Groźba strzelaniny i bomby. Ewakuacja szkoły przy ul. Mińskiej w Warszawie
Niepokojące doniesienia ujrzały światło dzienne za sprawą wpisu opublikowanego na lokalnej grupie w mediach społecznościowych. Internauci alarmowali o pilnej ewakuacji trwającej na terenie obiektu przy ulicy Mińskiej 25. Zgodnie z powielanymi w internecie, choć początkowo niepotwierdzonymi plotkami, jeden z podopiecznych placówki miał zapowiadać użycie broni palnej oraz zdetonowanie ładunku wybuchowego.
Informacje przekazywane przez naocznych świadków błyskawicznie obiegły sieć. Funkcjonariusze natychmiast zabezpieczyli cały teren wokół placówki edukacyjnej, a całe grono pedagogiczne wraz z uczniami musiało w trybie pilnym opuścić mury budynku.
Policja bada incydent na Pradze-Południe. Wiadomość e-mail wywołała alarm
Stołeczni mundurowi ustalili, że bezpośrednią przyczyną wszczęcia rygorystycznych procedur bezpieczeństwa była niepokojąca wiadomość elektroniczna, która najprawdopodobniej trafiła na oficjalną skrzynkę pocztową szkoły. Służby potraktowały to zgłoszenie z pełną powagą, co natychmiast poskutkowało zarządzeniem całkowitej ewakuacji zagrożonego obiektu.
„Była to informacja mailowa, która wpłynęła do szkoły. Jak zawsze w takich sytuacjach weryfikujemy zagrożenie wynikające z informacji od osób będących na miejscu”
– przekazała w rozmowie z „Super Expressem” podinspektor Joanna Węgrzyniak, rzeczniczka prasowa policji na Pradze-Południe.
„Takie zdarzenia zdarzają się w szkołach. Aktualnie wykonujemy czynności na miejscu. Nie jest to sytuacja różniąca się od podobnych, z którymi mieliśmy do czynienia”
– dodała funkcjonariuszka. Postępowanie w tej sprawie wciąż jest w toku, a śledczy skrupulatnie badają wszystkie detale czwartkowego incydentu.
Plaga fałszywych alarmów bombowych. Setki szkół w Polsce na celowniku
Warto przypomnieć, że to nie pierwszy tego typu przypadek w ostatnim czasie. Zaledwie w połowie marca setki placówek edukacyjnych w całej Polsce, w tym ponad dwieście w samej stolicy, padły ofiarą zmasowanej fali fałszywych alarmów o podłożeniu materiałów wybuchowych. Władze Warszawy oficjalnie potwierdzały wówczas ogromną skalę tego zjawiska, które skutecznie zdezorganizowało pracę oświaty.
„Taki głupi żarcik powoduje nie tylko paraliż pracy placówek oświatowych, ale również policji, która zamiast łapać przestępców angażuje swoje siły i środki do weryfikacji takich żartów”
– komentowała tamte nerwowe wydarzenia na gorąco wiceprezydent Warszawy, Renata Kaznowska.