Zaginięcie 17-letniej Dominiki Paćkowskiej. Śledczych zszokowała historia wyszukiwania w jej telefonie

Miała zaledwie 17 lat, gdy przepadła bez wieści. W Wielki Piątek w 2017 roku Dominika Paćkowska poinformowała rodzinę, że wychodzi do kościoła i wróci za około półtorej godziny. Nigdy jednak nie dotarła do świątyni. Choć w zakrojone na szeroką skalę poszukiwania zaangażowano służby z całego kraju i nagłośniono sprawę w mediach, los nastolatki wciąż pozostaje nieznany. Co wydarzyło się tamtego dnia i jakie tajemnice kryje ta sprawa?

Dramat rozegrał się w Wielki Piątek, 14 kwietnia 2017 roku w Płocku na Mazowszu. Około godziny 8.20 siedemnastoletnia Dominika Paćkowska opuściła mieszkanie z zamiarem pójścia na mszę do kościoła pod wezwaniem świętego Stanisława Kostki. Bliskim zapowiedziała, że jej nieobecność potrwa mniej więcej półtorej godziny. Wcześniej tego samego poranka nastolatka była już na drobnych zakupach, o które poprosiła ją matka. Po powrocie odstawiła siatki w przedpokoju i ponownie wyszła, rzekomo kierując się do świątyni. Dziewczyna nie wzięła ze sobą portfela, dokumentów, plecaka ani torebki, co utwierdziło rodzinę w przekonaniu, że faktycznie idzie jedynie na nabożeństwo. W domu został również jej telefon komórkowy, który bliscy odnaleźli później ukryty za książkami na regale. Siedemnastolatka nigdy nie dotarła do kościoła ani nie wróciła do domu, znikając bez najmniejszego śladu.

Sonda
Jak oceniasz polską policję?

Zaginięcie Dominiki Paćkowskiej z Płocka. Związek ze starszym mężczyzną i ostatnie nagranie z monitoringu

W książce „Urwane ślady” dziennikarz Janusz Szostak zwracał uwagę, że nastolatka nigdy wcześniej nie sprawiała kłopotów wychowawczych. Dobrze radziła sobie w szkole, miała koleżanki i była w pełni akceptowana przez rówieśników. Według ustaleń reportera Dominika Paćkowska spotykała się jednak ze starszym o kilka lat chłopakiem. Mężczyzna miał zakończyć tę relację w momencie, gdy siedemnastolatka przeżywała już kryzys emocjonalny, co mogło dodatkowo pogorszyć jej kondycję psychiczną. Te okoliczności zrodziły hipotezę o targnięciu się na własne życie, jednak wobec braku twardych dowodów dziewczyna oficjalnie cały czas ma status osoby zaginionej.

Po otrzymaniu zgłoszenia o zaginięciu płocka policja natychmiast rozpoczęła zakrojone działania poszukiwawcze. Funkcjonariusze zabezpieczyli zapisy z miejskiego monitoringu, a na jednym z nagrań rozpoznano poszukiwaną siedemnastolatkę. Kamera zarejestrowała, jak Dominika Paćkowska szybkim i nerwowym krokiem wchodzi na most imienia Legionów Piłsudskiego. Analiza trasy jej przemarszu jednoznacznie wykazała, że po wyjściu z domu nastolatka w ogóle nie szła w kierunku kościoła, o którym mówiła rodzinie.

Jak wyjaśniał wówczas aspirant sztabowy Krzysztof Piasek z Komendy Miejskiej Policji w Płocku, nagranie z wejścia na przeprawę było jedynym pewnym punktem zaczepienia dla śledczych. Żadna z kamer nie zarejestrowała momentu, w którym dziewczyna opuszcza most, ale brakowało też dowodów potwierdzających jej skok do rzeki. „Możemy przyjmować jedną z hipotez, że mogła skoczyć z tego mostu do Wisły, jednak nie jest tak, że tylko na tej hipotezie się skupiamy, ponieważ prowadzimy poszukiwania wielotorowo. Bierzemy pod uwagę możliwość, że chciała zerwać ze swoim dotychczasowym życiem, chciała coś zmienić” – tłumaczył przedstawiciel płockiej komendy.

Śledczy przesłuchali wielu świadków i ustalili, że nastolatka nie miała wrogów oraz nie pozostawała z nikim w otwartym sporze. W opinii otoczenia uchodziła za pogodną, lubianą i zupełnie zwyczajną dziewczynę. Do momentu publikacji tego tekstu pytania o powody jej złego nastroju w dniu zaginięcia oraz prawdziwość teorii o załamaniu po rozstaniu z partnerem pozostają bez odpowiedzi.

