Spis treści
- W sobotę 17 stycznia około godziny 16:40 w przestrzeni warszawskiego Dworca Centralnego doszło do napaści, podczas której tajemnicza napastniczka podpaliła włosy fotomodelki, po czym natychmiast uciekła.
- Zaatakowana kobieta straciła pięć centymetrów włosów, jednak w swoich relacjach mocno akcentowała ulgę, że nie doszło do o wiele groźniejszych poparzeń twarzy lub innych części ciała.
- Po upływie dwóch miesięcy od tego dramatycznego incydentu funkcjonariusze ujęli 35-letnią obywatelkę Ukrainy Natalię S., wobec której sąd orzekł o zastosowaniu trzymiesięcznego aresztu tymczasowego.
- Podejrzana Natalia S. usłyszała oficjalne zarzuty sprowadzenia bezpośredniego zagrożenia utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także formułowania gróźb karalnych, za co grozi jej kara nawet do trzech lat pozbawienia wolności.
Szokujący incydent na Dworcu Centralnym w Warszawie
Do tego mrożącego krew w żyłach zdarzenia doszło w sobotę, 17 stycznia, w okolicach godziny 16:40 na terenie głównej hali biletowej warszawskiego Dworca Centralnego. Poszkodowana fotomodelka zrelacjonowała cały przebieg dramatu za pośrednictwem swoich profili w mediach społecznościowych. Z udostępnionych przez nią informacji dowiadujemy się, że tuż po zjechaniu windą z pierwszego poziomu skierowała się w stronę elektronicznej tablicy odjazdów pociągów, która usytuowana jest dokładnie naprzeciwko wyjścia z windy.
"I w tym momencie ktoś puknął mnie w plecy. Spojrzałam na torebkę, którą miałam przewieszoną na przodzie, czy nie zostałam okradziona. Odwróciłam głowę i widzę kobietę, która dosyć szybkim tempem zmierza w kierunku wyjścia od strony ulicy Emilii Plater. Ale niestety poczułam okropny smród spalenizny, więc byłam święcie przekonana, że ktoś mi wrzucił petardę pod nogi. Przesunęłam się parę metrów dalej i jak się okazało, to płonęły moje włosy" - relacjonowała kobieta.
Polecany artykuł:
Na nietypową sytuację błyskawicznie zareagowała znajdująca się w pobliżu grupa młodych ludzi. Nastolatkowie podbiegli do kobiety i stwierdzili, że "pani, która przed chwilą uciekała, podpaliła jej kitkę".
Zszokowana fotomodelka niezwłocznie zgłosiła całe brutalne zajście odpowiednim służbom mundurowym.
"Straciłam pięć centymetrów włosów, bo one były mierzone na komisariacie. W całej tej sytuacji o te włosy nie chodzi. Tylko chodzi o podpalenie kogoś 'na żywca'. Cieszę się, że nie mam poparzonej twarzy, ciała. Że kurtka, którą miałam na sobie, również nie zajęła się ogniem" - mówiła na nagraniu poszkodowana.
Zatrzymanie 35-letniej Ukrainki po zdarzeniu na dworcu
Tuż po świętach wielkanocnych funkcjonariusze policji przekazali opinii publicznej zupełnie nowe ustalenia w prowadzonym śledztwie. Jak wyjaśnił w oficjalnym komunikacie aspirant sztabowy Artur Wojdat, reprezentujący Komisariat Kolejowy Policji, skrupulatne działania służb przyniosły przełom w tej szokującej sprawie.
"Trudna praca operacyjna w tym zbieranie i zabezpieczanie materiału dowodowego pozwoliło na ustalenie tożsamości kobiety podejrzewanej o popełnienie tego czynu" - przekazał.
W rezultacie prowadzonych czynności w ręce stróżów prawa wpadła 35-letnia obywatelka Ukrainy Natalia S.. W środę, 1 kwietnia, warszawski Sąd Rejonowy dla dzielnicy Śródmieście zdecydował o zastosowaniu wobec zatrzymanej środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego aresztu.
"Usłyszała ona zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz kierowania groźby pozbawienia życia wobec innej osoby" - poinformował asp.szt. Artur Wojdat.
Za popełnione przestępstwa na dworcu Ukraince grozi teraz kara do 3 lat pozbawienia wolności.