Spis treści
Ostrołęka. Groził wysadzeniem bloku, jeśli policja nie przywiezie mu żony
Nietypowa interwencja miała miejsce w środę, 28 października, w Ostrołęce. Pewien mężczyzna zatelefonował pod numer alarmowy z informacją, że może dysponować ładunkami wybuchowymi. Zagroził jednocześnie, że zdetonuje je w jednym z bloków mieszkalnych.
Rzekomy zamachowiec przedstawił funkcjonariuszom konkretne żądanie, które nie dotyczyło jednak miliona dolarów ani podstawienia samolotu pod klatkę schodową. Zażądał, aby policjanci nakłonili jego żonę do powrotu do mieszkania. Służby potraktowały groźby niezwykle poważnie i błyskawicznie ustaliły lokalizację dzwoniącego.
Sprawę skomentował w rozmowie z reporterem „Super Expressu” nadkom. Tomasz Żerański, oficer prasowy KMP w Ostrołęce: „Policjanci natychmiast rozpoczęli działania, aby ustalić, tożsamość mężczyzny oraz miejsce jego zamieszkania. W niespełna godzinę ustalono jego miejsce zamieszkania. Okazało się, że autorem telefonu był 36-latek”.
Z nieoficjalnych ustaleń poczynionych w rozmowie z mundurowymi wynika, że 36-latek liczył na to, iż radiowóz przywiezie jego małżonkę z rodzinnego spotkania.
Pirotechnicy sprawdzili mieszkanie 36-latka po zgłoszeniu o bombie
Policyjni pirotechnicy szczegółowo przeszukali wskazane mieszkanie, szukając materiałów wybuchowych oraz innych groźnych substancji. Kontrola nie wykazała obecności żadnych niebezpiecznych przedmiotów, co potwierdziło brak realnego zagrożenia wybuchem.
W trakcie policyjnych czynności 36-letni mieszkaniec Ostrołęki przyznał funkcjonariuszom, że zmyślił całą historię.
„Mężczyzna tłumaczył, że był to głupi żart” - dodaje nadkom. Żerański.
Zarzuty za fałszywy alarm bombowy. Mieszkańcowi Ostrołęki grozi więzienie
Tłumaczenia o dowcipie nie pozwoliły 36-latkowi uniknąć odpowiedzialności. Mundurowi zatrzymali mężczyznę i osadzili go w policyjnym areszcie, gdzie usłyszał zarzut wywołania fałszywego alarmu.
Zarzut dotyczy powiadomienia o nieistniejącym zagrożeniu dla życia lub zdrowia wielu ludzi bądź mienia w znacznych rozmiarach, co wywołało niepotrzebną akcję służb ratunkowych. Za to przestępstwo kodeks karny przewiduje karę od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.
Zatrzymany 36-latek został już objęty policyjnym dozorem. Ostateczną decyzję w sprawie jego przyszłości podejmie teraz sąd.