„Kamera zarejestrowała moment, jak dziewczyna pojawia się na początku mostu Legionów Józefa Piłsudskiego. Jest to jednak kamera obrotowa, jej pełny obrót trwa około dwie i pół minuty. Gdy obiektyw ponownie skierowany został na most, Dominiki już tam nie było. Pewne jest, że nie przeszła na drugą stronę rzeki, gdyż zdążyłby to zarejestrować monitoring. Niewykluczone, że planowała skoczyć z mostu, jednak wycofała się z tego i zeszła schodami na dół, do ulicy Rybaki, a potem skierowała się w stronę zalewu Sobótka, i na jego wysokości skręciła nad Wisłę” – relacjonował ustalenia policji w publikacji „Urwane ślady” zmarły już dziennikarz Janusz Szostak.

Poszukiwania Dominiki Paćkowskiej. Szokujące odkrycie w telefonie i zarzuty Janusza Szostaka wobec policji

W chwili zniknięcia nastolatka miała na sobie sięgający przed kolano szary płaszcz z futerkiem przy kapturze, czarne spodnie oraz glany. Poszukiwana ma 169 centymetrów wzrostu, długie falujące włosy i niebieskie oczy. Tuż po jej zniknięciu funkcjonariusze opublikowali specjalny komunikat: „Wszystkie osoby, które mogły widzieć dziewczynę, a 14 kwietnia w godzinach od 8:40 do 9:30 przechodziły lub przejeżdżały przez most, zarówno od strony centrum miasta, jak i od strony osiedla Radziwie, proszone są o zgłoszenie się do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Szczególnie proszone o kontakt są osoby posiadające wideo-rejestratory samochodowe w swoich pojazdach”. Dziś, po latach od tamtych wydarzeń, śledczy wciąż apelują o kontakt do każdego, kto posiada jakiekolwiek informacje o losie Dominiki Paćkowskiej.

Z nieoficjalnych doniesień medialnych wynika, że krótko przed wyjściem z domu siedemnastolatka sprawdzała w internecie treści dotyczące samobójstwa przez utonięcie. Takie wyszukiwania miały zostać zabezpieczone w historii przeglądarek na komputerze oraz w telefonie Dominiki.

„W kwietniu 2017 roku razem z Fundacją »Na Tropie« włączyłem się w poszukiwania Dominiki. Przez kilka kolejnych dni prowadziliśmy akcję na brzegu wyspy” – wspominał Janusz Szostak. Przedstawicielka tej organizacji, Aldona Szostak-Błaszczyk, tłumaczyła z kolei powody skupienia się na tym konkretnym obszarze: „Jest to teren, który nie został dokładnie sprawdzony, i chcemy to teraz zrobić. Choćby po to, by go wykluczyć. Według naszych informacji Dominika przychodziła tu ze swoim chłopakiem”.

Mimo wielokrotnego przeszukania okolicy oraz przeprowadzenia niezależnych analiz i eksperymentów, nie natrafiono na żaden ślad po zaginionej. Rodzina oficjalnie zawiadomiła policję o zniknięciu córki około godziny 14.00, gdy ta nie pojawiła się w mieszkaniu. Zdaniem funkcjonariuszy w tym czasie siedemnastolatka mogła jeszcze żyć i spacerować po odludnych terenach nad Wisłą, przez co nie natknęła się na żadnych przypadkowych świadków.

„Ona lubiła takie nieco dzikie zakątki, zapewne była tu nie po raz pierwszy. 29 kwietnia wskazałem zresztą policji obszar, gdzie należy jej szukać. Niestety, nie dało się go sprawdzić bez użycia sonaru, było tam bardzo głęboko: od 3 do 7 metrów, co potwierdziła echosonda na policyjnej motorówce” – relacjonował na łamach książki „Urwane ślady” Janusz Szostak. Dziennikarz podkreślał również: „Z policjantami umówiliśmy się, że poszukiwania w tym miejscu będą kontynuowane z użyciem sonaru oraz śmigłowca”.

Tego samego dnia, 29 kwietnia, w akcję poszukiwawczą włączyli się bliscy oraz znajomi nastolatki. Przeczesywali oni brzegi w rejonie Brwilna, gdzie nurt Wisły często wyrzuca ciała osób utopionych, jednak i tam nie natrafiono na żaden trop. Równolegle szeroko zakrojone działania z użyciem specjalistycznego sprzętu prowadziły policja, straż pożarna i Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Dokładne zbadanie koryta rzeki długo pozostawało jednak niemożliwe z powodu braku sonaru, którym służby zaczęły dysponować dopiero 5 maja po godzinie 11.00. Według Janusza Szostaka tak duże opóźnienie było kluczowym błędem, przez który zagadka zaginięcia wciąż pozostaje nierozwiązana.

