Koszmar na warszawskiej Woli. Ciało 67-latki w mieszkaniu, sąsiedzi w szoku

2026-05-13 11:22

Tragedia przy ulicy Jana Olbrachta na warszawskiej Woli. W jednym z mieszkań znaleziono ciało 67-letniej kobiety. Policjanci musieli siłą obezwładnić mężczyznę, który zabarykadował się w łazience z nożem. Sąsiedzi do dziś nie mogą uwierzyć, że do dramatu doszło właśnie tutaj. − Nasza klatka uchodziła za najspokojniejszą − mówi reporterowi „Super Expressu” jedna z mieszkanek.

Makabryczne odkrycie w bloku. Martwa kobieta i uzbrojony mąż

Do tragicznych wydarzeń doszło we wtorek (12 maja) w godzinach popołudniowych przy ulicy Jana Olbrachta na warszawskiej Woli. Służby zostały wezwane do jednego z lokali na trzecim piętrze, gdzie dokonano makabrycznego odkrycia – w środku znajdowały się zwłoki kobiety. Na miejscu obecny był również mężczyzna, który zamknął się w łazience, trzymając w ręku nóż. Funkcjonariusze musieli użyć gazu łzawiącego oraz tarcz ochronnych, aby go obezwładnić i zatrzymać.

Sąsiedzi nie kryją przerażenia zaistniałą sytuacją. Mieszkańcy bloku nie przypuszczali, że tuż obok nich mogła wydarzyć się tak drastyczna zbrodnia.

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

− Ewa miała 67 lat, a ten Bogdan był chyba w wieku mojego męża. On też niedawno przeszedł na emeryturę. Miał wtedy 65 lat, może ze trzy lata temu. Przeszedł, ale jeszcze dorabiał na Zamku Królewskim jako ochroniarz − opowiada reporterowi „Super Expressu” sąsiadka.

Mieszkanka bloku wspomina, że widziała parę zaledwie dzień przed tym dramatem.

− Ja jeszcze ich w poniedziałek widziałam, bo wynosiłam śmieci. Siedzieli w samochodzie, syn ich gdzieś zawoził. Oni zawsze byli spokojni, kulturalni. Nigdy nie było żadnej policji, nic − relacjonuje.

Dramatyczna akcja służb. Policja wyważa drzwi na Woli

Wtorkowe popołudnie przyniosło na klatkę schodową nieoczekiwany chaos wywołany dźwiękiem policyjnych syren.

− Było słychać karetkę. Najpierw pomyślałam, bo tu na pierwszym piętrze mieszka taka starsza pani, że może karetka do niej. Ale skoro policja... więc, wie pan, wyszłam, uchyliłam drzwi, żeby zobaczyć, gdzie to. I tylko było słychać: „Proszę otworzyć drzwi, policja! Proszę otworzyć drzwi, policja!” − opowiada kobieta.

Hałas zaniepokoił lokatorów, którzy zaczęli wychylać się ze swoich mieszkań.

− Weszłam na półpiętro. U sąsiadki spokój. Patrzę na górę, ale tak tylko wychylona przez barierki. Jeszcze sąsiadka wracała i spotkałyśmy się na klatce. Pyta: „Sąsiadko, co się dzieje?”. Mówię, że nie wiem. I wtedy weszli ci z tarczą − relacjonuje.

Sama akcja zatrzymania nie trwała długo.

− To trwało krótko, bo chyba po 10 minutach zrobił się rumor na klatce. No i normalnie go sprowadzili. Miał całą twarz w krwi. Miał jeszcze na ramieniu zawiązany bandaż. Może chciał sobie żyły podciąć, nie wiadomo, co on tam robił w tej łazience − mówi dalej.

Podejrzany o morderstwo żony nietrzeźwy?

Nieoficjalne doniesienia sugerują, że w momencie zatrzymania 65-latek mógł znajdować się pod wpływem alkoholu. Po przebadaniu przez medyków, mężczyzna ma trafić do aresztu, gdzie będą z nim prowadzone dalsze czynności. Policja i prokuratura intensywnie pracują nad wyjaśnieniem dokładnych przyczyn i okoliczności śmierci 67-latki.

Nawet kilka godzin po wywiezieniu mężczyzny, mieszkańcy kamienicy wciąż nie mogli uwierzyć w to, co się stało, dyskutując o wydarzeniach na korytarzach.

− Wie pan, tu zawsze był taki spokój. Jeszcze koło 22 wyszłyśmy z sąsiadką na klatkę, rozmawiałyśmy. Drzwi były otwarte i sąsiadka mówi: „Sąsiadko, chyba już zamkniemy te drzwi”. Ja na to: „Zamykajmy na noc, po co ma tu ktoś wchodzić” − opowiada kobieta.

W tamtej chwili na klatce ponownie zjawili się mundurowi.

− W tym momencie szedł policjant i mówi: „Proszę pani, czy drzwi mogą być jeszcze otwarte?”. Odpowiedziałam, że jeżeli to w akcji potrzebne, to proszę bardzo, bo mówili, że będą się tu kręcić. W tym czasie podjechał radiowóz. Dwoje młodych policjantów wysiedli i poszli na górę − mówi.

Pełny obraz makabrycznej sytuacji dotarł do lokatorów dopiero w środę rano.

− Poszłam spać, a dzisiaj rano sąsiadka dzwoni do drzwi i krzyczy: „Sąsiadko, zabójstwo!”. „Jakie zabójstwo?”. No i opowiada. Mówię panu, że nie dowierzałam. Jeszcze się trzęsę − kończy kobieta.

Zabójstwo w Raszynie. Emerytowany pilot zabił Anię na oczach dzieci?!