Finał głośnego procesu Łukasza Żaka. Poruszające słowa wdowy: "To był ostatni dzień, kiedy się uśmiechałam"

2026-07-13 13:26

Dobiega końca postępowanie sądowe w sprawie tragicznego wypadku na stołecznej Trasie Łazienkowskiej. Podczas poniedziałkowej rozprawy wygłoszono mowy końcowe, a oskarżyciel publiczny zażądał najsurowszych konsekwencji dla głównego sprawcy. Za jazdę z prędkością przekraczającą 220 km/h Łukasz Żak może spędzić za kratami nawet 20 lat.

Łukasz Żak uśmiecha się w sądzie obok obrońcy. O szczegółach procesu i słowach wdowy przeczytasz na Eska Warszawa.
Autor: Paweł Dąbrowski/Super Express
  • Prokurator domaga się wymierzenia Łukaszowi Żakowi kary 20 lat pozbawienia wolności.
  • Śledczy oczekują również dożywotniego odebrania uprawnień do kierowania pojazdami oraz wypłaty 600 tysięcy złotych zadośćuczynienia na rzecz bliskich zmarłego.
  • Surowe kary więzienia mają spotkać również znajomych sprawcy, którzy nie udzielili wsparcia poszkodowanym i ułatwiali ucieczkę.

Wniosek o 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka

W trakcie wygłaszania mów końcowych oskarżycielka publiczna zaznaczyła, że polskie prawo dopuszcza nałożenie na Łukasza Żaka kary sięgającej 20 lat więzienia. W przekonaniu prokuratury to jedyne słuszne rozwiązanie, które powinno znaleźć odzwierciedlenie w ostatecznym orzeczeniu sądu.

- Ta kara 20 lat pozbawienia wolności jawi się jako jedyna adekwatna w tej sprawie. Jedyna adekwatna wobec ogromnego stopnia społecznej szkodliwości tego przestępstwa oraz zachowania oskarżonego zarówno przed, jak i po jego popełnieniu - powiedziała prokurator w sądzie. Śledczy zwrócili uwagę, że dotychczasowe próby resocjalizacji mężczyzny kompletnie zawiodły.

- Nie ma zgody na obecność w społeczeństwie pijanych piratów drogowych. Poprzednio stosowane kary nie przyniosły żadnych efektów resocjalizacyjnych. Jedyną adekwatną reakcją jest długotrwałe odizolowanie takiego sprawcy - podkreśliła oskarżycielka. Główny oskarżony w przeszłości wielokrotnie wchodził w konflikt z prawem drogowym, stwarzając ogromne zagrożenie dla innych uczestników ruchu.

Zadośćuczynienie i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów

Lista żądań prokuratury obejmuje nie tylko wieloletnią odsiadkę, ale również kategoryczny i dożywotni zakaz wsiadania za kółko jakichkolwiek pojazdów mechanicznych. Dodatkowo oskarżycielka zażądała ogromnych kwot tytułem zadośćuczynienia dla rodziny ofiary. Zgodnie z wnioskiem, Łukasz Żak miałby przekazać po 300 tysięcy złotych zarówno żonie, jak i synowi zmarłego. Do tego dochodzi obowiązkowa wpłata 10 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz prawna blokada przedwczesnego opuszczenia zakładu karnego.

Surowe wyroki dla kolegów Łukasza Żaka

Mowy końcowe przyniosły także konkretne żądania wymiaru sprawiedliwości wobec pozostałych uczestników tragicznego zdarzenia.

Prokuratura chce, by Mikołaj G., Damian J. oraz Maciej O. spędzili w zamknięciu po 3 lata za brak reakcji na krzywdę ofiar i pomocnictwo w ukrywaniu się sprawcy. Z kolei Kacper K., któremu dodatkowo zarzuca się kierowanie autem po pijanemu, miałby usłyszeć wyrok 3,5 roku więzienia, stracić prawo jazdy na pięć lat i zasilić państwowy fundusz dla ofiar.

Najłagodniejszy wymiar kary, wynoszący półtora roku pozbawienia wolności za poplecznictwo, zaproponowano przed sądem dla Aleksandra G.

Przejmujące wyznanie wdowy na sali sądowej

Kiedy przedstawicielka oskarżenia zakończyła swoje wystąpienie, głos zabrała pani Ewelina, która w tragicznym zdarzeniu straciła męża. Jej mowa wywołała ogromne poruszenie wśród zgromadzonych na sali. Kobieta wspomniała, że połowa września miała być czasem radosnego świętowania w gronie najbliższych.

- 14 września, sobota. To był dzień świętowania naszej rodziny. Noc z 14 na 15 września była końcem tego świętowania i końcem naszego dotychczasowego życia. To był ostatni dzień, kiedy się uśmiechałam. Patrząc na osoby siedzące naprzeciwko mnie, które na każdej rozprawie przychodziły tutaj jak na spotkanie towarzyskie - uśmiechy, przybijanie sobie piątek, żarty, strojenie min - mam poczucie, że dla nich ten proces cały czas jest zabawą - wyznała przed sądem.

- Nic nie wróci życia mojego męża. Nic nie przywróci życia naszej rodzinie ani naszym dzieciom. Każdego dnia zadajemy sobie pytania: dlaczego my? Dlaczego ten człowiek tak jechał? Dlaczego nikt nam wtedy nie pomógł? Osoby przychodzące na rozprawy wykazywały się niezwykłą arogancją wobec sądu, mediów, ale także wobec mnie. Usłyszałam wiele bardzo nieprzyjemnych słów pod swoim adresem - mówiła wdowa.

W swoim poruszającym wystąpieniu z żalem przyznała, że jej dawnej rzeczywistości nie da się już posklejać.

- Chciałabym, żeby wyrok był przestrogą dla osób, które wsiadają za kierownicę po alkoholu, ale także dla ich bliskich. Jeśli wiedzą, że ktoś nie powinien prowadzić, niech zareagują. Ja wiem, że nie wrócę już do normalności. Ale jeśli historia mojej rodziny uratuje choć jedno życie i sprawi, że choć jedna rodzina nie przeżyje tego, co my, to będzie to miało sens. Ja proszę tylko o sprawiedliwość i liczę, że w oskarżonych pojawi się choć odrobina empatii i skruchy - podsumowała.

Decyzja sądu w sprawie wypadku na Trasie Łazienkowskiej

Poniedziałkowe spotkanie na sali rozpraw w całości poświęcono na mowy końcowe, w trakcie których wszystkie zaangażowane strony mogły podsumować swoje stanowiska. Teraz sąd musi przeanalizować usłyszane argumenty i wyznaczyć oficjalną datę ogłoszenia prawomocnego werdyktu.

Łukasz Ż. doprowadzony do prokuratury. Usłyszał zarzuty