Spis treści
Radni KO nie kryją radości z porażki Macieja Wilka
Stołeczna polityka nie zwalnia tempa. Koalicja Obywatelska nie ukrywa zadowolenia, że nadal cieszy się zaufaniem warszawiaków. Jak podkreślają politycy ugrupowania, sytuacja w stolicy diametralnie różni się od tej pod Wawelem. To dowód na to, że mieszkańcy akceptują obecny model zarządzania miastem. Przedstawiciele KO oceniają, że prezydent Rafał Trzaskowski może pochwalić się bardzo mocnym mandatem od wyborców.
Warszawa ma świetnego prezydenta, a fiasko referendalnej inicjatywy pokazało, że mieszkańcy aprobują obecny sposób zarządzania miastem. I cieszymy się z tego - komentuje szef klubu KO w Radzie Warszawy Jarosław Szostakowski.
Zadowolenie z obrotu spraw wyrażają również inni radni z ramienia rządzącej KO. Piotr Wertenstein-Żuławski przyznaje, że taki finał zbiórki podpisów zupełnie go nie dziwi. Zaznacza on, że prezydent Trzaskowski ma bardzo mocny mandat społeczny, o czym świadczą jego dwa zwycięstwa w wyborach samorządowych, i to w pierwszej turze głosowania.
Z wyniku zadowolona jest również Lewica
Podobne nastroje panują wśród warszawskich radnych Lewicy. Agata Diduszko-Zyglewska, przewodnicząca klubu tego ugrupowania w Radzie Warszawy, wprost ocenia inicjatywę Macieja Wilka jako prawicową hucpę. Jej zdaniem, od samego początku było jasne, że celem akcji jest wyłącznie zdestabilizowanie sytuacji w stolicy, a nie realne rozwiązanie jakichkolwiek problemów. Radna cieszy się, że projekt o rzekomo obywatelskim charakterze ostatecznie zakończył się niepowodzeniem.
Diduszko-Zyglewska przekonuje, że zbiórka podpisów w Warszawie to zaledwie fragment szerszej politycznej ofensywy skrajnej prawicy, zauważalnej także w innych ośrodkach miejskich. Zwraca uwagę, że Maciej Wilk mógł liczyć na wsparcie Grzegorza Brauna z Konfederacji Korony Polskiej. Według niej, wykorzystywanie mechanizmów referendalnych jako swoistej rozgrzewki przed wyborami parlamentarnymi to nieuczciwe zagranie wobec samych mieszkańców miasta.
Jak podkreśla radna Lewicy, referendum to narzędzie, po które należy sięgać wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach, gdy działania władz miasta w rażący sposób szkodzą lokalnej społeczności. Jej zdaniem, inicjatywa odwołania Trzaskowskiego nie spełniała tego kryterium, bo nie wynikała z autentycznych, oddolnych potrzeb warszawiaków, przez co od początku była skazana na fiasko.
- Referenda powinny odbywać się w sytuacjach, w których w bardzo istotny sposób naruszony zostaje właściwy sposób działania miasta. To nie był ten przypadek. Nie była to realnie oddolna inicjatywa ani potrzeba mieszkańców i w tym sensie nie mogła się udać - dodaje radna Lewicy.
Mimo to, szefowa klubu Lewicy w Radzie Warszawy uważa, że prezydent stolicy powinien potraktować całą tę sytuację jako ostrzeżenie. Jej zdaniem to jasny sygnał, że nie tylko wyborcy KO, ale i zwolennicy innych partii oczekują od ratusza poważnego traktowania i rozwiązywania konkretnych problemów. Jako przykłady podaje konieczność wyciągnięcia konsekwencji wobec winnych w aferze Szpitala Południowego oraz pilną potrzebę prowadzenia bardziej przemyślanej polityki mieszkaniowej.
Akcja referendalna poniosła porażkę. Organizatorzy winią PiS
Zupełnie inaczej finał akcji ocenia jej główny organizator. Maciej Wilk nie kryje goryczy i otwarcie mówi o rozczarowaniu biernością ruchów miejskich i partii opozycyjnych. Największe pretensje ma jednak do Prawa i Sprawiedliwości. Inicjator referendum ubolewa, że lokalne struktury partii Jarosława Kaczyńskiego nie zaangażowały się oficjalnie w proces gromadzenia podpisów, co zaważyło na końcowym wyniku zbiórki.
- Nie spotkaliśmy się wśród warszawskich środowisk z zainteresowaniem i chęcią pomocy w organizacji referendum. Jestem szczególnie rozczarowany PiS-em. Cóż, wygląda na to, że odpowiada im prezydent Rafał Trzaskowski - mówił podczas spotkania z dziennikarzami Maciej Wilk, organizator akcji referendalnej.
Tymczasem w warszawskich strukturach PiS panują skrajnie różne opinie na temat zakończonej fiaskiem inicjatywy. Część polityków tej partii odczuwa niedosyt, podczas gdy inni uważają, że dystansowanie się od akcji referendalnej było słuszną i racjonalną decyzją polityczną.
Przewodniczący klubu PiS w Radzie Warszawy ostro odpowiada na zarzuty Wilka. Dariusz Figura wskazuje, że główną przyczyną porażki był fatalny sposób przeprowadzenia samej akcji, a nie brak zaangażowania jego partii. Zwraca uwagę, że organizatorzy początkowo zarzekali się, iż ich inicjatywa jest apolityczna i prosili, by partie nie włączały się w nią bezpośrednio. Co więcej, rozpoczęcie zbiórki w samym środku sezonu urlopowego, bez wcześniejszego zbudowania szerokiej koalicji poparcia, od początku wydawało się karkołomnym przedsięwzięciem. - Nie wychodzi się na ulice bez sprawdzenia emocji referendalnej - komentuje radny PiS.
- Ta porażka, to nie nasza wina, a sposobu prowadzenia akcji. Na początku komunikowanym założeniem referendum był brak uwikłania politycznego. Organizatorzy apelowali, aby siły polityczne nie angażowały się wprost. Trudno było nie posłuchać tego apelu. Poza tym „odpalenie tematu” w wakacje i niezapewnienie sobie wcześniej grupy sojuszników nie rokowało powodzenia. Nieelegancko mówić najpierw, że mamy się trzymać z daleka, a potem obarczać nas odpowiedzialnością - dodaje Dariusz Figura.