Morderstwo 44-letniej Jekateriny. Przed wylotem z Warszawy wysłała rodzinie tajemniczą wiadomość

2026-04-17 16:15

Przyjechała do Polski, by zarobić na utrzymanie bliskich w ojczyźnie. Jekaterina Sz. miała wrócić do Kazachstanu w lutym, jednak w dniu planowanego lotu zaginęła. Niedługo później krewni 44-latki zaczęli otrzymywać z jej numeru niepokojące komunikaty, z których wynikało, że rzekomo zrezygnowała z podróży do kraju i udała się do Niemiec. Prawda okazała się znacznie bardziej makabryczna, a stołeczni funkcjonariusze zatrzymali w tej sprawie ukraińskiego współlokatora ofiary.

Decyzja o emigracji Jekateriny do Polski

Dwa lata przed tragicznymi wydarzeniami 44-letnia obywatelka Kazachstanu podjęła decyzję o przyjeździe do Warszawy w celach zarobkowych. Siostra zmarłej przyznała w rozmowie z lokalnymi mediami, że był to impulsywny krok. W swoim ojczystym kraju kobieta pracowała ponad siły, nie biorąc żadnych urlopów, a jej dochody wciąż pozostawały drastycznie niskie. Ledwo wiązała koniec z końcem, opłacając czynsz i podstawowe produkty, nie mając szans na zakup własnego lokum czy pomoc najbliższym.

„Mówiłam jej: Jekaterina, teraz jest trudny czas, wojny, niepewność. Może jeszcze to przemyślisz”.

Kobieta pozostała jednak głucha na te obawy. Marzyła o wyjściu z biedy i finansowym wsparciu krewnych po utracie młodszego brata. Pracując w jednej ze stołecznych pralni, prowadziła niezwykle ascetyczny tryb życia i ostatecznie udało jej się zgromadzić blisko 45 tysięcy złotych oszczędności. Na początku swojego pobytu w Polsce wynajmowała tanie kwatery pracownicze, jednak pół roku przed śmiercią zamieszkała pod jednym dachem z ukraińską parą, Siergiejem D. oraz Tatianą.

Ostatni kontakt z Jekateriną. Zniknęła w dniu lotu

W lutym 44-latka postanowiła wziąć miesięczny urlop i odwiedzić ojczyznę. Nabyła dokumenty podróży w obie strony, z wylotem zaplanowanym na 18 lutego i powrotem na 14 marca. W poranek poprzedzający podróż nic nie sugerowało, że dojdzie do dramatu, a kobieta normalnie rozmawiała ze swoimi bliskimi.

„Zadzwoniła około 11 czasu polskiego. Wysłała zdjęcia biletów, mówiła, że zaraz leci” - twierdzi siostra.

Podróżna była w dobrym nastroju i nie mogła doczekać się wizyty w Kazachstanie. Niedługo później kontakt całkowicie się urwał, a bliscy nie mogli do niej zadzwonić. - Rano się budzimy - żadnych wiadomości, żadnych zdjęć. Zaczęłam panikować - opowiada dalej.

Dzień później przerażona rodzina zaczęła rozpowszechniać apele o pomoc w odnalezieniu kobiety, ponieważ jej urządzenia mobilne pozostawały nieaktywne.

Tajemnicze wiadomości po zaginięciu Jekateriny

Dwa dni po dacie planowanego wylotu ojciec zaginionej otrzymał ze smartfona córki niezwykle podejrzaną treść. Nadawca poinformował, że rzekomo anulował rezerwację lotniczą i przeniósł się do zachodnich sąsiadów Polski.

„Cześć, tato! Oddałam bilety i poleciałam do Niemiec”.

Rodzina od razu poczuła, że sprawa ma drugie dno i ktoś próbuje ich zmylić.

„Ona tak nigdy nie pisze (…) ktoś pisał tę wiadomość za nią. Kiedy zaczęłam pisać z groźbami, pytać: „Co zrobiliście z moją siostrą, znajdę was”, telefon nagle się wyłączył” - relacjonowała siostra.

