły psa na oczach właścicielki?!

W minioną niedzielę, 12 kwietnia, przy ulicy Kraszewskiego w Brwinowie doszło do mrożących krew w żyłach scen. Według informacji przekazanych przez Miejskiego Reportera, mieszkanka osiedla wyszła na spacer ze swoim niewielkim psem w typie shih tzu, prowadząc go na smyczy. W ułamku sekundy na domowego pupila rzuciły się trzy dziki. Całe zdarzenie przebiegło niezwykle szybko i brutalnie, a zwierzęta miały wcześniej sforsować drewniany płot.

Zaatakowana suczka Maja odniosła rany, które okazały się śmiertelne. Czworonóg skonał tuż po przetransportowaniu go do lecznicy weterynaryjnej. Podkomisarz Monika Orlik, pełniąca funkcję oficera prasowego Komendanta Powiatowego Policji w Pruszkowie, potwierdziła w rozmowie z "Super Expressem" wpłynięcie zawiadomienia o incydencie. Funkcjonariusze zajęli się sprawą, a zgłoszenie o ataku zostało przekazane przez męża właścicielki około godzinę po tragicznym w skutkach zdarzeniu.

Plaga dzików w Brwinowie. Burmistrz Arkadiusz Kosiński komentuje

Kłopoty z dzikimi zwierzętami w tej podwarszawskiej gminie nie są zjawiskiem nowym. Tylko w 2024 roku lokalne służby rejestrowały mnóstwo zgłoszeń z różnych rejonów miasta, gdzie dziki spacerowały z dużą częstotliwością. Bardzo zbliżone sygnały napływają także z sąsiednich miejscowości, takich jak Żółwin oraz Milanówek.

Głos w tej bulwersującej sprawie zabrał burmistrz Brwinowa, Arkadiusz Kosiński, który zaznaczył, że samorząd nie dysponuje pełną swobodą w rozwiązywaniu tego problemu. Włodarz wyjaśnił, że w świetle obowiązującego prawa dziki stanowią własność Skarbu Państwa, a kompetencje do zarządzania odstrzału bądź odłowu leżą w gestii wojewody lub starosty. Sprawę dodatkowo utrudniają restrykcje wynikające z występowania wirusa ASF, które kategorycznie zabraniają przewożenia tych zwierząt. Choć redukcyjny odstrzał przeprowadzony w 2025 roku przyniósł chwilową ulgę, w okresie zimowym watahy znów zaczęły zapuszczać się między domy.

Gospodarz gminy poinformował, że 20 stycznia 2026 roku lokalny urząd złożył do starostwa wniosek o pozwolenie na odstrzał 30 sztuk dzików, a po blisko dwóch i pół miesiąca stosowna decyzja trafiła na biurko urzędników, w związku z czym obecnie trwają przygotowania do jej egzekucji.

„Proszę wszystkich o zachowanie ostrożności i spokoju (szczególnie na spacerach z psami) po dostrzeżeniu dzików a przede wszystkim lochy z warchlakami - jak każda matka w obronie swoich zagrożonych dzieci i ona będzie chroniła swoje młode”

Dziki na warszawskiej Białołęce. Locha z małymi pod balkonem

W granicach samej stolicy sytuacja również wymyka się spod kontroli. Jakiś czas temu na terenie Bemowa konieczna okazała się eliminacja lochy wraz z jej potomstwem. Tymczasem na ulicy Ceramicznej na Białołęce dzika matka urządziła sobie porodówkę bezpośrednio pod balkonem wielorodzinnego budynku. Wezwany na interwencję łowczy odgrodził przestrzeń specjalną taśmą i rozwiesił komunikaty zakazujące zbliżania się. Kłopot w tym, że tego typu prowizoryczne zapory oddziałują wyłącznie na ludzi, a zachowanie bezpiecznego dystansu jest praktycznie niemożliwe, gdy zwierzęta obozują tuż przed drzwiami wejściowymi do bloku.

- Za każdym razem, gdy otrzymujemy informacje o pojawieniu się dzików, zgłaszamy je odpowiednim służbom, w tym Lasom Miejskim oraz Straży Miejskiej. Nie pozostawiamy takich sygnałów bez reakcji. Jako gmina nie posiadamy jednak narzędzi ani kompetencji do bezpośredniego działania w zakresie odławiania czy usuwania dzików -

Tak sprawę podsumowała w swoim oświadczeniu Katarzyna Wiejowska, pełniąca funkcję rzeczniczki prasowej dzielnicy.

O zaistniałą sytuację dopytywaliśmy bezpośrednio w Lasach Miejskich. Redakcja wciąż oczekuje na nadesłanie oficjalnego stanowiska.

Włamanie dzików w dzielnicy Wawer. Zwierzęta zdemolowały piaskownicę

Identyczne incydenty są chlebem powszednim również na terenie warszawskiego Wawra. Na jednej z lokalnych grup dyskusyjnych mieszkanka opisała sytuację, w której dziki wdarły się na jej prywatną własność, robiąc podkop pod ogrodzeniem osadzonym na solidnej podmurówce. Nieproszeni goście grasowali po posesji przez blisko dwie godziny. Zwierzęta urządziły sobie zabawę w dziecięcej piaskownicy, wparowały do ogrodowego domku dla maluchów, rozsypały śmieci z kubłów i zdemolowały porozrzucane zabawki. Kobieta relacjonowała, że w trakcie tego incydentu była uwięziona - nie mogła wyjść z budynku ani do niego wejść. W swoim wpisie zaznaczyła, że cała ta sytuacja wcale nie napawała jej optymizmem. Autorka wpisu dodaje, że mimo desperackich prób wezwania pomocy, żadna ze służb nie zdecydowała się na interwencję.

„Zadzwoniłam na 19115. Pani przyjęła zgłoszenie i powiedziała, żeby dzwonić do Lasów Państwowych. Zadzwoniłam i dowiedziałam się, ze niestety nikt nie przyjedzie. Oni nie będą ruszać lochy z małymi, bo to jest zbyt niebezpieczne. A zresztą po ostatnich aferach z dzikami w Warszawie, oni tym bardziej nic nie będą robić. Zadzwoniłam do straży miejskiej, ich to nie obchodzi. Chodziły po moim terenie ok. 2 godz. Do domu nie można było wejść, ani wyjść”

Z relacji udostępnionej w sieci wynika, że wataha ostatecznie sama zdecydowała się na opuszczenie działki, wyłamując przy okazji kawałek płotu od strony drogi. W tej sprawie portal również wysłał zapytanie do Lasów Miejskich, czekając na stosowne wyjaśnienia ze strony urzędników.

Apel służb. Locha z warchlakami stanowi ogromne zagrożenie

Odpowiednie organy nieustannie alarmują, że samica dzika w towarzystwie młodych potrafi zaatakować, zwłaszcza w sytuacji, gdy wyczuje jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Zarówno w ościennych miejscowościach, jak i na terenie samej Warszawy, obywatele z rosnącą częstotliwością zgłaszają dzikie zwierzęta podchodzące pod same drzwi. Wytyczne ekspertów są bezwzględne: nie należy pod żadnym pozorem zbliżać się do watahy, kategorycznie zabrania się dokarmiania i straszenia dzików, a psy podczas spacerów muszą być zawsze prowadzone na smyczy.

Sonda
Czy zaatakowało Cię kiedyś dzikie zwierzę?