Szaleńczy rajd kierowcy pod Warszawą. Z bronią w ręku uciekł przed celą

Kierowca volkswagena zlekceważył wszelkie zasady bezpieczeństwa, mknąc pod prąd i wypychając inne pojazdy z trasy pod Warszawą. Grozę potęgował fakt, że przez szyberdach prezentował przedmiot wyglądający jak broń palna. Funkcjonariusze zidentyfikowali już sprawcę tego niebezpiecznego rajdu, jednak mężczyzna uniknął zatrzymania.

Srebrny radiowóz policyjny na sygnale jedzie przez miasto nocą. O pościgu za piratem drogowym przeczytasz na Eska Warszawa.
Autor: Fotodax/ Shutterstock

Mrożące krew w żyłach wydarzenia rozegrały się piątego września na terenie powiatu warszawskiego zachodniego. Lokalni mieszkańcy z przerażeniem obserwowali szarżującego volkswagena, który terroryzował uczestników ruchu w rejonie Jawczyc oraz Konotopy. Naoczni świadkowie relacjonowali, że prowadzący auto poruszał się z zatrważającą prędkością, zmuszał innych do gwałtownego zjeżdżania z pasa i demonstrował przez otwarty dach przedmiot łudząco podobny do pistoletu.

Mundurowi początkowo przyznawali jedynie, że wytypowali poszukiwany pojazd oraz dysponują jego numerami rejestracyjnymi. Przedstawiciele służb wstrzymywali się z oficjalnym weryfikowaniem doniesień o rzekomej broni palnej. Milczenie w tej sprawie przerwała właśnie prokuratura, rzucając nowe światło na przebieg niebezpiecznego incydentu.

Kierowca volkswagena spychał auta z drogi w Ożarowie Mazowieckim

Postępowanie mające na celu wyjaśnienie okoliczności zdarzenia nadzoruje pruszkowska Prokuratura Rejonowa. Zebrane przez śledczych materiały wskazują precyzyjną trasę szaleńczego rajdu, która wiodła ulicami Piwną w Jawczycach i Rajdową w Konotopie, a także Ożarowską oraz Poznańską na terenie Ożarowa Mazowieckiego.

Pirat drogowy permanentnie łamał przepisy, celowo wjeżdżając na pas do ruchu z naprzeciwka i zmuszając innych kierujących do desperackich manewrów w celu uniknięcia zderzenia. Szarżujący mężczyzna ignorował podwójne ciągłe linie, wykonywał niebezpieczny slalom między autami, drastycznie łamał ograniczenia prędkości, a skrzyżowania pokonywał przy czerwonym sygnale sygnalizatora. To jednak zaledwie część jego agresywnych zachowań.

Z ustaleń organów ścigania wynika wprost, że sytuacja na drodze była skrajnie ryzykowna. „– Podczas wykonywania wskazanych niebezpiecznych manewrów wystawiał przez szyberdach pojazdu przedmiot przypominający pistolet – przekazał nam prok. Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.”

Prokuratorzy ocenili zachowanie prowadzącego pojazd jako sprowadzenie bezpośredniego ryzyka katastrofy w komunikacji lądowej. Ustawodawca przewiduje za tego typu poważne przestępstwo surowe konsekwencje, obejmujące karę pozbawienia wolności w wymiarze od pół roku do nawet ośmiu lat.

Pirat drogowy z volkswagena trafił do szpitala psychiatrycznego

Działania operacyjne funkcjonariuszy pozwoliły na szybkie zidentyfikowanie kierującego samochodem jako Łukasza H. Niestety, organy ścigania napotkały na niespodziewaną przeszkodę, gdy podjęły próbę przeprowadzenia z podejrzanym niezbędnych czynności procesowych.

Sytuację skomplikował nagły pobyt agresywnego sprawcy w specjalistycznej placówce medycznej. „– Sprawca zdarzenia został ustalony, ale nie zatrzymany, albowiem 6 września 2026 r. został przyjęty do Szpitala Psychiatrycznego w Tworkach. Brak było zgody lekarzy na zatrzymanie i wypisanie ze szpitala – przekazał prok. Skiba.”

Taki obrót spraw całkowicie związał ręce mundurowym, którzy nie mieli możliwości przesłuchania wskazanego sprawcy oraz postawienia mu oficjalnych zarzutów. Czynności dochodzeniowe wciąż znajdują się w toku, a organy ścigania szczegółowo analizują pozyskany materiał dowodowy.

Z oficjalnych komunikatów śledczych wynika ponadto, że w toku prowadzonego dochodzenia udało się zarekwirować dwa pistolety pneumatyczne. Kolejne tygodnie zadecydują o ostatecznym losie pirata drogowego oraz o tym, kiedy  odpowie przed wymiarem sprawiedliwości za sianie zamętu na mazowieckich trasach.

Szok w centrum Warszawy

ROLKI