Zatłukł pana Zbigniewa kamieniem na środku ulicy. W sądzie bezczelnie drwił z płaczącej wdowy

2026-03-31 7:42

W centrum Siedlec doszło do brutalnego ataku, w wyniku którego zginął przypadkowy przechodzień. Młody napastnik uderzył pana Zbigniewa w głowę kamieniem schowanym w siatce, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Aby uniknąć rozpoznania, sprawca włamał się do sklepu i przebrał za świętego Mikołaja. Podczas procesu sądowego morderca drwił z żony zmarłego i tłumaczył swój czyn walką z demonami.

Pan Zbigniew W. z Wólki Kobylej zmierzał do miejscowego szpitala, gdzie pracował jako portier. Do śmiertelnego w skutkach zdarzenia doszło 19 grudnia 2023 roku u zbiegu ulic Piłsudskiego i Kochanowskiego w Siedlcach. 61-latek padł tam ofiarą 25-letniego Dominika E., który zaatakował go całkowicie z zaskoczenia. Sprawca dokładnie zaplanował swoje uderzenie, owijając znaleziony kamień w najzwyklejszą foliową reklamówkę. Kiedy dostrzegł niczego nieświadomego pieszego, wziął potężny zamach i z ogromnym impetem uderzył go prosto w potylicę. Starszy mężczyzna błyskawicznie osunął się na ziemię, jednak to wcale nie powstrzymało brutalnego oprawcy przed wyprowadzaniem kolejnych ciosów.

Obecni na miejscu gapie relacjonowali później, że napastnik działał w ogromnej furii i nie miał żadnego powodu do agresji. Zadawał ciosy wymierzone w klatkę piersiową oraz głowę ofiary, ignorując fakt, że starszy pan leżał już bez życia na bruku. Atak dobiegł końca w momencie, gdy zaniepokojona kobieta podniosła alarm, a w oddali pojawił się zbliżający samochód. Sprawca zbiegł z miejsca zbrodni w obawie przed schwytaniem, po czym swobodnie kontynuował swój marsz przez miasto. Zdecydował się na sforsowanie witryny sklepu przy ulicy Wojskowej, skąd zabrał jedzenie i charakterystyczne przebranie świętego Mikołaja. Czerwony strój z czapką miał mu posłużyć jako idealny kamuflaż przed organami ścigania. Jego misterny plan szybko legł w gruzach, ponieważ funkcjonariusze błyskawicznie otrzymali dokładny rysopis od osób obserwujących całe zajście. Mundurowi natychmiast zidentyfikowali przebierańca i przewieźli go prosto do celi aresztu śledczego. Ratownicy medyczni próbowali jeszcze przywrócić funkcje życiowe pobitego portiera, jednak mimo transportu na blok operacyjny nie zdołano go ocalić.

Dominik E. próbował uniknąć kary. Tłumaczył w sądzie, że zaatakował demona

Zatrzymany 25-latek wielokrotnie zmieniał swoje zeznania w trakcie trwającego śledztwa, podając irracjonalne motywy. Przekonywał prokuratorów, że ofiara była opętana przez mroczne siły i musiała zostać zneutralizowana. Policjanci szybko udowodnili, że obaj panowie nigdy wcześniej nie zamienili ze sobą słowa, co czyniło taką wersję zupełnie niewiarygodną. Sprawca wymyślił sobie fikcyjną opowieść o rzekomej przemocy domowej w rodzinie portiera, traktując to jako swoisty pretekst do ataku. Śledczy stanowczo odrzucili te kłamstwa, a sami krewni zamordowanego kategorycznie zaprzeczyli jakimkolwiek problemom w ich zgodnym domu.

Sąd Okręgowy w Siedlcach musiał radzić sobie ze skandalicznym zachowaniem oskarżonego na sali rozpraw. Mężczyzna nie czuł żalu za popełnione czyny, bezczelnie parskał śmiechem i patrzył prosto w oczy załamanej wdowie. Brak empatii sugerował poważne zaburzenia na tle psychicznym, jednak powołani eksperci wykluczyli taką ewentualność po szczegółowych analizach. Orzeczenie lekarzy jasno potwierdziło, że oskarżony doskonale rozumiał konsekwencje swoich działań. Prawdopodobnie jego bezczelne miny oraz aroganckie uśmieszki stanowiły jedynie cyniczną strategię, ukierunkowaną wprost na uzyskanie łagodniejszego wymiaru sprawiedliwości.

Tymczasem sąd uznał działania napastnika za wyjątkowo odrażające i niewybaczalne z każdego punktu widzenia. W pełni poparto wniosek oskarżyciela publicznego, skazując młodego recydywistę na trzy dekady izolacji w zakładzie karnym. Orzeczenie ogłoszone 3 grudnia 2024 roku nałożyło również na sprawcę obowiązek przekazania stu tysięcy złotych zadośćuczynienia dla małżonki zamordowanego portiera. Oficjalne dokumenty procesowe wyraźnie wskazywały na całkowity brak logiki w zachowaniu agresora.

Sonda
Czy wymiar sprawiedliwości w Polsce działa skutecznie?

– To zabójstwo nie miało żadnego motywu, nie wiadomo, dlaczego zginął człowiek – podkreślał sędzia.

Internetowa społeczność niezwykle emocjonalnie zareagowała na doniesienia z sali sądowej, ponieważ całkowicie losowy wybór ofiary wzbudził powszechny niepokój wśród mieszkańców regionu. Zwykły, uczciwy obywatel stał się niespodziewanie celem potwornej agresji, idąc z samego rana do swojej stałej pracy. Sytuacja pokazała dobitnie, że każdy przypadkowy spacerowicz mógł paść ofiarą pozbawionego skrupułów przestępcy.

