Niepełnosprawna 3-letnia Emilka zmarła w pustym mieszkaniu. Matka wolała bawić się nad morzem

2026-06-11 11:52

Trzyletnia Emilka, zmagająca się z niepełnosprawnością, zmarła w zamkniętym mieszkaniu, całkowicie pozbawiona opieki. W tym tragicznym czasie jej matka, Klaudia G., spędzała beztrosko czas z partnerem nad polskim morzem. Młoda kobieta otwarcie przyznawała się do rażących zaniedbań względem własnego dziecka. Zamiast obdarzyć dziewczynkę konieczną troską, notorycznie opuszczała dom na długie godziny, bawiąc się w klubach i nie wracając na noce. Schorowana trzylatka przebywała wówczas w czterech ścianach absolutnie sama. Ta seria potwornych zaniechań doprowadziła w końcu do tragicznej śmierci bezbronnego malucha.

Wychowanie potomstwa wymaga ogromnej dojrzałości oraz poświęcenia, jednak nie każdy rodzic jest na to gotowy. Niezbędna troska i miłość to absolutny fundament opieki nad noworodkiem, ale liczne sprawy kryminalne w naszym kraju udowadniają, że niektóre osoby nigdy nie powinny mieć dzieci. Mieszkająca w Siedlcach 26-letnia Klaudia G. wydała na świat Emilkę, która z racji swojej niepełnosprawności potrzebowała całodobowej i wyjątkowej uwagi. Trzyletnia dziewczynka cierpiała na szereg poważnych schorzeń, nie potrafiła samodzielnie chodzić i nie mówiła. Mimo tak trudnej sytuacji, matka zupełnie ignorowała swoje obowiązki. Na początku sierpnia 2024 roku wyszły na jaw wstrząsające zaniedbania, jakich dopuszczała się wobec córeczki. Odkrycie prawdy nastąpiło w najgorszym z możliwych momentów, gdy życie dziecka gasło.

Śmierć 3-letniej Emilki. Zgłoszenie na policję przekazała znajoma Klaudii G.

Funkcjonariusz dyżurny odebrał dramatyczne zgłoszenie od zdenerwowanej kobiety, informującej o nieoddychającym maluchu w jednym z lokali przy ulicy Wyszyńskiego w Siedlcach. – Dziecko nie żyje – oznajmiła wprost dzwoniąca na numer ratunkowy. Co szokujące, służb nie powiadomiła matka zmarłej dziewczynki, lecz jej przerażona znajoma. To ona podjęła decyzję o wezwaniu pomocy po odkryciu makabrycznego widoku. Pod wskazany adres błyskawicznie dotarły patrole policji oraz zespół ratownictwa medycznego. Obecny na miejscu medyk od razu rozpoczął akcję reanimacyjną, jednak starania te nie przyniosły skutku i stwierdzono zgon trzylatki.

Przybyli na miejsce śledczy błyskawicznie odrzucili wersję o nagłym, naturalnym zgonie bez udziału osób trzecich. Widok ciała trzylatki budził poważne wątpliwości co do rzeczywistych powodów tej tragedii. W policyjnych dokumentach wyraźnie zaznaczono, że mała ofiara była drastycznie wychudzona i nosiła ślady skrajnego zaniedbania. Prokuratorzy, którzy włączyli się w dochodzenie, szybko doszli do wniosku, że to właśnie dwudziestosześcioletnia matka odpowiada za ten dramat. Ustalono, że Klaudia G. wielokrotnie porzucała niedołężne dziecko w pustym mieszkaniu, wybywając na całonocne imprezy w towarzystwie znajomych.

Po zatrzymaniu przez organy ścigania, młoda kobieta złożyła zeznania, w których potwierdziła niewłaściwe sprawowanie opieki nad córką. Przyznała wprost, że dziewczynka faktycznie cierpiała z powodu niedożywienia, jednak na tym etapie nie wyjaśniono, dlaczego doprowadziła ją do tak skrajnego stanu. W toku dalszych czynności dochodzeniowych dwudziestosześciolatka z Siedlec zmieniła strategię i całkowicie odmówiła składania kolejnych wyjaśnień, choć formalnie potwierdziła swoją winę.

