Tragiczna śmierć strażnika miejskiego na Grochowie
Do dramatycznych wydarzeń doszło we wtorek (10 marca) około godziny 9 rano. Patrol straży miejskiej został wezwany na Plac Szembeka na warszawskim Grochowie. Zgłoszenie od mieszkańców dotyczyło hałasu i krzyków w okolicy. W skład patrolu wchodził pan Krzysztof, doświadczony strażnik miejski. Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, tuż po dotarciu na miejsce interwencji funkcjonariusz nagle stracił przytomność. Niestety nie udało się go uratować.
Szczegóły interwencji i okoliczności śmierci
Informację o tragicznej śmierci potwierdził rzecznik stołecznej straży miejskiej.
− Z głębokim smutkiem przyjęliśmy informację o śmierci naszego pracownika, do której doszło podczas pełnienia obowiązków służbowych. To wydarzenie niezwykle trudne i bolesne dla całej naszej społeczności − przekazał starszy inspektor Jerzy Jabraszko z referatu prasowego.
Zmarły strażnik miał 63 lata i do emerytury brakowały mu zaledwie dwa lata służby. Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, w ostatnim czasie złożył wniosek o przeniesienie do oddziału zajmującego się ochroną obiektów publicznych. Taka służba jest lżejsza niż codzienne patrole w terenie, które często wymagają konfrontacji z agresywnymi osobami.
Wniosek o przeniesienie
W sieci pojawiły się informacje, że przełożeni mieli odmówić mu takiego przeniesienia. Rzecznik straży miejskiej stanowczo temu zaprzecza.
− Nie jest też prawdą, jakoby kierownictwo oddziału odmówiło wcześniej funkcjonariuszowi przeniesienia do służby w ochronie obiektów. Wniosek ten uzyskał pozytywną opinię naczelnika oddziału, ale mógł być zrealizowany dopiero w momencie wystąpienia wakatu na takim stanowisku − poinformował Jerzy Jabraszko.
Jak dodał, sam funkcjonariusz nie zgłaszał żadnych problemów zdrowotnych przed rozpoczęciem służby ani w trakcie odprawy.
− Każdy pracownik Straży Miejskiej m.st. Warszawy ma aktualne badania dopuszczające go do pracy. Każdy może też zgłosić złe samopoczucie przełożonemu na początku dnia pracy czy w dowolnym jej momencie. Zmarły funkcjonariusz nie zgłaszał problemów ze zdrowiem podczas odprawy ani w żadnej chwili do momentu tragicznego zdarzenia − przekazał rzecznik.
Źródło: Gazeta Wyborcza