Co robił David Bowie w Warszawie? Krótka, ale znacząca wizyta
To bez wątpienia jedno z najbardziej niezwykłych popkulturowych wydarzeń w stolicy Polski, porównywalne ze słynnymi koncertami The Rolling Stones w 1967 roku. Na początku maja 1973 roku na Dworcu Gdańskim, który na czas budowy Dworca Centralnego (otwarto go dwa lata później) przejął na siebie część połączeń dalekobieżnych, zatrzymał się pociąg Ost-West Express podążający z Moskwy przez zachód kontynentu aż do Paryża.
Pociąg na warszawskiej stacji miał mieć tzw. przerwę techniczną. Nie wiadomo jednak, ile ona trwała - według jednych źródeł kilka godzin, według innych zaledwie 40 minut. Pewne jest jednak, że jeden z pasażerów pociągu postanowił wykorzystać ją na szybki skok "na miasto". A tym pasażerem był nie kto inny jak sam David Bowie, słynny brytyjski gwiazdor muzyki, który w tamtym czasie był już znanym artystą - po wydaniu m.in kultowego albumu "The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars".
Krótka, acz niezwykle ważna dla późniejszej twórczości artysty, wizyta obrosła prawdziwą legendą - wiadomo, że Bowie znalazł się finalnie w księgarni usytuowanej na placu Komuny Paryskiej (obecnie to plac Wilsona) na Żoliborzu. Czy doszedł tam pieszo, podziwiając po drodze Żoliborz, czy też zawiozła go taksówka? Być może nigdy się nie dowiemy, jednak wiele wskazuje na mniej romantyczną wersję, czyli jazdę samochodem. Wszak w erze przedcyfrowej poruszanie się po zupełnie obcym mieście w dalekim kraju było wielkim wyzwaniem, podobnie jak znalezienie księgarni muzycznej. Z drugiej strony może Bowie trafił tam przypadkiem i wcale nie był to cel jego podróży?
Odpowiedź na to pytanie częściowo kryje się w kwestii wspominanej już przerwy technicznej pociągu do Paryża. Jeśli trwała ona zaledwie 40 minut to nie ma szans, by obcokrajowiec pieszo poszedł z Dworca Gdańskiego na Żoliborz i wrócił w tym czasie (a jeszcze na miejscu miał czas, aby wertować kolekcję płyt w sklepie) - najprawdopodobniej więc Bowie poruszał się taksówką. O ile oczywiście wersja z 40-minutowym, a nie kilkugodzinnym postojem jest prawdziwa.
Muzyczna pocztówka z Żoliborza
Bowie musiał być bardzo ciekawy Polski, że zdecydował się na taki samotny, szybki rajd w głąb miasta. Tym bardziej, że pociągiem nie podróżował sam - towarzyszyć miało mu kilka osób, w tym m.in. słynny piosenkarz Iggy Pop. Mógł więc zostać ze swoimi kompanami w oczekującej maszynie, a zamiast tego zdecydował się choć trochę poznać Warszawę.
W jednym ze wspomnień o Bowiem możemy przeczytać, jak zafascynowany obserwował z jadącego przez nasz kraj pociągu posępny krajobraz, w którym wciąż były widoczne ślady wojennych zniszczeń; pogoda miała być wyjątkowo kiepska jak na początek maja - padał deszcz ze śniegiem, co tylko potęgowało niezwykły klimat. Być może to wszystko skłoniło go, aby znaleźć się w lokalnej, żoliborskiej księgarni i zapoznać się z muzyką graną w tym kraju.
Wiadomo, że Bowie nie opuścił sklepu z pustymi rękami - nabył kilka płyt, w tym album zespołu Śląsk, na którym znalazł się utwór "Helokanie". Prawdopodobnie było to wydawnictwo "Śląsk. The Polish Song and Dance Ensemble vol. 2" o numerze katalogowym Muza SX 0183 (to ustalenia Bartka Chacińskiego z "Polityki").
Niestety, nawet konkretna lokalizacja sklepu jest w tej legendarnej opowieści przykryta pyłem niewiedzy i domysłów - jedni wskazują, że mógł to być istniejący do dziś Empik położony na obrzeżach placu, przy rogu ulicy Felińskiego; z kolei inni wspominają, że w tamtych czasach istniała jeszcze księgarnia znajdująca się bliżej środka placu. Nie ma jednak pewności, czy oferowała ona płyty muzyczne, wiele więc wskazuje, że Bowie odwiedził Empik, gdzie płyty w 1973 roku najprawdopodobniej były.
Jakie skutki miała krótka wizyta w Warszawie? Ogromne. Kilka lat po tamtym polskim epizodzie (styczeń 1977), Bowie wydał album "Low' otwierający ikoniczną w jego twórczości tzw. "berlińską trylogię" (poza "Low" w jej skład wchodziły jeszcze krążki "Heroes” i "Lodger"). Drugą stronę krążka zaczyna utwór o znamiennym tytule "Warsaw". To przejmująca, niezwykle mroczna instrumentalna kompozycja zawierająca wokalizy zainspirowane wspomnianym utworem "Helokanie" autorstwa Stanisława Hadyny.
– Próbowałem wyrazić w tym utworze uczucia, jakie towarzyszą ludziom, gdy pragną wolności, czują jej zapach, leżąc w trawie, ale nie mogą po nią sięgnąć
– opowiadał David Bowie w rozmowie z miesięcznikiem Tylko Rock. W ten sposób "Warsaw" stało się jedną z najlepszych muzycznych ilustracji do burzliwej i niezwykle trudnej historii Warszawy w XX wieku.
"Warsaw" uchodzący za jeden z najlepszych utworów w dorobku Dawida Bowiego (artysta współpracował przy jego powstawaniu ze słynnym producentem Brianem Eno, który kilkanaście lat później m.in. współtworzył największe płyty w dorobku zespołu U2) zainspirował także innych wielkich artystów. Od tytułu tej piosenki wzięła swą nazwę formacja, która kilka lat później przemianowała się na... Joy Division. Czyli jeden z najważniejszych zespołów nowofalowych w historii.
Odwołany występ
Los chciał, że więcej razy David Bowie nie miał okazji zwiedzać ani Warszawy, ani Polski. W 1997 roku została podjęta próba organizacji jego koncertu na stadionie Lechii w Gdańsku, ale z uwagi na słabą sprzedaż biletów wydarzenie odwołano (Bowie niestety nigdy nie doczekał się w naszym kraju estymy, jaką cieszył się w rodzinnej Wielkiej Brytanii i wielu innych krajach świata).
Artysta zmarł 10 stycznia 2016 w wieku 69 lat. Kilka miesięcy później, w hołdzie dla wybitnego artysty, odsłonięto przedstawiający go mural na bloku przy ul. Marii Kazimiery 1, około kilometra od sklepu, do którego Dawid Bowie wstąpił by poprzez muzykę lepiej poznać polskiego ducha...