Spis treści
- Inauguracja przejazdu pociągu Nieśpieszny. Historyczne wagony na warszawskim dworcu
- Wspomnienia emerytowanego kolejarza. Ekstremalna jazda lokomotywą Czech
- Podróże w latach 70. i 80. Jazda na korytarzu i spanie w siatkach na bagaże
- Ogromny sukces PKP Intercity. Bilety na pociąg Nieśpieszny całkowicie wyprzedane
- Tradycyjne polskie menu w wagonie Wars. Zaplanowano kolejne trasy nad morze i na Mazury
Inauguracja przejazdu pociągu Nieśpieszny. Historyczne wagony na warszawskim dworcu
Na peronie od samego początku dało się wyczuć wyjątkową atmosferę. Zgromadzeni gapie oraz weterani kolei z uśmiechem i aparatami w rękach obserwowali wjazd oliwkowych wagonów, które przyciągały wzrok perfekcyjnie odrestaurowanymi detalami. Skład sprawiał wrażenie wehikułu czasu, który przeniósł podróżnych do zupełnie innej epoki. Prezes PKP Intercity, Janusz Malinowski, wyjaśnił podczas poniedziałkowej inauguracji główną ideę przyświecającą temu projektowi.
− Realizujemy ogromne inwestycje, kupujemy nowoczesny tabor na 200 i 300 km/h ale pamiętamy też o dziedzictwie. Takim przykładem jest właśnie Nieśpieszny. Zachowaliśmy te wagony właśnie z myślą o tym, żeby zrobić taki pociąg i żeby kursował z pasażerami. Teraz w końcu możemy to zrealizować − mówił w trakcie inauguracji przejazdu pociągu Nieśpiesznego Janusz Malinowski, prezes PKP Intercity.
Wspomnienia emerytowanego kolejarza. Ekstremalna jazda lokomotywą Czech
Wydarzenie przyciągnęło wielu byłych pracowników kolei, dla których widok starych maszyn był doskonałą okazją do powrotu do przeszłości. W tłumie znalazł się między innymi dawny kolejarz Grzegorz Dębowski, który wprost nie krył wzruszenia. Mężczyzna z rozbawieniem wspominał, że praca na kolei wiązała się z ciągłą nieobecnością w rodzinnym domu, co ostatecznie zakończyło się stanowczym ultimatum ze strony jego małżonki.
− Żona kazała mi zmienić pracę, bo mnie w domu nie było. Dostałem ultimatum − śmieje się. − Ale dobrze to wspominam. To były fajne czasy. Człowiek młody. Dzisiaj to jest inny świat − mówi.
Dębowski chętnie dzielił się również anegdotami o specyfice prowadzenia kultowej lokomotywy potocznie nazywanej „Czechem”. Zwrócił uwagę, że choć pojazd uchodził za niezawodny, to jego konstrukcja pozostawiała wiele do życzenia, zwłaszcza w kwestii notorycznie nieszczelnych klap rewizyjnych. Emerytowany pracownik podkreślał, że przy wyższych prędkościach pęd powietrza dosłownie unosił elementy podłogi, a w okresie zimowym mróz w kabinie był niezwykle dotkliwy dla całej załogi.
− To była pewna maszyna, ale miała swoje humory. Pod kabiną były klapy rewizyjne i one się nie domykały. Jak pociąg jechał szybciej, powietrze podnosiło podłogę i wszystko latało po kabinie. A zimą? Przy 100 km/h wiało tak, że człowiek marzł jak nigdy. Dzisiaj ludzie nie wiedzą, co to było − dodaje.
Podróże w latach 70. i 80. Jazda na korytarzu i spanie w siatkach na bagaże
Na pokładzie zabytkowego składu panowała niezwykle radosna atmosfera, a ożywione rozmowy pasażerów krążyły wokół dawnych wypraw. Agnieszka Kropidłowska, jedna z uczestniczek inauguracyjnego kursu, wracała pamięcią do swoich młodzieńczych wyjazdów do bliskich, w czasach, gdy podróżowanie pociągiem było prawdziwą sztuką przetrwania. Kobieta zauważyła, że zdobycie upragnionego miejsca siedzącego wymagało nie lada sprytu i kreatywności.
− Całe dzieciństwo jeździłam pociągami do rodziny − opowiada Agnieszka Kropidłowska. − Czasem na korytarzu, czasem przez okno się wchodziło, żeby zdobyć miejsce. To były przygody! Dzisiaj pierwszy raz zobaczyłam pierwszą klasę, ale kiedyś druga klasa to było życie − dodaje.
W podobnym tonie wypowiadał się Tomasz Grycmacher, przypominając ekstremalne warunki panujące w pociągach kilka dekad temu. Mężczyzna barwnie opisywał potężny ścisk panujący w zadymionych przedziałach oraz pasażerów śpiących w wiszących półkach bagażowych, zaznaczając przy tym ze smutkiem, że ten unikalny klimat już bezpowrotnie minął.
