Zarzuty dla Adama Cz. z Siedlec
Przed wymiarem sprawiedliwości 59-latek odpowiada za dwa niezwykle poważne przestępstwa: pozbawienie życia jednego ratownika medycznego oraz próbę zamordowania jego współpracownika. Z uwagi na fakt, że działanie sprawcy zasługuje na szczególne potępienie, grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności, przy czym najniższy możliwy wymiar kary w tym przypadku to 15 lat za kratami.
Na etapie śledztwa mężczyzna przyznawał się do zarzucanych mu czynów. Zaznaczał jednak stanowczo, że nie jest w stanie odtworzyć przebiegu krwawych wydarzeń, ponieważ feralnego dnia znajdował się pod silnym wpływem alkoholu, a badanie wykazało w jego organizmie przeszło 2,5 promila.
− Wiem, co się stało kiedy byłem u znajomych konkubiny, ale nie wiem dlaczego to zrobiłem − podtrzymywał w sądzie wcześniejsze zeznania.
− Tego popołudnia urwał mi się film, bo popiłem leki wódką − mówi krótko.
Zeznania partnerki oskarżonego przed siedleckim sądem
W piątek, 15 maja, w Sądzie Okręgowym w Siedlcach swoje zeznania złożyła 69-letnia Elżbieta K., życiowa partnerka napastnika. Kobieta potwierdziła, że do tragicznego w skutkach ataku doszło na terenie jej mieszkania, krótko po tym, jak 59-latek zdecydował się wezwać na miejsce pogotowie ratunkowe.
− Nie widziałam zbrodni, bo byłam u sąsiadki na imieninach − zapewniała konkubina zabójcy.
− Adama znam od trzech lat. Przed zdarzeniem zwierzał mi się, że odsiedział 16 lat w więzieniu i chciałby tam wrócić, bo ma tylko 800 zł z opieki. Mówił, że za kratkami będzie mu lepiej, bo miałby dożywotnią emeryturę, telewizor, żarcie i opierunek − dodawała.
Atak na ratowników przy ulicy Sobieskiego w Siedlcach
Dramat rozegrał się wieczorem, 25 stycznia 2025 roku. Dyspozytor medyczny odebrał wówczas zgłoszenie telefoniczne o mężczyźnie potrzebującym pilnej pomocy w jednym z lokali przy ulicy Sobieskiego w Siedlcach. Po dotarciu pod wskazany adres załoga karetki zastała nietrzeźwego 59-latka z rozciętą głową.
Gdy jeden z medyków doradził mu pojechanie do szpitala w celu założenia szwów, pacjent nagle chwycił za dwa noże. Adam Cz. zaatakował niespodziewanie, wbijając ostrze prosto w klatkę piersiową 64-letniego Cezarego L.
Dosłownie chwilę później napastnik zranił w rękę drugiego członka załogi, Mateusza M. Ciężko ranny Cezary L. został błyskawicznie przetransportowany do placówki medycznej. Niestety, obrażenia okazały się na tyle poważne, że medyk zmarł jeszcze w trakcie przygotowań do operacji na skutek rozległego uszkodzenia serca.