Tragiczny wypadek przy ulicy Kąty Grodziskie
Do zdarzenia doszło w połowie wakacji 2024 roku na warszawskiej Białołęce przy ulicy Kąty Grodziskie. 18-letni Dymytro wracał do domu po zrobieniu zakupów, kiedy z dachu budynku objętego remontem runął ogromny element kotła i uderzył go w głowę. Chłopak z ciężkimi obrażeniami został przetransportowany do szpitala, ale jego życia nie udało się uratować. Nastolatek zmarł zaledwie tydzień po wypadku. Na ławie oskarżonych zasiadł Grzegorz W., któremu śledczy zarzucają nieumyślne spowodowanie śmierci.
Świadek wypadku na Białołęce: Zobaczyłem młodego chłopaka w kałuży krwi
W czwartek w sądzie zjawił się Marcel C., mężczyzna mieszkający w pobliżu miejsca tragedii, który natychmiast wybiegł z mieszkania, gdy usłyszał hałas.
„Wykonywałem pracę zdalną w mieszkaniu. Usłyszałem hałas, jakby spadło coś ciężkiego. Wyszedłem na ogródek i zobaczyłem młodego chłopaka leżącego w kałuży krwi, a obok niego ciężki element” − zeznał 41-latek cytowany przez "Super Express". Mężczyzna dodał, że szybko pobiegł po apteczkę i wrócił, by ratować poszkodowanego.
Dramatyczna walka o życie 18-letniego Dymytra
„Sprawdziłem puls, zapytałem, czy mnie słyszy. Leżący dawał znaki życia: oddychał, mamrotał, poruszał ręką, chciał podnieść głowę. Nie było widać u niego żadnych obrażeń oprócz rany głowy. Krew wydobywała się z ucha, ust oraz tyłu głowy. Był widoczny obrzęk w przedniej części twarzy oraz w okolicy oczu i nosa” − relacjonował w sądzie świadek zdarzenia. 41-latek zaznaczył również, że oskarżony znajdował się niedaleko rannego chłopaka.
„Jestem pewny, że mężczyzna, którego zobaczyłem około 10 metrów od rannego, to był oskarżony. Krzyknąłem, żeby pobiegł po apteczkę i wezwał pomoc” − stwierdził Marcel C.
Świadek zwrócił uwagę, że Grzegorz W. zachowywał się tak, jakby był w ogromnym szoku.
„Oskarżony stał nieruchomo, a potem poszedł po drugą apteczkę do sąsiadów z bloku obok. Był w szoku. Przyszedł i stanął jak wryty” − oświadczył mieszkaniec osiedla.
41-latek przez kilkanaście minut próbował ratować życie nastolatka wspólnie z innymi sąsiadami.
„Zrobiłem prowizoryczny opatrunek uciskowy na głowę, okryłem rannego kocem termicznym i cały czas do niego mówiłem. Pomagały mi jeszcze dwie osoby” − dodał świadek.
Wskazał on też, że strefa robót nie była we właściwy sposób oznaczona i zabezpieczona.
„Codziennie korzystałem z tej ścieżki. Miejsce zdarzenia nie było w żaden sposób oznaczone” − zeznał Marcel C.
Niepokojący incydent z elementem kotła przed śmiercią 18-latka
Mężczyzna poinformował również o sytuacji, która miała miejsce na kilka godzin przed wypadkiem.
„Dwie lub trzy godziny wcześniej tego samego dnia podobny element również spadł na ziemię. Wtedy hałas był inny, jakby element był lżejszy” − zaznaczył.
Podczas czwartkowego posiedzenia nie pojawił się ważny świadek — policjant Mariusz R. Sędzia zdecydował o nałożeniu na funkcjonariusza kary w wysokości 800 złotych, gdyż mundurowy został prawidłowo powiadomiony o rozprawie. Przesłuchania policjanta domagają się prokurator i obrońca. Następny termin wyznaczono na lipiec.