- Dramatyczne wezwanie od bezdomnego mężczyzny, który pilnie potrzebował pomocy.
- Strażnicy miejscy znaleźli go w wychłodzonej szopie, z oznakami hipotermii, w ostatniej chwili przed tragedią.
- Spytany, dlaczego nie napalił w kozie, odpowiedział: "Bałem się wyjść na mróz".
Dramatyczny telefon z Wawra. "Za chwilę umrę"
Szron na ścianach i niebieska twarz
St. insp. Mariusz Dróżdż i jego partnerka, uzbrojeni w torbę ratowniczą i defibrylator, ruszyli na miejsce.
- Spodziewaliśmy się wszystkiego - kontynuuje st. insp. Banaszek. - Weszliśmy do szopy. Było widać, że jest źle. Szron na ścianach, nawet na daszku jego czapki. Pan Grzegorz siedział skulony, miał lodowate dłonie, był niebieski na twarzy. Spytaliśmy, dlaczego nie napalił w kozie - wyszeptał, że bał się wyjść na mróz.
Strażnicy otulili mężczyznę wszystkim, co mieli pod ręką, i wezwali pogotowie. Dodatkowo zebrali suche gałęzie z okolicy, by rozpalić ogień i ogrzać 40-latka w oczekiwaniu na przyjazd ratowników. - Widać było, jak zmienia się kolor jego skóry… - relacjonuje strażniczka.
Pomoc w ostatniej chwili. Mężczyzna trafił do szpitala
Pan Grzegorz, skrajnie wychłodzony, został błyskawicznie przewieziony do szpitala. Lekarze potwierdzili, że jego życie było zagrożone, a pomoc dotarła w ostatniej chwili.
W mroźne dni życie osób bezdomnych jest szczególnie zagrożone. Jeśli zauważysz kogoś potrzebującego pomocy, nie czekaj - zadzwoń:
- 112 - numer alarmowy,
- 997 - policja,
- 986 – Straż Miejska,
- 987 - infolinia wsparcia dla osób bezdomnych (Mazowsze).
W Warszawie działa też sieć ogrzewalni, noclegowni i punktów socjalnych, gdzie osoby bezdomne mogą się ogrzać i zjeść posiłek. Pomoc dostępna jest przez całą zimę, a patrole Straży Miejskiej regularnie kontrolują miejsca, gdzie przebywają osoby w kryzysie bezdomności.