Awantura była krzykiem paniki? Interwencja policji na Mokotowie
Do dramatycznego odkrycia doszło w nocy z poniedziałku, 5 na wtorek, 6 stycznia przy ul. Modzelewskiego w Warszawie. Około godziny 1:00 w nocy zaniepokojony sąsiad wezwał policję, zgłaszając głośną awanturę domową. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, nikt nie otwierał drzwi. W związku z tym podjęto decyzję o siłowym wejściu do lokalu przy pomocy straży pożarnej. W środku dokonano tragicznego odkrycia – w mieszkaniu znajdowało się ciało siedmiomiesięcznego chłopca, który nie dawał żadnych oznak życia.
Nowe światło na okoliczności zdarzenia rzuciła środowa konferencja prasowa, podczas której głos zabrał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Piotr Antoni Skiba. Jak poinformował, śledczy mają już wstępną hipotezę dotyczącą odgłosów, które zaalarmowały sąsiadów.
— Na tym etapie możemy potwierdzić, że podniesione głosy, wymiana zdań, krzyki, które były przyczyną wezwania policji przez sąsiadów, nie były wynikiem awantury, tylko paniki związanej z ujawnieniem zwłok dziecka w tym lokalu – przekazał prokurator. Dodał również, że rodzice w chwili zatrzymania byli pod wpływem alkoholu, a także "bardzo spanikowani i wstrząśnięci tym, co się wydarzyło".
Śmierć niemowlęcia w Warszawie. Co wykazała sekcja zwłok?
Kluczowe dla sprawy okazały się wstępne wyniki przeprowadzonej sekcji zwłok niemowlęcia. Jak poinformował prok. Skiba, bezpośrednią przyczyną zgonu było nagłe zatrzymanie krążenia. Co jednak najważniejsze, biegły medycyny sądowej odkrył istotny fakt, który może wyjaśniać całą tragedię.
– Biegły zaobserwował też wrodzoną wadę mózgu, która mogła być odpowiedzialna za takie nagłe ustanie funkcji życiowych – wskazał rzecznik prokuratury. Dodał, że ojciec dziecka został już przesłuchany w charakterze świadka. Matka, z uwagi na silny wstrząs psychiczny, nie była w stanie złożyć zeznań i została przewieziona do szpitala psychiatrycznego, gdzie znajduje się pod stałą opieką. Prokurator podkreślił, że na podstawie dotychczasowych ustaleń, w tym obrazu sekcyjnego i wywiadów, brak jest podstaw, by uznać, że do śmierci dziecka przyczyniły się osoby trzecie. Rodzina nie miała wcześniej żadnych interwencji policyjnych.
Bestialska rzeź zwierząt pod Siedlcami. Wataha psów sieje postrach: