Spis treści
19 lutego 1980 roku Danuta Orzechowska nie dotarła do pracy w Telewizji Polskiej, choć była znana jako sumienna i lubiana 41-letnia inspektorka programów telewizyjnych oraz montażystka. Jej nagłe zniknięcie szybko zaniepokoiło współpracowników. Jedna z koleżanek zadzwoniła więc na numer stacjonarny do mieszkania w kamienicy przy ul. Noakowskiego na warszawskim Śródmieściu, gdzie na co dzień mieszkała Danuta. Telefon odebrała jej 18-letnia córka Katarzyna, która sprawiała wrażenie szczerze zaskoczonej nieobecnością matki w pracy. Pytana, gdzie może być, odpowiedziała, że nie wie.
Po tej rozmowie dziewczyna niemal natychmiast skontaktowała się ze swoim biologicznym ojcem. Mężczyzna od czterech lat nie mieszkał już z Danutą i córką, bo po rozwodzie związał się z inną kobietą, która także miała córkę. Mimo rozstania relacje byłych małżonków miały pozostać dobre, o czym donosiły wówczas media. Jeszcze bliższy kontakt pan Jerzy miał utrzymywać z Katarzyną. „Nie zdziwiło mnie, że właśnie do mnie zadzwoniła w takiej chwili” – mówił mężczyzna.
Jeziorko Czerniakowskie i głowa Danuty Orzechowskiej w garnku
Tego samego wieczoru Katarzyna pojechała do mieszkania ojca przy ul. Orlej i została u niego na noc. On z kolei zgłosił zaginięcie byłej żony milicji, która od razu rozpoczęła poszukiwania. Na początku nikt nie potrafił powiedzieć, co mogło spotkać Danutę Orzechowską, i nikt jeszcze nie zakładał, że chodzi o wyjątkowo brutalne zabójstwo. Przełom nastąpił już następnego dnia, gdy w Jeziorku Czerniakowskim odkryto makabryczny pakunek. Robotnicy pracujący w pobliżu zauważyli unoszący się na wodzie dziwny przedmiot i postanowili go wyłowić. Był ciężki, obłożony gazetami i starannie obwiązany sznurkiem. Kiedy uporali się z wiązaniami, zobaczyli przerażający widok. W dużym garnku znajdowała się odcięta głowa kobiety. Wstrząśnięci świadkowie od razu wezwali służby, a milicjanci, pamiętając o zgłoszonym dzień wcześniej zaginięciu, skontaktowali się z panem Jerzym i poprosili go o identyfikację. Potwierdził, że to głowa jego byłej żony. Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że dekapitacji dokonano przy użyciu tasaka albo siekiery.
W pierwszej kolejności funkcjonariusze skupili się na byłym mężu ofiary. Uznali, że mógł mieć motyw, bo według ówczesnej narracji Danuta miała wypominać mu niskie zarobki, narzekać, wytykać błędy, a przez pracę zaniedbywać męża i córkę. W ocenie milicjantów pan Jerzy mógł chcieć się za to odegrać. Ten trop ostatecznie upadł, bo nie wytrzymywał konfrontacji z faktami. Byli małżonkowie rozstali się bez otwartego konfliktu, a mężczyzna zdążył ułożyć sobie życie z inną kobietą i nie miał powodu niszczyć tego po latach. Śledczy przestali więc podejrzewać Jerzego. Później zainteresowali się Romanem, lokatorem wynajmującym pokój w mieszkaniu przy Noakowskiego. I ten kierunek okazał się jednak ślepą uliczką, bo mężczyzna miał alibi. W czasie zbrodni przebywał w delegacji służbowej, a jego obecność poza Warszawą potwierdziło wielu świadków.