Ponad sześć miesięcy po tej potwornej tragedii, w marcu 2025 roku, światło dzienne ujrzały oficjalne ekspertyzy sporządzone przez biegłych medycyny sądowej. Specjaliści bez cienia wątpliwości uznali, że bezpośrednim powodem śmierci trzylatki było zignorowane ropne zapalenie płuc.

- Było ono spowodowane wyniszczeniem organizmu poprzez niedobory pokarmowe, brak opieki matki i jej reakcji na rozwijającą się chorobę dziecka

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?

– przekazała w rozmowie z „Super Expressem” Katarzyna Wąsak, kierująca pracami Prokuratury Rejonowej w Siedlcach.

Klaudia G. znęcała się nad niepełnosprawną 3-latką. Emilka umierała z głodu

Śledczy postawili dwudziestosześciolatce zarzuty doprowadzenia do zgonu dziecka oraz znęcania się nad osobą nieporadną ze względu na ciężki stan zdrowia. Sąsiedzi z bloku, w którym mieszkała rodzina, otwarcie domagali się dla niej najsurowszej kary, czyli dożywotniego pozbawienia wolności za zadanie małej ofierze tak potwornych cierpień. Detektywi ustalili, że w czasie, gdy chora i głodna trzylatka umierała w całkowitym osamotnieniu, jej opiekunka wypoczywała z nowym ukochanym nad Bałtykiem. Matka bawiła się w najlepsze z mężczyzną, ignorując swoje dziecko przez kilkadziesiąt godzin.

Funkcjonariusze z siedleckiej prokuratury dowiedli, że oskarżona w sposób umyślny odcinała swoją latorośl od świata zewnętrznego. Nie dostarczała choremu maluchowi wody, odpowiedniego pożywienia, niezbędnych medykamentów ani fachowej pomocy lekarskiej. Emilka borykała się z rozpoznaną padaczką i wymagała regularnej, specjalistycznej rehabilitacji, z której matka całkowicie i celowo zrezygnowała.

− Prokurator uzyskał opinię zespołu biegłych lekarzy, w treści której wskazano, że bezpośrednią przyczyną zgonu Emilii było nieleczone ropne zapalenie płuc, przy czym podłożem do rozwinięcia się zapalenia płuc było skrajne wyniszczenie organizmu dziecka. Stan dziewczynki skutkujący jej zgonem, spowodowany był długotrwałym brakiem właściwej opieki, w tym skrajnie nieprawidłowym sposobem żywienia, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym

− wyjaśniała skrupulatnie Krystyna Gołąbek z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach. Jednocześnie specjaliści kategorycznie odrzucili hipotezę, jakoby do śmierci małej pacjentki doprowadziły jakiekolwiek fizyczne urazy mechaniczne.

Personel medyczny, który miał styczność z ciałem Emilki, przeżył ogromny wstrząs na widok jej stanu fizycznego. Trzylatka nosiła ewidentne ślady skrajnego niedożywienia, bolesnych odleżyn, borykała się z przykurczami mięśniowymi i rozległymi problemami skórnymi. Specjaliści podejrzewają, że niebezpieczna infekcja płuc mogła postępować u niej całymi tygodniami, podczas gdy bezduszna Klaudia G. całkowicie to ignorowała.

- Zagłodzenie to jest proces, stopniowe umieranie, i myślę, że był to okropny ból i cierpienie. Mamy tutaj małe, niepełnosprawne dziecko, które jest poza systemem szkolnym czy przedszkolnym. Jest właściwie zdane tylko na bliskich: sąsiadów, rodzinę i mamę. Mamę, która jest w sytuacji rozwodowej, czyli kryzysowej. Wówczas nigdy nie wiemy, jaki mechanizm uruchomi się w człowieku i do jakich okrucieństw jest zdolny. Rozwód na pewno jest silnym bodźcem stresowym

– analizowała w reportażu „Uwaga! TVN” Izabela Owczaruk, reprezentująca Fundację Wspierania Rodzin „Korale”. Zgodnie z opinią ekspertów, w opisywanej historii ewidentnie zawiodły mechanizmy ostrzegawcze w najbliższym otoczeniu.

