"My nie zapomnimy" - Bąkiewicz domagał się odszkodowań wojennych pod niemiecką ambasadą

Przed Ambasadą Niemiec w Warszawie odbyła się pikieta. Blisko stu zwolenników Ruchu Obrony Granic i polityków prawicy apelowało o wypłatę reparacji wojennych dla Polski, trzymając transparenty z nazwami miejsc, w których dochodziło do niemieckich zbrodni. W trakcie wydarzenia zaapelowano także o unikanie kupowania towarów od zachodniego sąsiada.

Protest przed ambasadą Niemiec. Żądali reparacji

Z okazji 87. rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej zorganizowano manifestację przed ambasadą RFN przy ul. Jazdów 12/2 w Warszawie. Wydarzenie zainicjował Ruch Obrony Granic, na którego czele stoi Robert Bąkiewicz. Zgromadzenie miało na celu upamiętnienie ofiar inwazji, ale także poruszenie kwestii, zdaniem organizatorów, nieuregulowanych odszkodowań od Niemiec. Starty poniesione przez Polskę z powodu napaści i lat okupacji oceniane są dziś na ponad 6,2 biliona złotych (czyli około 1,5 biliona dolarów).

Pikieta rozpoczęła się przed bramą ambasady o godzinie 18:00 i przyciągnęła blisko stu uczestników. Tłum przyniósł ze sobą narodowe flagi oraz tablice wypisane w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim. Zawierały one nazwy miejsc pamięci związanych z nazistowskimi zbrodniami dokonanymi między 1939 a 1945 rokiem. Uczestnicy wielokrotnie krzyczeli też: "reparacje".

Oprócz Roberta Bąkiewicza, na miejscu pojawili się również inni prawicowi działacze, w tym m.in. Dariusz Matecki oraz Janusz Kowalski. W proteście uczestniczył także szef Telewizji Republika, Tomasz Sakiewicz.

Apel do władz Niemiec. „My nie zapomnimy”

W swoich wystąpieniach organizatorzy wzywali obecny gabinet do ponownego podjęcia kroków w celu wyegzekwowania od Berlina zadośćuczynienia za wojenne zniszczenia. Część przemówień poświęcona była zrabowanym polskim zabytkom, osobom wywiezionym na roboty do III Rzeszy oraz sytuacji mniejszości polskiej w Niemczech przed wybuchem konfliktu. Padł również pomysł zbojkotowania niemieckich produktów i firm.

- Uważam, że możemy prowadzić skuteczną politykę wobec Niemiec. Takie zderzenie z historyczną rzeczywistością byłoby dla nich dobre. Moglibyśmy np. wysłać kilkuset tysięcy zawiadomień do przypadkowych Niemców po zwrot polskiego mienia z pytaniem, czy takie mienie mają. Z naszych informacji wynika, że w wielu niemieckich domach jeszcze polskie mienie jest

– mówił w rozmowie z reporterem „Super Expressu” Robert Bąkiewicz.

- Są metody, których nikt nigdy nie wykorzystywał. Ja uważam, że Niemców trzeba z nimi po prostu zwyczajnie skonfrontować. Chyba wszyscy powinniśmy być zainteresowani tym, żeby Niemcy wypłacili te odszkodowania, niezależnie od władzy. Żeby dokonała się sprawiedliwość. My nie zapomnimy

– tłumaczył szef Ruchu Obrony Granic dla tabloidu.

Uczestnicy wierzą w odzyskanie pieniędzy od RFN

- Wierzę, że odzyskamy te pieniądze, ale dopiero za jakieś trzydzieści lat. Grecy także się upominają o swoje, ale idzie to powoli. Niemniej jestem dobrej myśli

– komentował pan Andrzej.

- Mimo swojego wieku, liczę, że dożyję tego momentu. Mi reparacje nie są potrzebne, ale potrzebuje je Polska. Nawet jeżeli ja nie będę tego świadkiem, to chociaż moje czworo wnucząt doczeka sprawiedliwości

– dodał pan Ryszard w trakcie zgromadzenia.

Na zakończenie manifestacji, zgromadzeni pod ambasadą odśpiewali „Rotę”.

Organizatorzy zdradzili, że kolejne wydarzenie tego typu odbędzie się 17 września pod Ambasadą Rosji. Tam z kolei będą domagali się odszkodowań od władz na Kremlu.

Raport oszacował straty Polski na ponad 6,2 biliona złotych

Kwestia wypłaty odszkodowań przez Niemcy powróciła do debaty politycznej we wrześniu 2022 roku. Wtedy to na Zamku Królewskim w stolicy pokazano „Raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej 1939–1945”. Dokument został sporządzony przez specjalny zespół, na czele którego stał polityk Arkadiusz Mularczyk.

Z publikacji wynikało, że całkowite koszty polskich strat sięgają kwoty 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych.

Dokument wskazywał także na to, że w wyniku działań zbrojnych zginęło ponad 5,2 miliona mieszkańców Polski, a aż 21 procent ofiar to dzieci poniżej dziesiątego roku życia.

Raport był jednak szeroko krytykowany przez polityków i specjalistów. Zwracano uwagę na problemy związane z metodologią oraz na fakt, że przy tak długim upływie czasu wyliczenie wartości ówczesnych strat w dzisiejszych pieniądzach jest niezwykle trudne. Oponenci wskazywali, że zastosowany sposób waloryzacji mocno wpłynął na finalną sumę.

Zarzucono także, że inicjatywa była powiązana z politykami PiS, a sama prezentacja odbyła się przy udziale kluczowych członków tamtego obozu rządzącego. Dlatego wielu uważało raport za narzędzie do prowadzenia rozgrywek politycznych, zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej, a nie obiektywne opracowanie historyczne i finansowe.

Władze w Berlinie oficjalnie odrzuciły postulaty Polski. Z perspektywy rządu Niemiec, z prawnego punktu widzenia temat reparacji został już rozstrzygnięty i nie ma w planach otwierania nowych rozmów na ten temat.

BRAUN NIE JEST PRAWICOWY? ZASKAKUJĄCE SŁOWA BOSAKA