18-letnia Katarzyna, córka Danuty Orzechowskiej, od początku pozostawała blisko funkcjonariuszy, ale widziano w niej pomocną bliską, nie osobę podejrzaną. Bywała z milicjantami w mieszkaniu podczas oględzin, parzyła im herbatę i prowadziła rozmowy. Jej brak widocznej żałoby nie wzbudził alarmu, bo mundurowi odebrali to jako oznakę siły i opanowania.
24 lutego 1980 roku pracownicy Dworca Centralnego w Warszawie powiadomili milicję, że potrzebują asysty przy otwarciu tajemniczych skrytek, z których wydobywał się silny odór. Funkcjonariusze przyjechali na miejsce i zobaczyli coś, czego się nie spodziewali. W brązowej walizce leżał nagi tułów kobiety, a w torbie podróżnej ręce i nogi ułożone jak puzzle. Wśród pozostawionych bagaży znajdował się też bukiet kwiatów. Nie było tylko głowy. Powiązanie tych znalezisk nie było trudne. Części ciała należały do Danuty Orzechowskiej, co potwierdziła identyfikacja zwłok.
Córka Danuty Orzechowskiej została zatrzymana po telewizyjnym apelu
Makabryczne odkrycie wywołało w okolicy ogromny niepokój. „19 lutego wyszła z domu i nie dotarła do pracy Danuta Orzechowska. Zwłoki kobiety zostały znalezione w walizce i torbie podróżnej. Jeżeli ktoś widział 19 lub 20 lutego kogoś z taką walizką i torbą, proszony jest o kontakt z komendą” – taki komunikat przekazano w telewizji, a w „Dzienniku Telewizyjnym” pokazano odnalezione przedmioty. Milicja brała wtedy pod uwagę, że za zbrodnią może stać ktoś skrajnie zdeprawowany, dewiant seksualny albo seryjny zabójca, który może zaatakować ponownie. Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Sąsiadka Katarzyny, pani Irena, zeznała, że widziała 18-latkę z torbami pokazanymi w telewizji. Oferowała nawet pomoc w niesieniu ciężkiego pakunku, ale dziewczyna odmówiła. Kobieta dobrze zapamiętała tę scenę i zapewniała, że nie mogła się pomylić, jednak milicjanci początkowo nie chcieli jej wierzyć. Wizja, że córka Danuty Orzechowskiej mogła zabić własną matkę w tak okrutny sposób, nie mieściła się w głowie nawet doświadczonym funkcjonariuszom. Katarzyna, skonfrontowana z panią Ireną, wszystkiemu zaprzeczyła.
W międzyczasie ponownie przeszukano mieszkanie przy Noakowskiego w Warszawie, gdzie mieszkała Danuta Orzechowska. Tym razem oględziny przyniosły nowe ustalenia. Śledczy ujawnili plamy krwi na tapecie, brakujący garnek z kompletu, sznurek i siekierę. Wcześniej nie sprawdzono tego miejsca aż tak dokładnie.
18-letnia Katarzyna została zatrzymana i trafiła do aresztu. Podczas przesłuchania na komendzie, naciskana przez milicjantów, ostatecznie przyznała się do winy.
Na podstawie jej wyjaśnień śledczy odtworzyli ostatnie chwile życia Danuty Orzechowskiej. Ustalili, że zabójstwo miało miejsce 18 lutego 1980 roku, a więc dzień przed zgłoszeniem zaginięcia. Tego dnia kobieta nie pracowała i zajmowała się porządkami w domu. Kiedy przygotowywała pranie, poprosiła córkę o pomoc. Katarzyna poszła do schowka po potrzebne rzeczy, ale zamiast nich sięgnęła po siekierę. Najpierw uderzyła matkę w czoło, chcąc pozbawić ją przytomności, a potem zadawała kolejne ciosy. Gdy Danuta straciła przytomność, 18-latka przeciągnęła ciało przez pokój do łazienki, z trudem umieściła je w wannie i zaczęła je rozczłonkowywać. Odciętą głowę włożyła do garnka zabranym z kuchni, potem odrąbała ręce i nogi oraz poraniła tułów. Części ciała schowała do torby i walizki. Przez pewien czas trzymała pakunki za zasłoną w jednym z pokoi, zmyła krew z podłogi i tapety w przedpokoju, a zakrwawione ręczniki oraz własne ubrania wyprała. Garnek z głową owinęła gazetami, obwiązała i nocą wyrzuciła do jeziora. Następnego dnia poszła do szkoły, a do mieszkania zaprosiła chłopaka. Gdy jednak zadzwoniła współpracownica Danuty, wpadła w panikę. Właśnie wtedy zdecydowała się wywieźć bagaże i zostawić je na Dworcu Centralnym.
