Śmierć 16-latka i wypadek pijanej 18-latki na torach. To groźna moda z internetu? Ekspert: Algorytm nagradza skrajność

2026-05-05 9:51

W niedzielny wieczór w województwie mazowieckim doszło do dwóch tragedii na torach kolejowych. Najpierw w stolicy odnaleziono ciało 16-latka, a nieoficjalne doniesienia wskazują na upadek z jadącego składu. Niedługo potem w podwarszawskim Parzniewie pijana 18-latka spadła z dachu pociągu i trafiła pod opiekę lekarzy. Policja sprawdza, co dokładnie się wydarzyło.

Dramatyczne wypadki na torach w Warszawie. 16-latek zmarł mimo reanimacji

Pierwsze zgłoszenie wpłynęło około godziny 18. Policja została poinformowana, że między torami podmiejskimi a dalekobieżnymi na stacji Warszawa Ursus Niedźwiadek leży młody mężczyzna. Świadek, który go znalazł, od razu zaczął reanimację. Do akcji dołączyła też załoga pociągu SKM jadącego w kierunku Pruszkowa. Kolejarze użyli defibrylatora, który mieli na pokładzie. Reanimacja trwała około godzinę, ale niestety nie udało się uratować życia 16-latka.

- 16-letni mężczyzna nie miał obrażeń wskazujących na potrącenie przez pociąg - przekazała asp. Małgorzata Gębczyńska z policji Warszawa III.

Nieoficjalnie mówi się jednak, że miał obrażenia głowy sugerujące upadek, prawdopodobnie z dachu pociągu. Według informacji „Super Expressu”, chłopak mógł brać udział w niebezpiecznych wyzwaniach popularnych w mediach społecznościowych.

Pijana 18-latka spadła z dachu pociągu w Parzniewie

Do drugiego zdarzenia doszło kilka godzin później w Parzniewie pod Pruszkowem. O godzinie 20:22 służby dostały zgłoszenie o osobie znajdującej się na dachu pociągu. Po dwóch minutach pojawiła się kolejna informacja – ta osoba spadła.

- O 20:22 otrzymaliśmy zgłoszenie, że ktoś znajduje się na dachu pociągu w Parzniewie, już po dwóch minutach pojawił się nowy komunikat mówiący o tym, że osoba ta spadła - powiedziała podkom. Monika Orlik z policji w Pruszkowie.

Na miejscu znaleziono 18-letnią dziewczynę, która leżała na torach. Została przewieziona do szpitala. Policjanci wyczuli od niej alkohol. Jeśli jej stan na to pozwoli, zostanie przesłuchana, aby ustalić, jak znalazła się na dachu pociągu i co tam robiła. Wiele wskazuje na to, że nie była tam sama - jej znajomi mogli uciec przed przyjazdem służb.

Śledczy na razie nie łączą obu zdarzeń, ale okoliczności są na tyle podobne, że pojawia się pytanie: czy mamy do czynienia z groźnym trendem wśród młodzieży?

Psycholog wyjaśnia

Dr Mateusz Grzesiak, ceniony psycholog i wykładowca Akademii WSB w następujący sposób odnosi się do zachowania nastolatków:

- Trainsurfing, czyli jazda na dachu pociągu albo na sprzęgu wagonu metra, to nie jest kwestia odwagi ani głupoty. To bardzo precyzyjna kalkulacja, której młody człowiek sam nie umie nazwać. Sprzedaje kilka sekund swojego życia za walutę, której w jego świecie jest najmniej: za uwagę. Telefon zmienił sposób, w jaki młodzi mierzą swoją wartość.

- Mózg nastolatka jest fizjologicznie wyczulony na akceptację grupy. To nie wada charakteru, tylko biologia, która przez tysiące lat decydowała o tym, czy ktoś przeżyje w plemieniu. Plemię urosło do rozmiarów TikToka, mechanizm został ten sam. Algorytm nagradza skrajność. Zwykły film z przerwy w szkole nie ma zasięgu. Skok przez ogrodzenie już ma. Dach pociągu ma jeszcze większy. Dla dorosłego brzmi to absurdalnie, ale dla mózgu, który dopiero uczy się szacowania ryzyka, jest to logiczna umowa: ryzykuję raz, zyskuję na zawsze.

Kolejnym kluczowym powodem podejmowania tak skrajnego ryzyka jest ciągła i silna presja wewnątrz samego środowiska młodzieżowego.

- „Zrobisz to? Bo on zrobił”. Tak działa każda grupa nastoletnich chłopców od zawsze, tylko teraz jest nagrywana. Kto się wycofa, traci pozycję. Kto wejdzie, zyskuje status. Cena za odmowę wydaje się większa niż cena za upadek, którego nikt nie planuje, bo jeszcze się nie zdarzyło - słyszymy.

W kontekście zapobiegania takim tragicznym w skutkach decyzjom rodzi się pytanie, jakie kroki zapobiegawcze powinni podjąć dorastającej młodzieży dorośli opiekunowie i rodzice.

- Po pierwsze rzeczy oczywiste: jasny zakaz, edukacja, pokazanie dziecku konkretnych skutków, łącznie z tymi najbardziej drastycznymi. Trzecia szyna, prąd, prędkość pociągu, zdjęcia z miejsc wypadków. Bez owijania w bawełnę. Drugie, równie ważne, to wytłumaczenie dziecku, dlaczego młodzi w ogóle to robią. Po co ktoś nakręca taki filmik. Czyj podziw chce kupić. Co stałoby się, gdyby tego nie zrobił. Dziecko, które rozumie nie tylko zagrożenie, ale i mechanizm, który by je tam pchnął, ma znacznie większą szansę powiedzieć „nie” w momencie, w którym koledzy mu to zaproponują - podsumowuje dr Grzesiak.