- Pięcioro obywateli Kolumbii miało paść ofiarą wyzysku i przymusowej pracy w radomskim zakładzie mięsnym.
- Z ustaleń śledczych wynika, że cudzoziemcom zabierano paszporty oraz pieniądze, a także stosowano wobec nich groźby i ograniczano wyjścia z hostelu.
- Przed sądem odpowiadają cztery osoby, którym grozi kara od 3 do 20 lat pozbawienia wolności, jednak żadna z nich nie przyznaje się do winy.
Obywatele Kolumbii przyjechali do pracy w Radomiu. Na miejscu czekał ich dramat
Cały proceder rozpoczął się od propozycji zatrudnienia, którą obywatelom Kolumbii złożyła kobieta pracująca w agencji pośrednictwa pracy. Rekruterka z Radomia płynnie posługiwała się językiem hiszpańskim i za pośrednictwem forów internetowych wyszukiwała chętnych, którym gwarantowała odpowiednie warunki pracy i mieszkania. Z relacji obcokrajowców wynika jednak, że po dotarciu do Polski zastali zupełnie inną rzeczywistość.
Zatrudnionym cudzoziemcom w trakcie całego dnia pracy pozwalano na jedynie 15 minut przerwy, a ich miesięczne wynagrodzenie wynosiło średnio około 1,5 tys. zł. Osoby nadzorujące kontrolowały również każde wyjście pracowników z hostelu, który był ich miejscem zakwaterowania, co stanowiło dopiero początek ich problemów.
Praca przymusowa w Radomiu. Odebrane paszporty, zastraszanie i ignorowanie chorób
Śledczy dokonali w tej sprawie bardzo niepokojących ustaleń. Przez kilka miesięcy pięcioro obywateli Kolumbii było pozbawionych dostępu do własnych paszportów oraz doświadczało gróźb i agresji słownej, natomiast do wykonywania obowiązków przymuszano ich bez względu na dolegliwości zdrowotne.
Kiedy osoba nadzorująca rzuciła pełną mięsa skrzynkę na stopę jednego z cudzoziemców, mężczyzna doznał poważnego urazu nogi. W zakładzie musiała stawiać się także kobieta zmagająca się z problemami zdrowotnymi wynikającymi z ciąży, której również nie zwolniono z obowiązków.
Kolumbijczycy uciekli przed kartelami narkotykowymi. W Polsce znaleźli się w pułapce
Cudzoziemcy wyjaśnili prokuratorom, że motywem wyjazdu z ojczyzny była obawa o własne bezpieczeństwo w kraju, w którym operują kartele narkotykowe. Ich trasa do Polski wiodła przez Hiszpanię, a po dotarciu na miejsce posiadali wprawdzie zezwolenia na pracę, lecz brakowało im dokumentów legalizujących sam pobyt.
Zdaniem prokuratury obcokrajowcy znaleźli się w wyjątkowo ciężkim położeniu, ponieważ przebywali w obcym kraju i nie znali polskiego języka. Sprawiało to, że mieli trudności w komunikacji z nadzorcami, a ich bezradność została celowo wykorzystana przez sprawców.
Proces o handel ludźmi w Radomiu. Cztery osoby nie przyznają się do winy
Na ławie oskarżonych zasiadła odpowiedzialna za werbowanie cudzoziemców pracownica agencji pośrednictwa pracy, a także trzech obywateli Ukrainy, którzy w zakładzie mięsnym koordynowali i nadzorowali działania Kolumbijczyków.
W trakcie rozprawy, która odbyła się we wtorek 3 listopada, w sądzie odczytano akt oskarżenia, ale żaden z czterech podsądnych nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.
„Oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i odmówili złożenia wyjaśnień” – powiedziała Renata Król, wiceprezes i rzeczniczka Sądu Okręgowego w Radomiu.
Osoby zasiadające na ławie oskarżonych od samego początku prezentują odmienną wersję zdarzeń i zaprzeczają stosowaniu jakiejkolwiek przemocy. Przekonują, że pracownicy z Kolumbii doskonale znali warunki zatrudnienia i przystali na nie całkowicie dobrowolnie.
Wykorzystywanie pracowników z Kolumbii. Oskarżonym grozi do 20 lat więzienia
Polskie służby wpadły na trop wyzysku obcokrajowców w lutym 2023 roku, kiedy to funkcjonariusze Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej wylegitymowali Kolumbijczyków w Radomiu.
Prokuratura skierowała akt oskarżenia do sądu w październiku 2024 roku. Sam proces wystartował w maju 2025 roku, jednak ze względów proceduralnych został przerwany i konieczne było rozpoczęcie przewodu sądowego od początku.
W Polsce nie ma już żadnego z pokrzywdzonych cudzoziemców, gdyż cztery osoby powróciły do Kolumbii, a jedna udała się do Hiszpanii. Sąd wyznaczył terminy kolejnych rozpraw na listopad oraz grudzień, a oskarżonym za popełnione czyny grozi kara od 3 do 20 lat więzienia.