OSP Białołęka czeka na siedzibę z prawdziwego zdarzenia
Na początku stycznia przedstawiciele OSP Warszawa Białołęka pochwalili się wysoką aktywnością w minionym roku. Jak poinformowali, jednostka zajęła drugą pozycję na ponad 900 w zestawieniu Ochotniczych Straży Pożarnych poza Krajowym Systemem Ratowniczo-Gaśniczym w woj. mazowieckim. OSP miała na koncie ok. 100 wyjazdów, wyprzedzając w swej kategorii m.in. OSP Słomczyn czy OSP Gassy. Niestety, mimo dużego zaangażowania, działania podejmowane przez strażaków są dodatkowo utrudnione brakiem własnej, prawdziwej siedziby. O warunkach socjalnych i walce o nową remizę reporter Radia ESKA rozmawiał z prezesem OSP Białołęka, Adrianem Klejcem. Dziennikarz pytał m.in. o skutki, jakie wywołuje pozostawienie wozów straży na zewnątrz podczas mrozów.
- To jest dosyć ciężka sytuacja, bo samochody nie są gotowe do natychmiastowego wyjazdu. W warunkach, kiedy na zewnątrz jest temperatura minusowa, nie ma na nich wody. Dodatkowo utrudnione są jakiekolwiek prace remontowe przy tych samochodach, czy też czyszczenie ich albo węży, które wracają mokre. Możemy je wysuszyć jedynie w pomieszczeniu, w którym się przebieramy - przekazał prezes Klejc, wyjaśniając przy tym, że w przypadku interwencji załoga musi znaleźć najbliższy hydrant i zalać zbiornik w pojeździe.
Jakim sprzętem dysponuje dziś OSP Białołęka? - Samochody, które widzimy, jest to Jelcz z lat 70. Jest to najstarszy ciężki samochód na terenie Warszawy. Nadal w podziale, nadal wyjazdowy. Do tego Ford Transit, który uzyskaliśmy od zaprzyjaźnionej jednostki OSP, oraz Renault z 2005 r., które udało się pozyskać z komendy miejskiej z Warszawy. Jest to nasz pierwszy wyjazdowy samochód. Na nim mamy najwięcej specjalistycznego sprzętu - wyliczył.
- Warunki są, jakie są. Jeszcze nam nie kapie na głowę. Nie mamy wyznaczonej niestety strefy brudnej od czystej, co przeczy jakiejkolwiek profilaktyce nowotworowej. Nie mamy ciepłej wody, nie mamy możliwości wzięcia prysznica po jakiejkolwiek akcji, a węże suszymy w sali, w której się przebieramy. [...] Jeśli chodzi o perspektywy, w grudniu 2024 r. sprzyjający nam radni Warszawy przegłosowali przeznaczenie 700 tys. zł w Wieloletnim Planie Finansowym dla dzielnicy Białołęka na budowę strażnicy dla nas. W zeszłym roku dzielnica poszukiwała odpowiedniej działki - opowiedział Klejc.
Pytany o plany związane z dołączeniem jednostki w 2028 r. do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, prezes odpowiedział: - Mamy odpowiednią ilość ludzi, mamy odpowiedni sprzęt. Brakuje jednej, a zarazem najcięższej chyba rzeczy z perspektywy czasu - kiedyś sprzęt wydawał się tym najcięższym, ale brakuje nam dachu nad głową, dachu nad samochodami i pomieszczeń, w których temperatura pozwoliłaby trzymać wodę w samochodach.
Urzędnicy z Białołęki zapowiadają wyczekiwaną inwestycję
Jak dowiedział się reporter Radia ESKA, strażacy z OSP Białołęka wkrótce rzeczywiście zyskają prawdziwą siedzibę. O szczegółach inwestycji dziennikarz rozmawiał z rzeczniczką dzielnicy Białołęka Katarzyną Wiejowską. - Mamy zabezpieczoną działkę na budowę OSP. Jest to działka przy ul. Przykoszarowej. Aktualnie jesteśmy na etapie planowania studium wykonalności dla tej działki, czyli w jaki sposób najlepiej pomieścić ten budynek na danym terenie - przekazała.
Dodała przy tym, że poza budową samej siedziby dla OSP urzędnicy chcą też zabezpieczyć przestrzeń na magazyny, na miejsce schronienia oraz na miejsce dla mieszkańców i hufców harcerskich. - Dzielnica nie ma swojego budynku Ochotniczej Straży Pożarnej z prawdziwego zdarzenia, zatem to będzie bardzo ważny punkt, który realnie przyczyni się do bezpieczeństwa mieszkańców - zaznaczyła.
Współpraca: Piotr Durys / Radio ESKA