„Byliśmy umówieni, że podpłyną do nas z sonarem i sprawdzą miejsce, gdzie naszym zdaniem może znajdować się Dominika. Mieli ten teren spenetrować także płetwonurkowie. Niestety, nie doszło do tego, mimo że rano jeszcze raz wszystko uzgadnialiśmy z policjantem prowadzącym akcję poszukiwawczą. Według mnie to, co się działo potem, było kpiną, a nie penetrowaniem dna Wisły” – oceniał ostro autor książki „Urwane ślady”.

Według relacji reportera załoga łodzi z sonarem zaledwie dwukrotnie przepłynęła środkiem rzeki na odcinku od przystani Petrochemii do mostu Legionów. Co więcej, sprzęt miał być źle skalibrowany, ustawiony na zbyt wąski zasięg i oparty na błędnych wyliczeniach. Choć mundurowi stanowczo odrzucali te oskarżenia, dziennikarz podtrzymywał swoją krytyczną ocenę akcji. „Jaki był problem, żeby sprawdzić to miejsce z bliska, aby zszedł tam płetwonurek? Żaden. Policjanci już wcześniej dawali do zrozumienia, że kończą im się pomysły na poszukiwania. Dlaczego nie skorzystali z naszych wskazówek, skoro byliśmy w tej sprawie umówieni? Byliśmy my, był sonar, byli płetwonurkowie: czemu ich nie wykorzystano?” – pytał Janusz Szostak.

Finał procesu Janusza Szostaka ze strażakami. Dominika Paćkowska wciąż jest poszukiwana

Publiczna krytyka działań służb ratunkowych doprowadziła ostatecznie do procesu sądowego przeciwko dziennikarzowi. Pozew był reakcją na jego wypowiedź sugerującą, że strażacy zamiast rzetelnego przeszukiwania dna Wisły urządzili sobie rekreacyjny rejs, ponieważ odczuwali zmęczenie po obchodach dnia swojego patrona, świętego Floriana.

Błędy podczas akcji z wykorzystaniem sonaru wytykał również były komandos i instruktor nurkowania Radosław Jurkowski. Ekspert tłumaczył, że prawidłowa procedura wymaga wcześniejszego wyznaczenia obszaru działań oraz podziału na sektory główne i poboczne. Podkreślał, że zbadanie dna tak dużej rzeki jak Wisła poprzez jedno lub dwukrotne przepłynięcie jej środkiem jest całkowicie nierealne. „To absurd, nie ma takiej możliwości” – oceniał specjalista.

Tamtego dnia poszukiwania ponownie nie przyniosły przełomu w sprawie losów siedemnastolatki, ale mundurowi natknęli się w wodzie na inne zwłoki. Z rzeki wyłowiono ciało mężczyzny w wieku od 40 do 50 lat. Śmierć ta nie łączyła się jednak w żaden sposób ze zniknięciem Dominiki Paćkowskiej, a wyjaśnieniem okoliczności tego zgonu zajęła się osobna grupa dochodzeniowa.

Trudno dziś jednoznacznie ocenić, czy szybsze i dokładniejsze wykorzystanie sonarów pozwoliłoby zamknąć śledztwo. Ewentualna zwłoka oraz niedokładność mogły jednak sprawić, że nurt rzeki przetransportował ciało znacznie dalej, uniemożliwiając jego odnalezienie w pierwotnie typowanym miejscu. Mimo tych wątpliwości funkcjonariusze konsekwentnie bronią jakości swojej pracy. „Nie mamy sobie nic do zarzucenia” – zapewniali wielokrotnie przedstawiciele służb. Sam proces o zniesławienie, który strażacy wytoczyli autorowi książki, zakończył się po myśli pozwanego. Dokładnie 15 marca 2019 roku Sąd Rejonowy w Płocku uniewinnił Janusza Szostaka od stawianych mu zarzutów. Choć po wyroku zapowiadano apelację, brakuje informacji o jej ostatecznym rozstrzygnięciu, a sam dziennikarz śledczy zmarł dwa lata później, 10 grudnia 2021 roku.

Najważniejszy wątek tej historii wciąż czeka jednak na swój finał, ponieważ Dominika Paćkowska cały czas figuruje w policyjnych rejestrach jako osoba zaginiona. Każdy, kto dysponuje wiedzą na temat jej obecnego miejsca pobytu lub okoliczności zniknięcia, powinien pilnie zgłosić się do najbliższego komisariatu policji.

Pokój Zbrodni - Ciało Grażyny w ogrodzie

ROLKI