- Myślę, że wtedy byłoby to do wychwycenia, ponieważ zagłodzenie dziecka nie odbywa się w trzy godziny czy nawet tydzień, tylko dłużej

– uzupełniła swoją wypowiedź Izabela Owczaruk. Pomimo wielu społecznych kampanii zachęcających do obywatelskiej czujności, w tym konkretnym dramacie znowu nikt w porę nie zareagował.

Wyrok dla Klaudii G. za śmierć córki oburzył opinię publiczną

W połowie kwietnia 2025 roku do siedleckiego wymiaru sprawiedliwości wpłynął oficjalny akt oskarżenia przeciwko dwudziestosześciolatce. Ze względu na przepisy, organy ścigania nie mogły oskarżyć jej o morderstwo, a paragraf dotyczący znęcania się ze szczególnym okrucieństwem przewiduje maksymalnie dziesięć lat za kratami. Mimo że pierwotnie groziło jej o połowę mniej, ostateczny pułap ewentualnego wyroku wywołał wściekłość w społeczeństwie. W internetowych komentarzach ludzie wprost określali taką perspektywę mianem okrutnego żartu za zagłodzenie bezbronnego dziecka. Gniew internautów skupił się także na milczących sąsiadach i rodzinie, którym zarzucano ślepotę na codzienny dramat. Komentujący zastanawiali się głośno, jak można było zignorować fakt, że niemówiący i chory maluch regularnie przebywał w izolacji.

W sprawie pojawia się również wątek biologicznego ojca ofiary, z którym oskarżona wzięła rozwód, by związać się z kimś innym. Po rozpadzie małżeństwa, dwudziestosześciolatka wyprowadziła się z rodzinnego domu do bloku przy ulicy Wyszyńskiego w Siedlcach. W trakcie policyjnych przesłuchań wyrodna matka przekonywała, że posiadający pełnię praw rodzicielskich były mąż ignorował córkę, a jego rola ograniczała się wyłącznie do opłacania alimentów. Mężczyzna przedstawił jednak zupełnie inną wersję wydarzeń, zarzucając byłej żonie notoryczne blokowanie jakichkolwiek kontaktów z trzylatką.

- Dla nas to też jest tragedia. Jesteśmy w totalnym szoku, nie wiedzieliśmy, że Emilka była zaniedbywana. Nie chcę więcej komentować, ale proszę mi uwierzyć, że też jest nam teraz bardzo ciężko

– skomentował zszokowany dziadek zmarłej, a zarazem ojciec Klaudii G., podczas wywiadu dla portalu Wirtualna Polska. Pod koniec września 2024 roku w Siedlcach odbył się specjalny marsz sprzeciwu i pamięci dedykowany małej Emilce, który wsparł sam ojciec dziecka. Zgromadził on tłum mieszkańców poruszonych tą zbrodnią. Z doniesień „Super Expressu” wynika z kolei, że samo pożegnanie zmarłej trzylatki odbyło się w połowie sierpnia 2024 roku na cmentarzu w Kotuniu, w parafii jej taty, niemal w całkowitym sekrecie przed światem. Uczestniczyła w nim wyłącznie garstka krewnych, a dziennikarze przybyli na miejsce znaleźli na grobie jedynie białe wiązanki oraz ukochane pluszaki dziewczynki.

Ogromnych emocji nie kryła także sąsiadka rodziny, pani Barbara, która zamieszkiwała ten sam wielorodzinny budynek. Kobieta w wywiadzie dla „Super Expressu” zapewniała, że lokalna społeczność nie miała pojęcia o gehennie rozgrywającej się za drzwiami, a w razie podejrzeń natychmiast zaalarmowałaby odpowiednie służby. Dodawała, że na wieść o zgonie płakała przez długie godziny. Inni lokatorzy wskazywali, że z mieszkania młodej matki nigdy nie dobiegały żadne dźwięki. Zaskakująco duża część sąsiadów wyznała wręcz, że nie mieli pojęcia o istnieniu jakiegokolwiek malucha pod tym adresem.