− Do jednego przedziału potrafili wcisnąć kilkanaście osób. Spało się na półkach, w tych siatkowych wnękach na bagaże. Na waleta! I ten zapach... tego się nie da odtworzyć. To był klimat lat 70. i 80. − mówi ze słyszalną nostalgią w głosie.
Nie brakowało też osób, które na stację początkową trafiły całkowicie pod wpływem chwili. Bogusław Szeliga przyznał, że informację o wyjątkowym pociągu retro znalazł przypadkowo w sieci i postanowił sprawdzić to na własne oczy, przy okazji spotykając starych znajomych na peronie.
− Przeczytałem w internecie, że będzie ten pociąg i przyszedłem − mówi Bogusław Szeliga. − Spotkałem znajomych, dostałem nawet tabliczkę. W maju ma jeździć po okolicach Warszawy, będzie ciekawie − opowiada.
Z kolei inny podróżny, Hubert Śmigielski, wyraził szczere zadowolenie z faktu, że historyczny tabor znów legalnie wozi ludzi. Jego zdaniem ta unikalna inicjatywa ma ogromny potencjał turystyczny, mocno przypominając funkcjonowanie popularnej parowozowni w Wolsztynie. Pasażer gorąco wierzy, że zabytkowe wagony na stałe wpiszą się w krajobraz polskich szlaków kolejowych.
− Chciałbym, żeby ten pociąg został z nami jak najdłużej. To raczej będzie atrakcja retro, jak parowozy w Wolsztynie, ale skoro jest dopuszczony do jazdy, to może jeszcze nieraz go zobaczymy.
Ogromny sukces PKP Intercity. Bilety na pociąg Nieśpieszny całkowicie wyprzedane
Przedstawiciele narodowego przewoźnika jasno komunikują, że niespodziewany powrót do korzeni okazał się ogromnym komercyjnym strzałem w dziesiątkę. Projekt ten jest kluczowym elementem szerszych obchodów okrągłych rocznic dla całej polskiej branży. Członek zarządu firmy, Adam Wawrzyniak, mocno docenił tytaniczną pracę wykonaną przy renowacji składu, obejmującą wierne odtworzenie każdego detalu. Zaznaczył również publicznie, że zainteresowanie nostalgicznymi przejazdami przerosło najśmielsze oczekiwania organizatorów.
− Inwestycyjny pociąg IC jest rozpędzony, ale postanowiliśmy zadbać o dziedzictwo polskiej kolei. Ten rok jest specjalny, 100-lecie polskiej kolei, PKP S.A. i 25 lat PKP Intercity i dlatego upamiętniamy go w ten sposób, uruchamiając pociąg nawiązujący do przeszłości. Remtrak wykonał kawał świetnej roboty, odrestaurowując tabliczki, tapicerkę i inne detale, które zostały wykonane idealnie z pierwowzorem. Jeszcze nie wyruszył w swoją trasę, a już sprzedaliśmy wszystkie bilety na pierwsze kursy, co pokazuje, że jest duże zapotrzebowanie na takie usługi i pociągi − mówił Adam Wawrzyniak, członek zarządu PKP Intercity.
Optymistyczne słowa przedstawiciela państwowej spółki mają wyraźne potwierdzenie w faktach. Okazuje się, że wejściówki na kolejne planowane kursy znikają dosłownie w mgnieniu oka. Aby zasiąść w stylowo odrestaurowanych wnętrzach, pasażerowie muszą zapłacić 49 złotych za miejsce w drugiej klasie, natomiast podróż w wyższym standardzie wiąże się z wydatkiem rzędu 79 złotych.
Tradycyjne polskie menu w wagonie Wars. Zaplanowano kolejne trasy nad morze i na Mazury
Prawdziwą kulinarną podróżą w czasie okazała się wizyta w charakterystycznej części gastronomicznej pociągu. W specjalnym wagonie z epoki serwowano absolutne klasyki dawnych lat, takie jak gruba pajda chleba ze smalcem, tradycyjny żurek, pożywne flaki, a także kultowe kotlety w wersji mielonej i schabowej. Dopełnieniem całości była aromatyczna herbata oraz domowa szarlotka. W takim urzekającym otoczeniu pasażerowie mogli na chwilę całkowicie odciąć się od współczesnej rzeczywistości 2026 roku.
Poniedziałkowy kurs pokazowy był zaledwie przedsmakiem tego, co czeka pasjonatów w najbliższych miesiącach. Już w piątek, 17 kwietnia, ten zabytkowy skład wyruszy w swoją pierwszą komercyjną trasę, zabierając turystów do zimowej stolicy Polski. Wiadomo również, że w harmonogramie narodowego przewoźnika znalazło się łącznie ponad czterdzieści różnych połączeń, obejmujących między innymi wyjazdy nad polskie morze oraz na malownicze Mazury. Emocjonująca wyprawa zakończyła się dla autora tekstu na stacji w Skierniewicach, pozostawiając po sobie silne poczucie nostalgii i świadomość, że miniony świat kolei ożył tylko na krótki moment.