Katarzyna planowała zabójstwo Danuty Orzechowskiej od 15. roku życia
W czasie przesłuchania nastolatka powiedziała, że zabójstwo planowała od trzech lat, czyli od czasu, gdy miała 15 lat. W swoich zeznaniach opisywała, jak miała być traktowana przez Danutę Orzechowską. Twierdziła, że na co dzień doświadczała przemocy fizycznej i psychicznej. „Byłam bita, poniżana i pozbawiania prywatności” – mówiła. Według jej relacji matka obwiniała ją za przerwaną karierę dziennikarską, a sama zbrodnia miała być karą za brak miłości wobec własnego dziecka.
„− Gdy miałam mniej więcej 16-17 lat, matka powiedziała mi, że jestem dzieckiem niechcianym i nieplanowanym. Było to po kolejnej scysji między mną a nią. Dokładnie nie przypominam sobie, czego dotyczyła, albowiem takie nieporozumienia były na porządku dziennym. W tym czasie ojciec nie mieszkał już razem z nami − mówiła Katarzyna podczas zeznań, cytowana później przez portal dziennik.pl.” Z tych relacji wynikało także, że matka nigdy jej nie przytulała, nie całowała, nie chwaliła i nie doceniała, a czasem wręcz wyśmiewała. Miała też kiedyś krzyknąć do córki: „żałuję, że cię urodziłam, musiałam babrać się w pieluchach zamiast robić karierę w telewizji”. Śledczy nie zdołali w pełni ustalić, ile w tych słowach było prawdy, a ile próby umniejszenia własnej winy. Z drugiej strony opis zachowań Danuty częściowo współgrał z tym, o czym mówił jej były mąż i co miało prowadzić do rozwodu. Wiadomo też, że przynajmniej część wyjaśnień nastolatki uznano później za wiarygodne, co znalazło odbicie w uzasadnieniu wyroku przytaczanym publicznie przez sąd.
Proces, którym interesowało się wiele osób, zakończył się po kilku miesiącach, 25 września 1980 roku. Choć opinia publiczna domagała się dla córki Danuty Orzechowskiej kary śmierci, sąd uznał, że w chwili popełnienia zbrodni 18-latka była niepoczytalna. Otrzymała najniższy możliwy wtedy wyrok za ten czyn, czyli osiem lat więzienia.
„Skazana pozbawiła życia tę, która jej to życie dała, ale dając to życie, nie nauczyła najprostszych uczuć i trwający latami stan oschłości spowodował zablokowanie emocjonalne u oskarżonej” – przekazywał sąd w swoim uzasadnieniu. Mimo odwołania wyrok pierwszej instancji został później utrzymany przez sąd apelacyjny. Za kratami 18-letnia Katarzyna próbowała odebrać sobie życie, ale została odratowana. Opuściła więzienie przed terminem za dobre sprawowanie i po pięciu latach wyszła na wolność. Przez długi czas nie chciała nawet wiedzieć, gdzie pochowano jej matkę. Później zmieniła nazwisko i zaczęła układać życie od nowa. Wyszła za mąż, a następnie się rozwiodła. Urodziła też córkę. Media podawały, że nie chciała pójść na grób zamordowanej matki, bo dopiero widok nagrobka miałby jej w pełni uświadomić, jakiej zbrodni się dopuściła.