Rok po dramatycznych wydarzeniach na UW. Odwiedziliśmy grób zamordowanej pracownicy uczelni

2026-05-07 15:24

Dokładnie rok temu Polską wstrząsnęły tragiczne wydarzenia z kampusu Uniwersytetu Warszawskiego. W czwartek, 7 maja, społeczność akademicka uczciła pamięć zamordowanej pracownicy administracji, Małgorzaty Dynak, sadząc pamiątkowe drzewo. Zmiany w systemie ochrony uczelni stały się faktem, jednak pracownicy oraz studenci wciąż odczuwają niepokój. Nasz reporter udał się na cmentarz, gdzie spoczywa ofiara brutalnego ataku, by oddać jej hołd.

Uczelnia pamięta o Małgorzacie Dynak

Społeczność Uniwersytetu Warszawskiego zebrała się w czwartek 7 maja, aby wspólnie wspominać zamordowaną pracownicę. Punktualnie o godzinie dwunastej, na terenie zielonym zlokalizowanym pomiędzy Budynkiem Chopinowskim a Wydziałem Archeologii, uroczyście posadzono pamiątkowy miłorząb reprezentujący nadzieję i wewnętrzną siłę. W tym symbolicznym wydarzeniu wzięli udział nie tylko wykładowcy oraz żacy, ale również poruszeni całym dramatem mieszkańcy stolicy.

Nasza redakcja zdecydowała się tego samego dnia udać na cmentarz, gdzie spoczywa pani Małgorzata. Miejsce pochówku tonęło w dziesiątkach zapalonych świateł, a na szklanych lampionach można było dostrzec chwytające za serce pożegnania, w tym słowa kierowane do „ukochanej matki” oraz zapewnienia o wiecznej pamięci. Bezpośrednio pod danymi personalnymi ofiary wyryto krótką, acz niezwykle wymowną informację o jej tragicznej śmierci.

Okrutna zbrodnia na kampusie UW i losy Mieszka R.

Dokładnie 7 maja 2025 roku dotychczas bezpieczny teren warszawskiej uczelni stał się areną krwawych wydarzeń. Mający zaledwie 22 lata Mieszko R., studiujący wówczas prawo, rzucił się na 53-letnią członkinię uniwersyteckiej administracji. W wyniku poniesionych obrażeń kobieta zmarła przed przyjazdem służb ratunkowych, a pracownik ochrony usiłujący powstrzymać napastnika odniósł w starciu fizyczne rany. Zamordowana pozostawiła w głębokiej żałobie małżonka oraz troje swoich pociech.

Z perspektywy czasu wiadomo już, że specjaliści psychiatrii ocenili studenta drugiego roku jako całkowicie niepoczytalnego w momencie popełniania opisywanej zbrodni. Śledczy oficjalnie zawnioskowali o umorzenie postępowania karnego wobec agresora, domagając się umieszczenia dwudziestodwulatka w specjalistycznym, zamkniętym ośrodku leczniczym. Rozstrzygnięcie to nadal wywołuje gorące dyskusje i kontrowersje wśród opinii publicznej.

„Moralnie uważam, że takie osoby powinny być w więzieniu. Ale skoro biegli stwierdzili, że nie miał świadomości tego, co robi, to sprawa jest skomplikowana” - mówi Piotr, którego nasz reporter spotkał przy kampusie UW.

Całkowicie odmienne stanowisko w tej sprawie zajmuje inna rozmówczyni, z którą udało nam się porozmawiać na ulicach Warszawy o losach zbrodniarza.

„Jeżeli jest chory psychicznie, to nie powinien iść do więzienia. Trzeba go leczyć” - podkreśla Małgorzata, mieszkanka Warszawy.

Mężczyzna pracujący w strukturach uczelni nie kryje swojego ogromnego poruszenia całą sytuacją oraz konsekwencjami tamtego bestialskiego ataku.

„To było tragiczne wydarzenie. Wszyscy to przeżyli, wszystkich to dotknęło” - mówi Mirosław, pracownik UW.

Zatrudniony na uniwersytecie pracownik zwraca szczególną uwagę na złudne poczucie spokoju, jakie panowało tam przed tragicznym dniem morderstwa.

„Kampus wydawał się miejscem spokojnym i bezpiecznym. Okazało się, że nie” - dodaje Mirosław.

Reakcją władz uniwersytetu na ubiegłoroczny dramat było natychmiastowe wdrożenie kompleksowych procedur ochronnych. Powołano do życia wyspecjalizowane Biuro do spraw Bezpieczeństwa, a personelowi strażniczemu nadano znacznie szersze kompetencje operacyjne i przydzielono im całkowicie nowoczesny sprzęt. Zainstalowano również kolejne kamery monitoringu, uruchomiono dedykowaną linię alarmową oraz sformalizowano ścisłą współpracę ze stołecznymi funkcjonariuszami policji, powiększając jednocześnie pakiety wsparcia terapeutycznego dla całej społeczności akademickiej.

„Strażnicy są lepiej wyposażeni i skomunikowani. Jest nowa centrala” - wylicza Mirosław.

Wieloletni pracownik instytucji zauważa równocześnie, że stworzenie w stu procentach szczelnego systemu prewencyjnego na tak rozległym terenie wciąż stanowi dla zarządców gigantyczne wyzwanie operacyjne.

„Ten kampus jest otwarty, przechodni. Nie da się go w pełni kontrolować” - dodaje mężczyzna.

W pamięci uniwersyteckiego pracownika najbardziej utrwaliła się jednak zatrważająca bierność i niewłaściwe zachowanie niektórych przypadkowych świadków tamtego krwawego ataku na bezbronną kobietę.

„Zamiast pomóc, ludzie nagrywali i wrzucali to do sieci. To było tragiczne” - mówi na sam koniec pracownik.

Mieszko R. zabił siekierą portierkę UW. Prokuratura chce umorzenia sprawy. Co o tym sądzą mieszkańcy?