Spis treści
Operator dźwigu trafił do szpitala po pożarze na Białołęce
Do bardzo niebezpiecznego incydentu doszło w godzinach popołudniowych w okolicach ulicy Portowej w warszawskiej dzielnicy Białołęka. Ogień błyskawicznie objął zewnętrzną część stawianego właśnie bloku mieszkalnego. Osoby znajdujące się w pobliżu opisywały wyjątkowo groźny i dynamiczny rozwój całej sytuacji. Jak tłumaczył w rozmowie z naszym reporterem jeden z obserwatorów tego dramatycznego zdarzenia:
„Jak przyjechałem, to dopiero zaczął się palić. To był czarny, bardzo duży dym – aż nie było widać miejsca, w którym siedzi operator dźwigu”
Prawdziwy koszmar rozegrał się na ogromnej wysokości, gdzie w niewielkiej przestrzeni sterowniczej uwięziony został jeden z pracowników budowy - operator dźwigu. Zanim ratownicy przystąpili do kluczowej fazy akcji, naoczny świadek relacjonował na gorąco rozwój wydarzeń:
„On tam jest, nic mu się nie stało, bo widać, że się porusza, ale na pewno jest zadymiony i słabo z nim, bo teraz próbują go stamtąd ściągnąć”
Funkcjonariuszom państwowej straży pożarnej udało się wkrótce dotrzeć do poszkodowanego za pomocą specjalistycznych podnośników koszowych, po czym natychmiast rozpoczęto podawanie mu tlenu. Jak przekazała rzeczniczka prasowa Mazowieckiego Komendanta Wojewódzkiego PSP, mł. kpt. Karolina Jaworska:
- Operator dźwigu, osłabiony i z lekkimi oparzeniami dłoni wyszedł z kabiny o własnych siłach, ale trafił do szpitala.
Wybuchy butli z gazem na budowie w Warszawie
Ze względów bezpieczeństwa teren prowadzonych prac musieli natychmiast opuścić robotnicy. Jak podają służby, z budowy ewakuowano łącznie dwudziestu pracowników oraz dodatkowo dwie osoby przebywające w przyległym obiekcie. Do walki z rozszalałym żywiołem skierowano aż dziewięć zastępów straży pożarnej. Tuż po godzinie 15:00 przedstawiciel miejskiej komendy, asp. Łukasz Wujek, poinformował media o ostatecznym zlokalizowaniu głównego źródła ognia i przejściu jednostek do standardowego etapu dogaszania pogorzeliska.
Według relacji osób obserwujących całe zajście z zewnątrz, niszczycielskie płomienie mogły zainicjować swój bieg w najniższych partiach konstruowanego budynku. Mężczyzna przebywający na miejscu tłumaczył naszemu dziennikarzowi okoliczności wybuchu:
„Ogień zaczął się palić na dole, wybuchły butle. To jest świeżo budowany blok, prawdopodobnie było tam dużo butli i od tego wszystko się zaczęło. Najpierw pojawił się dym, a potem wybuchy – wybuchało bardzo dużo butli”.
Współpraca: Piotr Durys, Radio Eska