Horror w autobusie 186. "Przerażone krzyczałyśmy: Co robisz?! Wypuść nas!"

Służby chwaliły kierowcę za uniknięcie ofiar śmiertelnych, jednak relacja jednej z pasażerek rzuca zupełnie nowe światło na wypadek autobusu linii 186 w Warszawie z 5 lipca. Kobieta twierdzi, że mężczyzna zignorował ostrzeżenia o usterce, a tuż przed dramatycznym rajdem celowo uwięził ludzi w pojeździe.

Wypadek przy Dworcu Zachodnim. Autobus 186 wbił się w przejście podziemne

W niedzielę, 5 lipca, stolicą wstrząsnęła wiadomość o dramatycznych scenach w rejonie ronda Zesłańców Syberyjskich niedaleko Dworca Zachodniego. Przegubowy autobus linii 186 zjechał z jezdni i uderzył dachem w strop podziemnego przejścia dla pieszych. W wyniku tego potężnego zderzenia rany odniosło sześć osób.

Śledczy wciąż ustalają dokładne powody utraty kontroli nad pojazdem. Pod uwagę brana jest awaria techniczna maszyny marki Solaris Urbino 18, która już wcześniej trafiała do serwisu z powodu kłopotów z układem elektronicznym.

Nagrania z pokładowego monitoringu wskazują, że trzeźwy kierowca do samego końca próbował wyhamować maszynę i zapobiec największej tragedii. Mężczyzna miał brawurowo omijać przechodniów oraz wykop na budowie linii tramwajowej, jednak po drodze zahaczył o wagon tramwajowy i uszkodził auta osobowe, spychając jedno z nich do pieszego tunelu.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że funkcjonariusze pracujący na miejscu uznali manewry kierowcy za swoiste „mistrzostwo świata”, dzięki któremu udało się uniknąć ofiar śmiertelnych.

Relacja pasażerki po wypadku. Poważne oskarżenia pod adresem kierowcy MZA

Zupełnie inną perspektywę na te wydarzenia przedstawia jedna z kobiet podróżujących tym kursem. Pani Monika przesłała do redakcji wstrząsającą wiadomość, w której krytykuje Miejskie Zakłady Autobusowe za zapewnienie kierowcy wsparcia psychologicznego i prawnego przy jednoczesnym zignorowaniu potrzeb poszkodowanych pasażerów.

Według autorki listu, to właśnie prowadzący pojazd ponosi winę za spowodowanie katastrofy.

- Kierowca miał wiedzę o problemach przed ruszeniem z przystanku "Banacha". Świadomie, czy nie - to powinna rozstrzygnąć osoba znająca się na problemach psychicznych - naraził pasażerów na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia – pisze kobieta, sugerując bezpośrednią odpowiedzialność pracownika przewoźnika.

- Od przystanku „Dickensa”, gdzie wsiadłyśmy, przez przystanek „Wiślicka” do „Banacha”, kierowca wjeżdżał na krawężniki, nie panował nad torem jazdy maszyny. Aż w końcu przed przystankiem Banacha urwał ze stojącego na poboczu samochodu część blachy. Początkowo miałyśmy nawet wrażenie, że potrącił kogoś na ulicy. Dlatego, gdy ZATRZYMAŁ SIĘ (czyli hamulce działały!!) na przystanku Banacha, otworzył drzwi, podeszłyśmy do kabiny kierowcy i poinformowałyśmy go, że nie powinien już dalej jechać, bo coś zniszczył i musi wezwać nadzór ZTM. Dodałyśmy, że jeśli pojedzie dalej wybieramy numer 112 i dzwonimy w związku z tym zdarzeniem na policję. I w tym momencie kierowca ZAMKNĄŁ WSZYSTKIE DRZWI I RUSZYŁ, odcinając tym samym nam drogę ucieczki. Komunikując jedynie, że chce zatrzymać się w zatoczce (której przed skrzyżowaniem z Bitwy Warszawskiej nie ma!) Pani Joanna usłyszała, że wysadzi nas na następnym przystanku. (...) Przerażone krzyczałyśmy „CO ROBISZ?! WYPUŚĆ NAS!”. I tak zaczął się nasz horror" – opisuje w swoim liście pani Monika.

W dalszej części korespondencji poszkodowana relacjonuje mrożący krew w żyłach rajd ulicą Bitwy Warszawskiej 1920 roku, gdzie autobus pędził pod prąd, taranując napotkane na drodze pojazdy.

- Efekty tego horroru odczuwamy my i odczuwają osoby postronne, z samochodów, uderzanych z dużą prędkością kolosem, jakim jest autobus. (...) Nie jesteśmy w stanie wsiąść do autobusu, spać, funkcjonować normalnie" - wyznaje autorka listu, punktując brak profesjonalnej opieki psychologicznej ze strony stołecznej spółki.

Warszawski przewoźnik w rozmowie z nami kategorycznie odpiera te ostatnie zarzuty.

„Miejskie Zakłady Autobusowe informują, że w Spółce uruchomiono pomoc psychologiczną dla osób poszkodowanych w zdarzeniu w rejonie ronda Zesłańców Syberyjskich w dniu 5 lipca. Spółka zwraca się z apelem do osób poszkodowanych o kontakt pod adresem mailowym [email protected] lub pod numerem telefonu 22 568 75 31 w godzinach 7:00-15:00. Informujemy także o możliwości zgłoszenia roszczenia odszkodowawczego w wyżej wspomnianej sprawie pod adresem mailowym [email protected]. Spółka apeluje także do osób poszkodowanych oraz świadków zdarzenia o szeroką współpracę ze służbami dla możliwości pełnego wyjaśnienia przebiegu i przyczyn wypadku” – przekazał rzecznik prasowy MZA, Adam Stawicki.

Wielki pożar autobusu na Pradze w Warszawie. Spłonęło wszystko!