W piątkowy wieczór (25 września) pod siedzibą Lasów Miejskich w Warszawie zorganizowano manifestację przeciwko odstrzałowi dzików w stolicy. Manifestanci zjawili się na miejscu około 20.00. Przedstawiciele miejskiej jednostki przekazali, że protestujący zastawili wyjazd z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt, a część przypięła się łańcuchami do pojazdów służbowych.
Zaledwie 90 minut później dyżurni otrzymali pilną informację od policjantów. Okazało się, że na bielańskiej ulicy Pułkowej samochód potrącił łosia. Zwierzę żyło, ale wymagało ratunku.
Służby miejskie tłumaczą, że ich pracownicy nie mogli bezzwłocznie ruszyć z pomocą. Dopiero po policyjnych negocjacjach odpięto łańcuchy, by udrożnić drogę. Specjaliści przybyli na Pułkową dopiero około 23.10. Niestety, łoś zmarł przed ich dotarciem na miejsce.
Spór po śmierci łosia na warszawskich Bielanach
Przedstawiciele Lasów Miejskich opublikowali oficjalny komunikat, w którym zaznaczyli, że spóźnienie uniemożliwiło im uratowanie rannego zwierzęcia. Warszawski Ruch Antyłowiecki odpiera te zarzuty. Według aktywistów zablokowano wyłącznie jeden pojazd i zrobiła to tylko jedna osoba. Bronią się również argumentem, że wyjazd nie był w pełni zamknięty, a inne auta mogły swobodnie opuścić teren ośrodka.
Protestujący podkreślili dodatkowo, że żadna ze stron – ani mundurowi, ani leśnicy – nie przekazali informacji o konieczności wyruszenia na pilną akcję ratunkową. Dodali też, że sami byli gotowi zapewnić transport, gdyby ktoś ich o to poprosił.
Sytuacja szybko przeniosła się do sieci. Zarówno Lasy Miejskie, jak i Warszawski Ruch Antyłowiecki opublikowały szczegółowe stanowiska w tej sprawie. Urzędnicy wciąż obwiniają protestujących o śmiertelne w skutkach opóźnienie. Z kolei aktywiści zapewniają, że nie wiedzieli o tragicznym zdarzeniu na drodze. Nie wiadomo, czy wcześniejsze podjęcie interwencji pomogłoby ocalić życie łosia, ale faktem pozostaje to, że na Pułkową dojechano zbyt późno. Dziennikarze zgłosili się z pytaniami w tej sprawie na policję.
Interweniowaliśmy w godzinach wieczornych. Interwencja zakończyła się skierowaniem do sądu wniosku o ukaranie kobiety i mężczyzny za popełnione wykroczenia. Polegały one na niestosowaniu się do poleceń funkcjonariuszy. Kobieta dodatkowo uniemożliwiała wyjazd pojazdu, wbiegając przed niego. To wykroczenie drogowe również zostanie wzięte pod uwagę. Pozostałe osoby nie utożsamiały się z głoszonymi ideami ani z zachowaniem pary i twierdziły, że są przypadkowymi gapiami - przekazała nam podinsp. Joanna Węgrzyniak z policji.