- Trzykrotnie doszło do zapalenia się powerbanków na trasach do i z Warszawy.
- Baterie litowo-jonowe mogą się przegrzewać, co zwiększa ryzyko pożaru w trakcie lotu.
- Warto przed podróżą sprawdzić obowiązujące zasady przewozu sprzętu.
Polecany artykuł:
Dlaczego powerbanki w samolotach lecących do Warszawy wywołują pożary
Podróż samolotem to dziś codzienność, a powerbanki są dla wielu pasażerów podstawowym wyposażeniem. Te niewielkie urządzenia pomagają naładować telefon, ale w pewnych warunkach mogą być niebezpieczne w trakcie lotu. W ostatnich miesiącach coraz częściej pojawiają się informacje o ich samoczynnym zapłonie, dlatego lotniska i linie lotnicze zaostrzają zasady przewozu.
Dziennikarze „Gazety Wyborczej” ustalili, że w niedawnym czasie doszło do trzech przypadków zapalenia się powerbanków na pokładach samolotów lecących do i z Warszawy. Wiele takich zdarzeń nie trafia do mediów, ale problem jest zauważalny. Jak podkreślają przedstawiciele Lotniska Chopina, baterie litowo-jonowe mogą się przegrzewać, co zwiększa ryzyko pożaru podczas lotu.
„Na wysokości 10 km pożar powerbanku staje się śmiertelnym zagrożeniem”.
Główną przyczyną takich sytuacji są baterie litowo-jonowe stosowane w tych urządzeniach. Są wydajne, ale mogą się przegrzewać, mieć wady fabryczne albo ulec uszkodzeniu mechanicznemu. W takich przypadkach może dojść do tzw. ucieczki termicznej, czyli niekontrolowanego wzrostu temperatury i wydzielania łatwopalnych gazów. W efekcie może dojść do pożaru, a nawet wybuchu, co w zamkniętej kabinie samolotu stanowi poważne zagrożenie. Linie lotnicze traktują to ryzyko bardzo poważnie.
Surowe limity pojemności powerbanków w bagażu podręcznym
W odpowiedzi na te niebezpieczne zdarzenia wprowadzono bardziej rygorystyczne kontrole na lotniskach. Pasażerowie muszą liczyć się z dokładniejszymi pytaniami dotyczącymi przewożonych urządzeń. Jak podkreśla Piotr Rudzki, ochrona lotniska zwraca na to szczególną uwagę.
Istnieje zakaz przewożenia baterii w bagażu rejestrowanym, jednak zabranie powerbanku w plecaku to dziś za mało - obsługa lotniska sprawdza jego parametry i sposób zabezpieczenia. Obowiązują limity:
- do 100 Wh – można przewozić bez zgłaszania,
- 100–160 Wh – potrzebna zgoda linii lotniczej,
- powyżej 160 Wh – zakaz wnoszenia na pokład.
Dodatkowo jedna osoba może mieć maksymalnie dwa powerbanki. Nie wolno też ładować urządzeń w trakcie lotu ani używać ich niezgodnie z zasadami - załoga ma obowiązek reagować na takie sytuacje. Jeśli przy kontroli okaże się, że sprzęt nie spełnia wymogów, pasażer musi zdecydować, co z nim zrobić - oddać komuś przed odlotem, wysłać lub zrezygnować z jego zabrania. W przeciwnym razie może zostać zatrzymany na lotnisku.
Problemy z bateriami nie dotyczą tylko Polski. Podobne incydenty zdarzały się u przewoźników na całym świecie, m.in. w liniach Air China czy SAS. Według danych amerykańskiej Federalnej Administracji Lotnictwa w ciągu 20 lat odnotowano ponad 500 takich zdarzeń związanych z bateriami litowymi.
Źródło: GW