Żona zamordowanego pana Zbigniewa nie kryła emocji. W sądzie patrzyła na bezczelnego 25-latka

Decyzja z minionego roku nie zamknęła ostatecznie tej trudnej sprawy. Pełnomocnik oskarżonego zdecydował się złożyć apelację, uznając zasądzoną izolację za zbyt drastyczną. Taki krok ze strony adwokata zafundował bliskim zmarłego kolejne miesiące nerwów, wymuszając powrót do niezwykle bolesnych wspomnień na sali rozpraw.

- Szczególnie przeżyłam to, że musiałam podczas zeznań patrzeć na oprawcę mojego męża – mówiła wyraźnie poruszona pani Hanna, żona ofiary zabójstwa. – Wyrok w tej sprawie jest słuszny – podkreślała kobieta.

Oskarżony posiadał już niezwykle bogatą kartotekę kryminalną. Wymiar sprawiedliwości karał go wcześniej za kradzieże mienia oraz brutalne uszkodzenia ciała, za co zdążył już odsiedzieć swoje za kratami. Powrót do przestępstwa w ramach recydywy zdeterminował ostateczne postanowienia sędziów z jednostki wyższej instancji. Magiczny wiek dwudziestu pięciu lat, na który tak chętnie powoływała się obrona, nie stanowił absolutnie żadnego argumentu za skróceniem odsiadki. Sam zainteresowany nie zaprezentował przed składem orzekającym choćby minimalnej refleksji nad swoim okrutnym czynem. Sfabrykowana bajka o zjawach paranormalnych oraz absurdalne tłumaczenia dobitnie dowiodły, że chłopak całkowicie wypiera wyrzuty sumienia. Istniało olbrzymie ryzyko, że na wolności ponownie kogoś skrzywdzi bez wyraźnej przyczyny.

- Długo czekałam na sprawiedliwość. To najgorszy okres w moim życiu – mówiła pani Hanna w rozmowie z „Super Expressem”. – Płakałam, a on śmiał mi się w twarz – dodawała kobieta.

Zgodnie z oficjalną wypowiedzią prokuratora Bartłomieja Świderskiego z siedleckiej Prokuratury Okręgowej, skład sędziowski całkowicie zaaprobował argumenty oskarżyciela w swoim pisemnym dokumencie. Dowody jasno przemawiały za nałożeniem na recydywistę najsurowszych możliwych obostrzeń prawnych.

Analogiczne stanowisko przyjął sąd badający dokumenty odwoławcze. Ostateczne orzeczenie zostało wydane 12 lutego 2026 roku przez sędziów pracujących w Lublinie. Treść uzasadnienia była niezwykle klarowna i nie pozostawiała miejsca na żadne dywagacje na temat winy agresora.

- Dominik E. został oskarżony o to, że 19 grudnia 2023 r. w Siedlcach w okolicy przejścia dla pieszych na skrzyżowaniu ulicy Piłsudskiego z ulicą Kochanowskiego, działając w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie i chcąc pozbawić życia Zbigniewa W., przy użyciu narzędzia w postaci kamienia zawiniętego w worek, z dużą siłą zadał mu sześć uderzeń w głowę.

Dominik E. uderzał kamieniem bez litości. Prokuratura ujawnia brutalne szczegóły ataku w Siedlcach

Przedstawiciel prokuratury przyznał, że starcie natychmiast zwaliło starszego pana z nóg, jednak upadek na płyty chodnikowe wcale nie zatrzymał lawiny ciosów. Rozwścieczony agresor kontynuował swoją makabryczną napaść w miejscu publicznym.

– Dominik E. zadał mu kolejne uderzenia w okolice głowy i klatki piersiowej, w rezultacie powodując u pokrzywdzonego obrażenia ciała, które skutkowały zgonem Zbigniewa W. – precyzował.

Z racji tego, że chłopak zaatakował niedługo po opuszczeniu murów więziennych, w których przebywał przez niemal trzy lata za podobne wybryki kryminalne, odpowiadał teraz przed wymiarem sprawiedliwości w warunkach twardej recydywy.

Owdowiała kobieta osobiście monitorowała przebieg całego żmudnego postępowania karnego. Regularnie stawiała się w gmachu sądu, mając ogromną nadzieję na surowe ukaranie bandyty. W rozmowach z dziennikarzami przyznała, że ogłoszone niedawno postanowienie przyniosło jej ulgę i poczucie przywróconej elementarnej sprawiedliwości. Nieudana próba obniżenia wyroku przez obrońcę oznacza, że pani Hanna może wreszcie domknąć ten potworny etap codziennego stresu. Zamknięcie akt nie zrekompensuje absolutnie utraty partnera ani dramatycznych przeżyć towarzyszących rozprawom. Tragiczna historia do głębi wstrząsnęła lokalną społecznością, o czym dobitnie świadczą napływające kondolencje od zupełnie anonimowych użytkowników internetu, bardzo mocno przejętych nagłym losem zaatakowanego pracownika szpitala.

Postępowanie prawno-karne osiągnęło swój oficjalny finisz. Instancja apelacyjna w Lublinie kategorycznie podtrzymała postanowienia sędziów z Siedlec. Zabójca został prawomocnie pozbawiony wolności na równe 30 lat za bestialskie skatowanie pana Zbigniewa. Ogłoszona decyzja ma ostateczny charakter i nie podlega już żadnemu zaskarżeniu.

Matka i dwoje dzieci ciężko ranni | Pokój Zbrodni