Dwuletni chłopiec utonął w oczku wodnym. Kontrola w klubie dziecięcym w Ząbkach ujawnia nieprawidłowości

2026-06-17 10:53

Tragiczne wydarzenia wstrząsnęły lokalną społecznością podwarszawskich Ząbek. Mały Miłoszek stracił życie, topiąc się w przydomowym oczku wodnym na terenie placówki opiekuńczej. Po tym dramatycznym incydencie Ministerstwo Rodziny błyskawicznie zleciło dokładną weryfikację placówki. Rezultaty inspekcji jasno pokazują, że w klubie dziecięcym w Ząbkach doszło do uchybień.

Śmierć dwulatka w klubie dziecięcym. Miłoszek utonął w oczku wodnym w Ząbkach

Do tragicznych wydarzeń doszło 20 maja na terenie podwarszawskich Ząbek. Właśnie wtedy przy ulicy Kwiatowej, gdzie mieściła się placówka dla najmłodszych, odnaleziono w sztucznym zbiorniku wodnym ciało niespełna dwuletniego Miłoszka. Podjęta natychmiastowo akcja ratunkowa niestety nie przyniosła oczekiwanych rezultatów i chłopiec zmarł. Przeprowadzona później sekcja zwłok jednoznacznie wskazała utonięcie jako bezpośrednią przyczynę zgonu malca.

Funkcjonariusze zatrzymali w związku z tą sprawą dwie kobiety sprawujące opiekę nad maluchami - Lukrecję B. i Monikę Z., w wieku 48 i 53 lat. Pracownice placówki otrzymały oficjalnie zarzuty nieumyślnego doprowadzenia do śmierci dziecka.

„Obie zostały przesłuchane w charakterze podejrzanych. Jedna z pań przyznała się do zarzucanego jej czynu i złożyła króciutkie wyjaśnienia. Druga z pań odmówiła odpowiedzi na wszelkie pytania w kwestii tego czy przyznaje się, czy też nie do zarzucanego jej przestępstwa” - przekazał prokurator Remigiusz Krynke z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Wobec obu podejrzanych śledczy zastosowali środek zapobiegawczy w postaci policyjnego dozoru. Kobiety muszą regularnie stawiać się w jednostce policji aż trzy razy w tygodniu, a dodatkowo otrzymały całkowity zakaz kontaktowania się ze sobą oraz z jakimikolwiek świadkami w sprawie.

Ministerstwo ujawnia wyniki inspekcji. Klub dziecięcy ze sporymi naruszeniami w Ząbkach

Zaraz tragedii przedstawiciele Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zdecydowali o pilnym zbadaniu działalności placówki. Jak dowiedzieli się dziennikarze „Faktu”, znane są już pierwsze wnioski z zarządzonego przez resort audytu.

Wiadomo już, że kadra klubu dziecięcego składała się z trzech głównych opiekunek oraz dwóch osób do pomocy. Feralnego dnia zajęciami kierowały cztery kobiety, jednak w chwili samego wypadku nadzór nad podopiecznymi sprawowały wyłącznie dwie pracownice.

„Według stanu na dzień 20 maja 2026 r. do placówki zapisanych było 25 dzieci, a zatem o jedno więcej, niż wynosi liczba miejsc w klubie dziecięcym. W dniu zdarzenia obecnych było 20 dzieci. W chwili zdarzenia w klubie dziecięcym znajdowało się trzynaścioro dzieci. Dane dotyczące liczby dzieci obecnych w dniu zdarzenia oraz w chwili zdarzenia ustalone zostały na podstawie aplikacji. Papierowa lista obecności została zabezpieczona przez prokuraturę” - zacytował pismo z Ministerstwa „Fakt”.

Inspektorzy sprawdzający obiekt ustalili, że cały teren posiadał odpowiednie ogrodzenie chroniące przed wyjściem. Dostępu od strony pasa drogowego broniła specjalna bramka, którą personel mógł odryglować od wewnątrz wyłącznie poprzez wciśnięcie odpowiedniego przycisku, a tuż za nią zamontowano dodatkową drewnianą barierę. Resort przekazał redakcji „Faktu”, że dzieci podlegały ciągłemu liczeniu przed rozpoczęciem zabaw plenerowych, podczas aktywności na świeżym powietrzu oraz przed powrotem do sal.

Służby w dalszym ciągu nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób mały chłopiec zdołał bez niczyjej wiedzy pokonać wszystkie te zabezpieczenia i wejść do strefy prywatnej z głębokim zbiornikiem.

Należy na koniec zaznaczyć, że zaraz po tym makabrycznym odkryciu właściciel prywatnego klubu zlokalizowanego przy ulicy Kwiatowej podjął ostateczną decyzję o całkowitym zamknięciu i trwałej likwidacji swojej placówki opiekuńczej.

Uciekli z dziećmi bez butów. Przerażająca relacja rodziny po pożarze w Ząbkach