Krewni zauważyli też, że ich komunikaty w popularnym komunikatorze nie docierają do adresatki, chociaż połączenia głosowe wciąż dawały sygnał. Z informacji zebranych przez bliskich wynikało, że rezerwacja lotnicza faktycznie została w międzyczasie wycofana.

W poszukiwania Jekateriny włączyła się ambasada Kazachstanu

Do akcji szybko dołączył resort dyplomacji Kazachstanu, który kanałami ambasady wymienił stosowne pisma ze służbami na terenie naszego kraju. Kazachskie środki masowego przekazu donosiły, że w akcję zaangażowali się również ochotnicy, a same działania poszukiwawcze rozszerzono na terytoria Niemiec i Białorusi.

„Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komisariatu Policji Warszawa Targówek prowadzą poszukiwania 44-letniej Yekateriny Sh., która 18 lutego 2026 roku wyszła z miejsca zamieszkania i nie wróciła. Zaginiona ma około 165 cm wzrostu, szczupłą sylwetkę, długie ciemne blond włosy i szare oczy"

Siergiej D. wskazał miejsce ukrycia ciała

Po pewnym czasie warszawscy policjanci ujęli 34-letniego współlokatora zaginionej. Pod naporem mundurowych obywatel Ukrainy zdradził, gdzie znajduje się ciało Jekateriny. W ręce organów ścigania trafiła też jego partnerka, jednak po przesłuchaniu została wypuszczona na wolność. Kobieta utrzymuje, że nie miała pojęcia o dramacie. Obecnie ma zakaz opuszczania terytorium Polski. Kazachski MSZ złożył krewnym kondolencje, zapewniając wsparcie przy formalnościach związanych z repatriacją zwłok. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, prokurator Karolina Staros, potwierdziła na łamach portalu se.pl, że 34-latek usłyszał zarzut morderstwa.

Pieniądze Jekateriny zniknęły z mieszkania

Z relacji krewnych wynika, że niedługo przed planowanym powrotem do domu kobieta zlikwidowała rachunek bankowy i trzymała wszystkie swoje oszczędności w formie papierowej.

„Zostawiła te pieniądze u nich”

Siostra zmarłej przekazała zagranicznym mediom, że dorobek życia 44-latki do dziś nie został zlokalizowany. Wysłannik rodziny, który skontrolował wynajmowany przez Jekaterinę pokój, odnalazł w nim starannie uszykowane bagaże i przygotowane dokumenty podróżne. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że sprawca wywabił ofiarę z lokalu i siłą zmusił do wejścia do pojazdu.

Walka o sprawiedliwość po śmierci Jekateriny

Znajomi opisują zamordowaną jako osobę szczerą i niezwykle solidną, która stroniła od używek i poświęcała się wyłącznie zarabianiu pieniędzy. Choć nie założyła własnej rodziny, uwielbiała dzieci i żyła w zgodzie z naturą jako wegetarianka. Rodzina koncentruje się obecnie na sprowadzeniu jej szczątków do ojczyzny, by móc zorganizować pochówek.

„Czekamy na dokumenty. Chcemy ją pochować jak najszybciej. Zbliża się 40. dzień od śmierci. Potem będziemy walczyć o sprawiedliwość”

Bliscy zmarłej kategorycznie zaprzeczają rewelacjom aresztowanego, który podczas przesłuchań starał się zrzucić winę na ofiarę, sugerując rzekomy romans i szantaż. Zdaniem krewnych, jedynym motywem tej okrutnej zbrodni była chęć przejęcia jej ciężko zarobionych tysięcy złotych. Redakcja podjęła próbę kontaktu z placówką dyplomatyczną Kazachstanu, jednak nie uzyskano żadnej oficjalnej odpowiedzi, a postępowanie przygotowawcze pozostaje w toku.

Dorian S. stanął przed sądem. Powiedział, że nie chciał zabić 25-letniej Lizy