Spis treści
Dożywocie dla Doriana S. 17.01.2025
Zapadł wyrok w głośnej sprawie. W lutym 2024 r. w centrum Warszawy 25-letnia Liza została brutalnie napadnięta i zgwałcona, a na skutek odniesionych obrażeń dziewczyna zmarła kilka dni później w szpitalu.
W sprawie zatrzymano Doriana S., który w toku sprawy przyznał się do winy, choć zaprzeczył, jakoby jego celem było pozbawienie życia zaatakowanej kobiety. Proces ruszył na początku grudnia. 17 stycznia poznaliśmy wyrok - Dorian S. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Sąd Okręgowy zobowiązał go także do zapłaty 200 tysięcy zadośćuczynienia dla rodziny ofiary.
Wyrok jest nieprawomocny.
Zabójstwo 25-letniej Lizy w Warszawie
Do szokującego zdarzenia doszło nocą 25 lutego 2024 roku w bramie przy ulicy Żurawiej w ścisłym centrum Warszawy. Wracająca ze spotkania z koleżanką 25-letnia Białorusinka Liza została napadnięta przez 23-letniego zamaskowanego Doriana S. W chwili zdarzenia mężczyzna był uzbrojony w nóż. Dziewczyna została zgwałcona, po czym napastnik porzucił ją nieprzytomną. Na skutek zdarzenia w ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie zmarła.
Śledczy szybko, na podstawie danych z miejskiego monitoringu, wpadli na trop sprawcy. Jeszcze tego samego dnia mężczyzna został zatrzymany przed mieszkaniem, które wynajmował z partnerką. Dorian S. usłyszał zarzut zabójstwa na tle seksualnym i rabunkowym.
Biegli po obserwacji psychiatrycznej potwierdzili, że mężczyzna był poczytalny i może stanąć przed sądem. Podczas pierwszej rozprawy w grudniu poprzedniego roku oskarżony w nietypowy sposób przyznał się do sprawstwa:
- Przyznaję się do popełnienia czynu, ale nie przyznaję się, że chciałem zabić.
Dorian S. nie potrafił wyjaśnić swoich motywów. Twierdził, że przed zdarzeniem pił w barze alkohol z dwoma Ukrainkami. Nie przyjmował narkotyków. Gdy zobaczył Lizę miał wpaść w amok.
Poruszenie po śmierci Lizy
Śmierć 25-latki wywołała społeczne emocje i demonstracje wzywające do zaprzestania przemocy wobec kobiet. Szczególną uwagę zwracano na fakt, że w pobliżu miejsca tragedii przechodziły inne osoby, które widziały zdarzenie, ale żadna nie zareagowała i nie pomogła ofierze.