Spis treści
Makabryczne znalezisko pod Halinowem. Martwe króliki porzucone w zaroślach
Początek sprawy miał miejsce, gdy do Sandry Borowieckiej, lokalnej społeczniczki zajmującej się interwencjami, zgłosiła się przerażona kobieta. W trakcie rowerowej wycieczki leśnymi duktami natrafiła na dwa zastanawiające pakunki. Gdy lekko uchyliła folię jednego z nich, dostrzegła zwierzęcą kończynę, po czym natychmiast chwyciła swoje dziecko i uciekła z tego miejsca. Nazajutrz o poranku poprosiła o wsparcie sprawdzoną aktywistkę.
− Ponieważ działam społecznie lokalnie, wiele osób zgłasza mi najdziwniejsze sprawy, więc idąc drogą doświadczenia, postanowiłam najpierw sama to sprawdzić − powiedziała Sandra Borowiecka w rozmowie z „Super Expressem”.
Po dotarciu pod wskazany adres dało się zauważyć chmary much krążące nad porzuconymi zawiniątkami. Aktywistka zrezygnowała z samodzielnego rozcinania grubego plastiku i wezwała na pomoc swoją znajomą, która na co dzień również realizuje podobne interwencje w terenie.
Zamaskowane pojemniki kryły rozczłonkowane zwierzęta
− Były to dwa bardzo szczelnie zapakowane worki, w których, jak się okazało po ich otwarciu, znajdowały się kubły ze zwłokami. W jednym był cały królik w stanie rozkładu, a w drugim − i jeszcze w tym pierwszym były fragmenty jakiegoś ciała, prawdopodobnie króliczego − poćwiartowany królik − relacjonowała społeczniczka.
Jak zaznacza bohaterka tekstu, dogłębna weryfikacja tajemniczych pakunków była absolutnie niezbędna. Z wieloletniej praktyki wynika bowiem, że bez stuprocentowej pewności co do ukrytej zawartości można narazić się na zarzuty bezpodstawnego wzywania państwowych służb.
Gdy tylko potwierdziła najgorszy scenariusz, natychmiast wykręciła numer alarmowy 112. W środę 15 lipca na leśnej drodze pojawili się funkcjonariusze policji, technik kryminalistyki, a także inspektorzy weterynaryjni. Kobieta nie kryła ogromnego zaskoczenia błyskawiczną i profesjonalną reakcją mundurowych.
− Na miejscu dokonaliśmy wszystkich czynności procesowych. Pojawił się również powiatowy lekarz weterynarii. Dokonaliśmy wszystkich czynności, które mamy nadzieję pozwolą nam na ustaleniu sprawcy tego zdarzenia − powiedziała st. sierż. Paula Antolak oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Miński Mazowieckim.
„To była skrupulatna robota” sprawcy z Halinowa
− Naprawdę bardzo profesjonalnie, byłam w totalnym szoku, bo to się zazwyczaj po prostu nie zdarza − powiedziała Sandra Borowiecka i jak dodała, sprawca tej rzezi popełnił błąd. W jednym z kubłów została rękawiczka.
Mimo upływu czasu w pamięci interweniującej najbardziej wyrył się drastyczny obraz zmasakrowanych czworonogów.
− Ja nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam. Nigdy w życiu nie widziałam takiego okropieństwa. Bo jedno to dokonać makabrycznego czynu, czyli zabić. Drugie, poćwiartować jedno z ciał, gdzie to była naprawdę skrupulatna robota. Ale trzecie, postarać się tak bardzo to zapieczętować. Znajoma otwierała to pół godziny, tak było szczelnie ofoliowane − mówiła wolontariuszka.
Społeczniczka od długiego czasu angażuje się w pomoc domowym pupilom i rozwiązuje lokalne problemy. Sama szczerze podkreśla, że widziała już w swoim życiu wyjątkowo drastyczne zdarzenia, jednak tego odkrycia nie jest w stanie zestawić z żadną inną dotychczasową interwencją.
Gdzie zgłaszać znęcanie się nad zwierzętami?
Bohaterka artykułu dobitnie apeluje, aby o każdym tego typu okrucieństwie natychmiast powiadamiać właściwe organy. Jej zdaniem wielu obywateli rezygnuje z podjęcia działań przez niewiedzę o procedurach lub w obawie przed tym, że ich zawiadomienie zostanie przez mundurowych potraktowane z lekceważeniem.
− Ludzie często się boją i nie wiedzą, jak to robić, a z ich doświadczeń wynika, że nie dostają właściwej reakcji, bo nie potrafią tego dobrze zgłosić. Dodaje, że w tym przypadku szybka i konkretna informacja sprawiła, że policja oraz pozostałe służby od razu podjęły działania − podsumowała Borowiecka.