Spis treści
Działkowicze z Siekierek nie chcą oddać terenów nad Wisłą
Ukryte wśród drzew na mokotowskich Siekierkach Rekreacyjne Ogródki Działkowe na Międzywalu Wisły stanowią oazę spokoju w sercu dwumilionowej aglomeracji. Na tym urokliwym terenie znajduje się łącznie 117 działek, z czego około 90 proc. pozostaje w stałym użyciu. Idylliczny krajobraz w odległości zaledwie stu metrów od rzeki może jednak wkrótce przejść do historii z powodu zakusów miejskich jednostek.
„Chcą nas wyrzucić, chociaż tak naprawdę nie mają żadnego planu działania. Mówią: »was tu nie powinno być!«" – mówi emocjonalnie Adam Zaperty, wiceprezes zarządu ogrodów.
To właśnie bliskość rzeki, stanowiąca największy atut tego miejsca, jest głównym powodem konfliktów. Są to tereny zalewowe, bezpośrednio zagrożone w razie wystąpienia powodzi. Działkowicze doskonale zdają sobie sprawę z tego ryzyka. „Podczas dwóch najsłynniejszych powodzi, w 1997 i 2010 roku było tu z 2 metry wody. Woda zajęła ogródki działkowe, sięgała o tu" – tłumaczy obrazowo Henryk Kulasek, który posiada tu swój azyl od 1980 roku.Jednocześnie użytkownicy podkreślają, że od dłuższego czasu panuje tu spokój. „Przez 16 lat nic się nie działo, woda dochodziła do szlabanu i nie szła dalej" – argumentują rozmówcy. Zaznaczają też, że większość obiektów to przyczepy, które w sytuacji kryzysowej można bardzo szybko ewakuować.
„My się zgadzamy, żeby woda nas zalała" – podkreśla dramatycznie Adam Zaperty, dodając, że powołany przez niego komitet wystosował petycję do prezydenta Warszawy. Została ona odesłana do Zarządu Zieleni, który odpowiedział, że prawnie działkowców nie powinno tam być, a miasto po prostu dba o mienie ich oraz pozostałych Warszawiaków.
Użytkownicy przypominają jednak, że ich tereny zostały oficjalnie przydzielone w okresie PRL-u przez mokotowskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej. Ponadto dzierżawcy regularnie opłacają podatki i własnymi siłami remontują nieużywane przestrzenie, szykując je dla rodzin z dziećmi. „Dopóki miasto sprawowało nadzór było dobrze, problemy zaczęły się odkąd władzę nad tym terenem przejął Zarząd Zieleni" – kwituje wiceprezes. Zauważa również niepokojący trend przejmowania nadrzecznych terenów przez urzędników. Przypomina, że dawniej istniało tu ponad 700 parceli ciągnących się aż do Mostu Siekierkowskiego, które usuwano podczas jego budowy.
Według 79-latka włodarze planują stworzyć tu park za fundusze z Unii Europejskiej. Jako przestrogę podaje sąsiednie Łąki Kwietne. „Posadzili nasiona za półtora miliona i nic się tam nie dzieje, wszystko zarosło inwazyjną roślinnością" – relacjonuje działkowicz, mając na myśli nawłoć kanadyjską, na której wykarczowanie rzekomo brakuje obecnie pieniędzy.
Zarząd Zieleni tłumaczy konieczny powrót do stanu pierwotnego
Obawy użytkowników ogródków zyskują potwierdzenie w instytucjach miejskich, do których zwracamy się z pytaniem o tę sprawę. Nadrzeczne obszary mają zostać przywrócone do stanu naturalnego.
„Obszar rodzinnych ogródków działkowych znajduje się w strefie szczególnego zagrożenia powodziowego. Z tego powodu nie ma możliwości prawnego ani faktycznego usankcjonowania funkcjonowania ogrodów działkowych w tej lokalizacji. Obecny sposób zagospodarowania działek, zwłaszcza ustawione niezgodnie z prawem obiekty kubaturowe, mogą utrudniać swobodny przepływ wody podczas wezbrań i zwiększać ryzyko piętrzenia się wód. Tego typu zabudowa nie powinna znajdować się na terenach okresowo zalewowych. Stwarza to zbyt duże zagrożenie dla mienia i przebywających tam użytkowników oraz stanowi zagrożenie dla pozostałych mieszkanek i mieszkańców Warszawy" – przekazała rzecznik prasowy Zarządu Zieleni, Karolina Kwiecień-Łukaszewska.
Pytana o definicję powrotu do korzeni tego miejsca, wyjaśnia: „Oznacza to odtworzenie funkcji terenów zalewowych, które w czasie wysokich stanów wód mogłyby bez przeszkód przejmować nadmiar wody. Obecnie jesteśmy na etapie stopniowego pozyskiwania działek od osób, które bezumownie zajmują ten teren".
Zaskakująco odmienne tony płyną jednak prosto z Ratusza. Wydział Prasowy Urzędu Miasta Warszawy deklaruje, że nie zamierza ingerować w losy ROD na Międzywalu Wisły. „Teren ten leży w obszarze szczególnego zagrożenia powodzią i decydujący głos w jego zagospodarowaniu ma Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Co do zasady jednak, Miasto Stołeczne Warszawa w swoich dokumentach planistycznych dąży do pozostawienia obszarów ROD w ich dotychczasowych lokalizacjach, jako cennych przyrodniczo terenów o ważnych funkcjach społecznych, o ile nie pozostaje to w sprzeczności z przepisami" – podkreślono w nadesłanej odpowiedzi.
Wody Polskie dają nadzieję działkowiczom z Siekierek
Światełkiem w tunelu dla pasjonatów z Mokotowa jest stanowisko wspomnianego Państwowego Gospodarstwa Wodnego. Jak się okazuje, instytucja ta nie podziela zdania stołecznego Zarządu Zieleni.
„Zarząd Zieleni zarzuca nam to, że prawo nie pozwala, aby te działki istniały na terenie zalewowym. Chodzi o prawo z 2017 roku. Tymczasem dostaliśmy pismo od Wód Polskich, w którym jest wyjaśnione, że nie ma przepisu, aby działki nie istniały na terenie zalewowym. Chodzi jedynie o to, aby nie powstały nowe zabudowy na terenie zalewowym, a nasza istnieją od wielu lat" – tłumaczy Adam Zaperty.
To właśnie oficjalna wykładnia Wód Polskich pozwala dzierżawcom zachować wiarę w uratowanie ich wieloletniego dorobku. Alternatywny scenariusz dla tego miejsca rysuje się w bardzo ciemnych barwach. „Jak nas stąd wyrzucą to będzie jedno wielkie śmietnisko, tu obok, nad rzeką odbywają się imprezy młodzieżowe ciągle, jest wielki bałagan, a my po nich sprzątamy. Jak nas zabraknie, nikt tego nie zrobi" – ostrzega Henryk Kulasek. Tę pesymistyczną wizję podziela również wiceprezes zarządu, kwitując sprawę bez ogródek: „Jeśli nas usuną i zrobią park, to cały teren opanuje nawłoć kanadyjska, tak jak już teraz resztę okolicy. Nikt się tym nie będzie interesował".
Pomimo konfliktu z urzędnikami i rosnącego widma wysokiej fali, warszawscy ogrodnicy nadal chwalą się świeżo zebranymi warzywami i owocami. Nie tracą nadziei, że mimo administracyjnych zawirowań, będą mogli cieszyć się darami natury na swoich nadwiślańskich działkach jeszcze przez długi czas.