Początkowo lokatorzy wyczuli jedynie nietypowy, niezwykle intensywny odór, diametralnie różniący się od typowych woni na klatkach schodowych. Smród gęstniał z każdym dniem, aż wreszcie stał się absolutnie nieznośny dla otoczenia. W rozmowie z „Super Expressem” relacjonowała to jedna z okolicznych mieszkanek.
„Najpierw myślałam, że coś z kanalizacją, potem że może ktoś wyrzucił coś zepsutego. Ale to było coś innego” - mówi „Super Expressowi” jedna z sąsiadek.
Tajemnice braci i makabryczne odkrycie przy Powązkowskiej
Lokatorzy zaczęli szybko kojarzyć fakty. Przypomniano sobie o regularnych awanturach i wyjątkowo szorstkich relacjach między dwoma mieszkającymi tam braćmi. Paradoksalnie, jeden z nich, zatrudniony jako ochroniarz Roman, miał opinię niezwykle wyważonego człowieka, który po prostu rutynowo kursował między domem a pracą.
„Z nim dało się normalnie rozmawiać, zawsze się przywitał, zapytał co słychać” - mówi kobieta spotkana pod blokiem.
„Ale było widać, że między nimi nie było dobrze. Czasem dochodziły podniesione głosy” - dodaje.
Punkt kulminacyjny nastąpił czwartego maja wieczorem, gdy fetor uniemożliwiał swobodne oddychanie. Wezwani na miejsce mundurowi bezskutecznie dobijali się do zamkniętego wejścia. Wobec braku odzewu lokatorów, poproszono o asystę strażaków, by dostać się do wnętrza przy użyciu specjalnego podnośnika.
Skok z okna podczas policyjnej interwencji na Żoliborzu
Według relacji podinspektor Elwiry Kozłowskiej, reprezentującej żoliborską komendę, cała akcja nabrała błyskawicznego tempa i szybko przerodziła się w prawdziwy koszmar.
„Policjanci, będąc na wysokości trzeciego piętra, po wejściu do lokalu, usłyszeli hałas. Z innego okna, po drugiej stronie mieszkania, wyskoczył mężczyzna” - mówi policjantka.
„Pomimo podjętych prób reanimacji nie udało się go uratować. 68-latek zmarł na miejscu” - mówi dalej.
Prokuratura bada list i rozkładające się zwłoki w bloku
„W mieszkaniu policjanci zastali zwłoki w znacznym stanie rozkładu oraz list. Na miejscu pod nadzorem prokuratora prowadzili swoje czynności. Ciało zostało zabezpieczone oraz przetransportowane do zakładu medycyny sądowej” - podsumowała funkcjonariuszka.
Sąsiedzi wciąż nie potrafią pogodzić się z makabrycznymi scenami, które rozegrały się w ich bezpośrednim sąsiedztwie.
„To jest szok. Człowiek mieszka obok, mija te same drzwi, a potem okazuje się, że coś takiego działo się dosłownie metr od nas” - mówi kolejny z sąsiadów.
Sprawę bada obecnie prokuratura. Śledczy starają się krok po kroku odtworzyć bieg zdarzeń. Sprawdzana jest dokładna data zgonu ofiary, jak również wszelkie czynniki skutkujące drastycznym skokiem 68-letniego desperata prosto w przepaść.