Mrożący krew w żyłach telefon. Bezdomny w szopie na skraju śmierci. "Za chwilę umrę"

2026-02-08 15:04

Mrożąca krew w żyłach interwencja strażników miejskich w Wawrze. 40-letni mężczyzna w kryzysie bezdomności, będąc na skraju wyczerpania, zadzwonił na numer alarmowy błaganiem o pomoc. "Za chwilę umrę” - wyszeptał do słuchawki. Mundurowi znaleźli go w szopie: był siny na twarzy, a na ścianach osadził się szron. Chwile dzieliły go od śmierci z wychłodzenia.

Za chwilę umrę. Pan Grzegorz był niebieski na twarzy. Na ścianach był szron

i

Autor: Straż Miejska m.st. Warszawy/ Materiały prasowe
  • Dramatyczne wezwanie od bezdomnego mężczyzny, który pilnie potrzebował pomocy.
  • Strażnicy miejscy znaleźli go w wychłodzonej szopie, z oznakami hipotermii, w ostatniej chwili przed tragedią.
  • Spytany, dlaczego nie napalił w kozie, odpowiedział: "Bałem się wyjść na mróz".

Dramatyczny telefon z Wawra. "Za chwilę umrę"

We wtorek (3 lutego), z samego rana, operator numeru alarmowego 986 odebrał telefon, który mógł zaważyć o życiu człowieka. Mężczyzna w kryzysie bezdomności słabnącym głosem przekazał, że jest mu niezwykle zimno, źle się czuje i obawia się najgorszego - "za chwilę umrę”. Wezwanie podjął patrol, który bardzo dobrze zna pana Grzegorza. Jak się okazało, jeszcze kilka godzin wcześniej strażnicy złożyli mu wizytę i próbowali namówić, by opuścił opuszczoną szopę na działce i udał się do noclegowni. Niestety, odmówił.
- Właśnie kończyliśmy nocną zmianę, kiedy na radiu pojawiła się ta informacja - relacjonuje st. insp. Elżbieta Banaszek z Referatu Patrolowo-Interwencyjnego Straży Miejskiej w Warszawie. - Wiedzieliśmy, że trzeba działać natychmiast. Tej samej nocy byliśmy u tego człowieka. Wtedy jeszcze w szopie było nagrzane, ale tłumaczyliśmy mu, że nie może tam zostać. Prosiliśmy: zawieziemy cię, prześpisz noc, ogrzejesz się i wrócisz. Nie chciał - dodaje. Później tłumaczył, że bał się wyjść po opał na mróz.
Anna i jej niepełnosprawny partner zamarzli na śmierć

Szron na ścianach i niebieska twarz

St. insp. Mariusz Dróżdż i jego partnerka, uzbrojeni w torbę ratowniczą i defibrylator, ruszyli na miejsce. 

- Spodziewaliśmy się wszystkiego - kontynuuje st. insp. Banaszek. - Weszliśmy do szopy. Było widać, że jest źle. Szron na ścianach, nawet na daszku jego czapki. Pan Grzegorz siedział skulony, miał lodowate dłonie, był niebieski na twarzy. Spytaliśmy, dlaczego nie napalił w kozie - wyszeptał, że bał się wyjść na mróz.

Strażnicy otulili mężczyznę wszystkim, co mieli pod ręką, i wezwali pogotowie. Dodatkowo zebrali suche gałęzie z okolicy, by rozpalić ogień i ogrzać 40-latka w oczekiwaniu na przyjazd ratowników. - Widać było, jak zmienia się kolor jego skóry… - relacjonuje strażniczka.

Pomoc w ostatniej chwili. Mężczyzna trafił do szpitala

Pan Grzegorz, skrajnie wychłodzony, został błyskawicznie przewieziony do szpitala. Lekarze potwierdzili, że jego życie było zagrożone, a pomoc dotarła w ostatniej chwili. 

W mroźne dni życie osób bezdomnych jest szczególnie zagrożone. Jeśli zauważysz kogoś potrzebującego pomocy, nie czekaj - zadzwoń:

  • 112 - numer alarmowy,
  • 997 - policja,
  • 986 – Straż Miejska,
  • 987 - infolinia wsparcia dla osób bezdomnych (Mazowsze).

W Warszawie działa też sieć ogrzewalni, noclegowni i punktów socjalnych, gdzie osoby bezdomne mogą się ogrzać i zjeść posiłek. Pomoc dostępna jest przez całą zimę, a patrole Straży Miejskiej regularnie kontrolują miejsca, gdzie przebywają osoby w kryzysie bezdomności.

Sonda
Czy masz już dość śniegu i zimy?