- Mieszkała tu od dziecka, miała wielu znajomych, zawsze mówiła dzień dobry. Wszystko było dobrze, widywaliśmy ją z dziewczynką na spacerach. To po wyjeździe do miasta musiało stać się coś niedobrego

– stwierdził z przekonaniem Wiesław Kosyl w rozmowie z redakcją Wirtualnej Polski. Słowa samorządowca ze Starego Opola, rodzinnej miejscowości oskarżonej, zdają się uwiarygadniać zeznania bliskich Klaudii G., którzy konsekwentnie zaprzeczają, jakoby wiedzieli o dramatycznych losach małej wnuczki.

Wizyta opieki społecznej i wyrok sądu. Dziewczynka zmarła w męczarniach

Sprawa ma jeszcze jedno dno, ponieważ dom Klaudii G. znalazł się wcześniej pod lupą Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej po sygnale o możliwym krzywdzeniu dziecka. Urzędnicy pojawili się na miejscu zaledwie raz, zastając babcię oraz matkę w trakcie karmienia dwuletniej wówczas pociechy, po czym uznali sytuację za bezproblemową. Redakcja „Faktu” dotarła do informacji, z których wynika, że to ojciec zawiadomił opiekę, pragnąc przejąć kuratelę nad córką. Według niego wyrodna matka doskonale wiedziała o planowanej kontroli urzędników, więc zdążyła się przygotować i odegrać rolę idealnej rodzicielki. Gdy ustaliła, kto nasłał na nią kontrolę, odcięła byłemu mężowi dostęp do dziecka, zmieniła numer telefonu i kłamała o przeprowadzce do stolicy. Jednocześnie w mediach społecznościowych chwaliła się fotografiami z kolejnych imprez, na których bawiła się, porzucając chore maleństwo.

- Kiedy tata odbierał jej zwłoki, to jej nie poznał. Nie poznał własnej córki, była tak wyniszczona i zagłodzona

– relacjonowała na łamach „Faktu” jedna ze znajomych rodziny. Nikt nie wyklucza, że urzędnicy z pomocy społecznej należycie wypełnili swoje procedury, a do drastycznego zaniedbania malucha doszło długo po ich wizycie. Z drugiej strony, podobne tragedie często uwidaczniają fatalne dziury w procedurach instytucji pomocowych.

Postępowanie sądowe przed Sądem Rejonowym w Siedlcach zakończyło się zasądzeniem dla bezdusznej kobiety kary dziewięciu lat pozbawienia wolności. Prawnik reprezentujący oskarżoną natychmiast złożył apelację, argumentując, że wymierzona sankcja jest zbyt drakońska w stosunku do popełnionych czynów. Linia obrony opierała się między innymi na tezie o niskim ilorazie inteligencji matki oraz jej rzekomych trudnościach w racjonalnym osądzaniu sytuacji, co miało skutkować redukcją kary do zaledwie trzech lat więzienia. Rozpatrujący sprawę w drugiej instancji Sąd Okręgowy w Siedlcach nie dał się przekonać i prawomocnie zatwierdził początkowy wyrok dziewięciu lat za kratami, uznając winę kobiety za bezdyskusyjną.

- W pewnym momencie dziecko stało się po prostu balastem dla oskarżonej w realizacji jej planów

– uzasadniała twardo sędzia Agnieszka Karłowicz, której wypowiedź zacytowała Polska Agencja Prasowa.

- Należy mieć na uwadze, że doszło do śmierci dziecka poprzez długofalowe zaniedbanie i postawienie siebie na pierwszym miejscu, a dziecka w dalszej kolejności

– kontynuowała przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości.

Według przewodniczącej składu orzekającego, nałożona kara jest niezwykle restrykcyjna, jednak w pełni adekwatna do rangi przestępstwa i wyrządzonych szkód społecznych. Zarzuty dla Klaudii G. obejmowały nieumyślne spowodowanie zgonu oraz znęcanie się nad niemogącą się obronić trzylatką ze szczególnym okrucieństwem, za co prokuratorzy domagali się maksymalnego pułapu dziesięciu lat więzienia. Wymiar sprawiedliwości zdecydował się na nieznaczne złagodzenie wyroku wyłącznie ze względu na czystą kartę kryminalną oskarżonej oraz jej młody wiek.

Pokój Zbrodni - Łukasz Litewka