Pojechał nastawić bark, zmarł po kilku dniach. Rodzina oskarża szpital o rażące zaniedbania

2026-02-24 13:42

Maciej pojechał do szpitala na prosty zabieg nastawienia barku. Miał wrócić do domu w ciągu kilku godzin, a zamiast tego po kilku dniach rodzina organizowała jego pogrzeb. Mężczyzna nie odzyskał przytomności po znieczuleniu ogólnym. Bliscy oskarżają Mazowiecki Szpital Specjalistyczny w Radomiu o rażące zaniedbania, brak odpowiedniej opieki medycznej i nieprzestrzeganie procedur. Śledczy mają teraz ustalić wszystkie okoliczności tragedii, zabezpieczyć dokumentację medyczną i przesłuchać świadków.

Mazowiecki Szpital Specjalistyczny w Radomiu

i

Autor: Wojciech Wójcikowski

Tragiczny zabieg nastawienia barku

Maciej w połowie stycznia tego roku zwichnął bark. Był sam w mieszkaniu, więc siostra wezwała karetkę. Mężczyzna trafił na SOR.

Nie możemy się z tym pogodzić. Maciej nie żyje, musiałyśmy z mamą organizować mu pogrzeb. Nie możemy się też pogodzić z tym, że nikt nam nie wyjaśnił, co się stało i kto ponosi odpowiedzialność za jego śmierć. Szpital nas po prostu zbył − mówi Magda, siostra Macieja w rozmowie z Wyborczą, która opisała całą historię.

Rodzina oskarża szpital o zaniedbania

Z relacji Wyborczej wynika, że znieczulenie ogólne przeprowadził lekarz SOR-u bez udziału anestezjologa. Sam „uśpił” pacjenta i nie podpiął go do monitorów czynności życiowych. Po około 20 minutach ktoś z personelu zauważył, że Maciej nie oddycha. Rozpoczęto reanimację, wykonano tracheotomię − udało się przywrócić oddech, ale mężczyzna nie odzyskał przytomności.

(Śledztwo – red.) dotyczy nieprawidłowości, które miały miejsce w szpitalnym oddziale ratunkowym, w wyniku których pacjent zmarł. Chodzi o niezapewnienie właściwej opieki medycznej, podanie niewłaściwych leków − powiedział Esce Cezary Ołtarzewski, prokurator rejonowy.

Prokuratura bada sprawę

Autorzy zawiadomienia do prokuratury opisali zachowanie lekarza, który przeprowadzał zabieg. Na uwagę, że błędem było niepodpięcie monitorów, miał ich straszyć, że jak ta sprawa „wyjdzie”, to on się postara, żeby stracili pracę − cytuje pismo złożone przez pracowników szpitala Cezary Ołtarzewski w rozmowie z Wyborczą.

Po przewiezieniu na oddział intensywnej terapii siostra odnalazła brata. Badania wykazały obrzęk mózgu i uszkodzenia spowodowane niedotlenieniem. Stan Macieja nie rokujący poprawy sprawił, że trafił do hospicjum, gdzie zmarł dwa dni później.

Nie wyobrażam sobie, żeby osoby, które zawiniły i doprowadziły do śmierci brata, nie odpowiedziały za to, a mam wrażenie, że szpital niewiele robi, żeby sprawę wyjaśnić. Nie wyobrażam sobie, żeby lekarz, który popełnił błąd, w wyniku którego nie żyje człowiek, mógł nadal wykonywać swój zawód − dodaje siostra, cytowana przez Wyborczą.

Szpital odmawia wyjaśnień

Szpital w odpowiedzi ograniczył się do lakonicznego komunikatu: − Trwa postępowanie wyjaśniające.

Źródło: Gazeta Wyborcza, Eska

Izabela zmarła w szpitalu, lekarze nieprawomocnie skazani
Sonda
Czy czujesz się bezpiecznie w polskich szpitalach?