Paraliż Poczty Polskiej pod Warszawą. Awizo zamiast przesyłki, kolejki jak za PRL-u

2026-03-11 18:54

Gigantyczne kolejki, braki kadrowe oraz przesyłki, które nigdy nie trafiają bezpośrednio do rąk adresatów. Dziennikarze „Super Expressu” zweryfikowali funkcjonowanie państwowego operatora w okolicach stolicy. Klienci placówek nie kryją ogromnego oburzenia i wprost porównują obecną sytuację do absurdów rodem z czasów PRL-u.

Skargi na Pocztę Polską pod Warszawą

W środę (11 marca) reporterzy "Super Expressu" sprawdzili funkcjonowanie kilku podwarszawskich oddziałów państwowego operatora. Dziennikarze pojawili się w Grodzisku Mazowieckim przy ulicy Elizy Orzeszkowej, w Milanówku przy ulicy Piłsudskiego oraz w Sulejówku przy ulicy 3 Maja. W każdej z tych lokalizacji rozmówcy powtarzali identyczne zarzuty dotyczące potężnych zatorów przy okienkach, niedoborów personelu oraz nagminnego wypisywania awiz zamiast fizycznego doręczania korespondencji.

Jeden z pracowników placówki zlokalizowanej w Grodzisku Mazowieckim otwarcie wytłumaczył reporterom przyczyny tych uciążliwych dla klientów problemów.

− Prawie zawsze są tu kolejki. Związane jest to z małą obsadą i dużym regionem, który obsługujemy.

Miejscowi klienci zwracają jednak uwagę na znacznie dotkliwsze skutki tej sytuacji. Podkreślają, że zaniedbania poczty kosztują ich nie tylko mnóstwo cennego czasu, ale także powodują niepotrzebny stres i komplikacje finansowe. Pan Grzegorz, mieszkaniec Milanówka, podzielił się swoimi osobistymi doświadczeniami.

− Jest środa, miałem mieć wczoraj pieniądze, nie mam pieniędzy, nie mam awiza, nie mam niczego. Nie ma nic. Ale jest taka kolejka, że nie chce mi się tutaj nawet stać.

Sytuacja w Sulejówku wygląda równie niepokojąco, ponieważ wielu lokalnych interesantów zgłasza całkowity brak prób doręczenia korespondencji przez doręczycieli. Z relacji wynika, że pracownicy poczty ograniczają się do wrzucania druczków do skrzynek lub w ogóle pomijają ten krok. Pan Sławomir, jeden z tamtejszych mieszkańców, nie ukrywał w rozmowie z „Super Expressem” swojego ogromnego rozgoryczenia.

− No tutaj jest specyficzny klimat. To taki stary PRL. Ciągle kolejki, niekoniecznie się spieszą do pracy. Jeszcze ci listonosze, którzy nie dowożą paczek, nie zostawiają listów, nawet tego nie próbują robić. Zostawiają od razu awizo. Niedawno miałem taką przygodę, że przychodzę tutaj na pocztę, wchodzę, no nie ma nikogo, siedzą dwie pani ekspedientki i w jednym jest wystawiona komunikat okienko nieczynne, zapraszamy do okienka obok i w drugim to samo.

Zamiast kuriera awizo. Absurdy Poczty Polskiej

Trudności nie omijają również osób oczekujących na towary zamówione bezpośrednio do miejsca zamieszkania. Odbiorcy skarżą się, że zamiast oczekiwanej wizyty kuriera z przesyłką, otrzymują jedynie wezwanie do osobistego odbioru gabarytów w placówce. Pan Paweł z Grodziska Mazowieckiego bardzo ostro ocenił funkcjonowanie całego systemu doręczeń.

− To jest mordownia, a nie poczta. Działa to tak samo, jak działało i 30 lat temu. Zamówiłem paczuszkę z dostawą do domu, a tu dostaję, że ja muszę tutaj przyjechać. A dlaczego? Przecież jeżeli się nie wywiązują z obowiązku dostarczenia, to niech nie dają takich usług.

Znikające listy i paczki w Żabiej Woli

Z jeszcze bardziej kuriozalnymi przypadkami zmagają się osoby zamieszkujące teren Żabiej Woli. Z ich relacji wynika, że nadane do nich pakunki potrafią zapodziać się w systemie na kilkadziesiąt dni. Pani Ewa opisała redakcji swoje wyjątkowo frustrujące zmagania z poszukiwaniem zaginionej własności.

− Od tygodnia poszukuję swojej przesyłki. Jeżdżę od poczty do poczty, nikt jej nie ma. I wcześniej też był problem, bo mąż poszukiwał listu, bo nie dotarł, i go też szukaliśmy przez kilka tygodni. Także jest problem. Jak przyjechałam i pytałam w placówce, to słyszałam jedynie, że nie mają listonoszy. Są też takie sytuacje, że listonosz podjeżdża, trąbi, i zanim człowiek się domyśli, że to on, to od razu odjeżdża

Mieszkańcy Sulejówka tygodniami czekają na pocztę

Rozmówcy z Sulejówka również potwierdzają, że czas oczekiwania na kluczową korespondencję przeciąga się w nieskończoność. Pan Krzysztof, który wymieniał poglądy z reporterami tuż przed wejściem do miejscowego urzędu pocztowego, przedstawił swój konkretny przypadek.

− Po co paczki te paczki przyjmują, no po co? Jak nie potrafią ich dowieźć na czas? Bareja by tego nie wymyślił, to jest dramat. Kartę mi wysłali dwa tygodnie temu i jeszcze jej nie dostałem. Nie dostałem nawet awizo.

Po wysłuchaniu skarg w lokalnych oddziałach, reporterzy pojechali do warszawskiej centrali Poczty Polskiej znajdującej się na Mokotowie przy ulicy Rodziny Hiszpańskich. Próba uzyskania stanowiska biura prasowego na miejscu zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ ochrona poinformowała o braku możliwości rozmowy bez uprzednio umówionego terminu. Oficjalne pytania zostały ostatecznie przesłane drogą elektroniczną, jednak państwowa spółka do tej pory nie zajęła stanowiska w tej sprawie.

Poczta Polska zamyka oddział w zabytkowym gmachu. To "optymalizacja kosztów"
Sonda
Czy Poczta Polska powinna zwolnić cześć pracowników, którzy nie są potrzebni?