"Gang trucicieli" wraca przed sąd. Zaskakujący obrót w sprawie brutalnych morderstw właścicieli mieszkań

2026-05-27 8:40

W ubiegłym roku wydawało się, że postępowanie dobiegło końca. Najpoważniejsze oskarżenia o morderstwa oraz ich usiłowanie upadły w pierwszej instancji, co pozwoliło części podejrzanych odetchnąć po uniewinnieniu. Niespodziewanie jednak koszmarna sprawa otwiera się na nowo, zapowiadając potężne trzęsienie ziemi!

Sąd Apelacyjny w Warszawie wznawia proces "gangu trucicieli"

We wtorek (26 maja) stołeczny Sąd Apelacyjny wydał postanowienie, które ma szansę kompletnie zmienić bieg jednej z najbardziej wstrząsających afer kryminalnych ostatnich lat na terenie Mazowsza. Chodzi o proces tak zwanego "gangu trucicieli", któremu zarzuca się bezwzględne odbieranie nieruchomości osobom zmagającym się z nałogami, chorym oraz wykluczonym społecznie.

Sędziowie na szczeblu apelacyjnym zdecydowali o częściowym anulowaniu poprzedniego orzeczenia i nakazali ponowną weryfikację najcięższych przestępstw. Wśród nich znalazły się zarzuty pozbawienia życia, prób morderstwa oraz funkcjonowania w ramach zorganizowanej siatki przestępczej, co w praktyce oznacza start całego postępowania od zera.

Jak działał "gang trucicieli"? Prokuratura obnaża metody przestępców

Z policyjnych i prokuratorskich ustaleń wynika, że grupa przestępcza funkcjonowała na obszarze Warszawy i województwa mazowieckiego przez okres około pięciu do sześciu lat. Złoczyńcy obierali za cel obywateli znajdujących się na życiowym zakręcie, chorych, osamotnionych i nierzadko borykających się z chorobą alkoholową. Wstępnym etapem było nawiązywanie relacji i usypianie czujności ofiary. Następnie sprawcy dążyli do pozyskania pełnomocnictw, nierzadko zatwierdzonych przez notariusza, dzięki którym przejmowali całkowitą władzę nad dobytkiem oraz mieszkaniami poszkodowanych.

W akcie oskarżenia szczegółowo zrelacjonowano ten makabryczny proceder. Według śledczych, ofiary cierpiące na alkoholizm otrzymywały trunki wzbogacone śmiertelnie niebezpiecznym izopropanolem. Prokuratura dowodziła, że zamiarem sprawców nie było jedynie oszołomienie tych ludzi, ale docelowo wywołanie zgonu, co ostatecznie przypięło grupie łatkę "gangu trucicieli".

Zgromadzony materiał dowodowy uwzględniał sześć przypadków usiłowania morderstwa oraz pięć zrealizowanych zabójstw. Co ciekawe, organy ścigania wpadły na trop szajki zupełnym przypadkiem. Sprawę zgłosiła postronna kobieta, która usłyszała od swojego znajomego (Roberta S.) zatrważające historie dotyczące niejasnych zgonów i przejmowania lokali. Ostatecznie to właśnie Robert S. odegrał rolę jednego z najważniejszych świadków w całej układance.

Przedstawiciele organów ścigania podkreślali wręcz, że sprawna praca operacyjna pozwoliła uchronić przed śmiercią starszą mieszkankę stolicy. W toku prowadzonych czynności śledczym udało się zabezpieczyć butelkę z trunkiem, która miała w sobie toksyczną substancję.

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga skrytykowany. Błędy w ocenie dowodów

W 2025 roku Sąd Okręgowy Warszawa-Praga skazał Romana P. na karę piętnastu lat pozbawienia wolności, Tomasza G. na dwanaście lat, natomiast Krzysztof P. usłyszał wyrok ośmiu lat więzienia. Równocześnie skład orzekający oczyścił mężczyzn z najsurowszych zarzutów dotyczących celowego uśmiercania pokrzywdzonych, argumentując, że brakuje jednoznacznych dowodów na przypisanie im zbrodni zabójstwa. Obecnie sąd wyższej instancji odniósł się do tej argumentacji z ogromną dezaprobatą.

Przewodnicząca składu orzekającego podczas odczytywania uzasadnienia zwróciła uwagę, że sąd niższej instancji skupił się w zasadzie wyłącznie na jednym dokumencie z zakresu toksykologii, ignorując przy tym zeznania świadków oraz pozostałe dowody. Instancja apelacyjna stwierdziła, że zebrane akta "bezsprzecznie wskazują" na podawanie ofiarom zatrutych trunków. Wypowiedziano również bardzo ostre słowa, określając poprzednią ocenę materiału mianem "wybiórczej" i całkowicie przeczącej prawom logiki.

Zeznania Roberta S. obciążają oskarżonych w sprawie mieszkań

Kluczowe światło na sprawę rzuciły zeznania złożone przez Roberta S. Zgodnie z relacjami przedstawionymi na sali rozpraw, mężczyzna utrzymywał, że alkohol z domieszką izopropanolu serwowano ofiarom po to, aby "szybko pozbyć się osób", które zdążyły już przekazać sprawcom prawa do swoich nieruchomości. Sędziowie apelacyjni wytknęli sądowi okręgowemu, że te wstrząsające słowa zostały właściwie całkowicie zbagatelizowane w poprzednim procesie.

W pisemnym uzasadnieniu wyroku wspomniano również o słowach innego świadka, który miał usłyszeć przerażającą aluzję o tym, że jedna z pokrzywdzonych kobiet "wkrótce nie będzie wśród żywych". W opinii sądu te właśnie fragmenty układanki wymagają absolutnie ponownego i rygorystycznego zbadania.

Prokurator Walerian Janas komentuje wyrok. Sukces oskarżycieli

Opuszczając gmach sądu, prokurator Walerian Janas był wyraźnie usatysfakcjonowany. Przedstawiciel oskarżycieli zaznaczył po ogłoszeniu decyzji, że na wokandę powracają najcięższe przewinienia obejmujące oszustwa, działanie w ramach zorganizowanej grupy i morderstwa.

To bardzo dobry wyrok. Sąd podzielił stanowisko prokuratury praktycznie we wszystkich najważniejszych kwestiach

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Niemalże wszystko będzie procedowane od początku

W całej tej sytuacji pojawił się tylko jeden drobny wyjątek, który nie pomyśli śledczych. Sąd zdecydował się obniżyć wymiar kary dla Krzysztofa P. – z zasądzonych wcześniej ośmiu do pięciu lat za kratami w jednym z wątków oszustwa. Jest to jednak zaledwie mikroskopijny wycinek całej historii, ponieważ najważniejsze punkty aktu oskarżenia znów trafią na biurka sędziów z Sądu Okręgowego. Oznacza to, że postępowanie, które sprawiało wrażenie zakończonego, zyskało drugie życie, a najpoważniejsze starcia na sali rozpraw najprawdopodobniej dopiero się rozpoczną.

Gang trucicieli emerytów przed sądem