W czwartek wicewojewoda opublikował w mediach społecznościowych film ze swojej wizyty w schronisku dla zwierząt w Sobolewie. Wyjaśnił wówczas, że ponownie pojechał w to miejsce, by zweryfikować podnoszone w mediach informacje o panujących tam warunkach dla zwierząt. Po kontroli nie pojawiły się zastrzeżenia co do działalności obiektu. Tymczasem w sobotę schronisko zostało zamknięte decyzją powiatowego lekarza weterynarii.
Wicewojewoda zabrał głos ws. schroniska w Sobolewie
Na głowę wicewojewody posypała się fala krytyki od miłośników zwierząt i organizacji prozwierzęcych, którzy żądają jego dymisji. Robert Sitnik zamieścił więc osobiste oświadczenie. "Czytam komentarze, które pojawiają się w ostatnich dniach. Widzę emocje, złość, rozczarowanie, a także pytania, które są w tej sytuacji całkowicie zrozumiałe. Ta sprawa porusza, bo dotyczy istot bezbronnych i budzi silne reakcje - również we mnie" - napisał.
Podkreślił, że sygnały dotyczące funkcjonowania schroniska w Sobolewie dotarły do niego w listopadzie 2025 r. Dodał, że zostały niezwłocznie przekazane do właściwego wydziału kontroli i do inspektora weterynarii, "bo tylko te organy posiadają wiedzę merytoryczną i narzędzia, by sprawdzić sytuację i podjąć działania, a wojewoda nie sprawuje nadzoru merytorycznego nad Inspekcją Weterynaryjną".
Sitnik podkreślił, że jest oburzony sytuacją w schronisku w Sobolewie. Zaznaczył, że jego oburzenie jest tym większe, iż dowody na temat tych nieodpowiednich warunków nie były mu przez odpowiednie organy przekazane jako wicewojewodzie mazowieckiemu. Ani wojewódzki inspektor weterynarii, ani powiatowy inspektorat weterynarii, który sprawował nadzór nad schroniskiem, miały nie poinformować go o nieprawidłowościach, które powinny doprowadzić do zamknięcia schroniska.
"Dziś czuję, że zostałem wprowadzony w błąd"
"Wszystko, co powiedziałem i zrobiłem w tej sprawie, robiłem w przekonaniu, że działam uczciwie. Dziś czuję, że zostałem wprowadzony w błąd przez instytucje powołane do kontroli i nadzoru. Z perspektywy emocjonalnej wiele osób, w tym ja, ma dziś poczucie zawodu" - napisał wicewojewoda. Zaznaczył, że państwo i urzędnik, jakim jest wojewoda, działali na podstawie informacji, które w danym momencie były dostępne i potwierdzone. Zaznaczył, że gdy pojawiły się podstawy formalne do zamknięcia schroniska, decyzja zapadła natychmiast.
"Czy system zadziałał idealnie? Nie. Czy ktoś świadomie odwracał wzrok? Na ten moment nie ma na to jeszcze żadnych dowodów. Dlatego czekam na wyjaśnienia i działania odpowiednich służb i organów. Troska o dobrostan zwierząt od zawsze jest mi bliska. Żałuję, że cierpienia zwierząt w Sobolewie nie udało zakończyć się wcześniej" - napisał wicewojewoda.