Zawalony dach w Mławie zabił dwóch braci. Kontrowersyjna opinia biegłego.

2026-03-25 11:51

W wyniku zawalenia się budynku w Mławie zginęło dwóch braci zajmujących się montażem monitoringu. Prokuratorskie postępowanie próbuje ustalić, czy wywiercenie kilku dziur w ścianie mogło doprowadzić do katastrofy. Podczas gdy ekspert wskazuje na tę właśnie przyczynę, pracodawca ofiar, ich rodzina oraz inni specjaliści absolutnie odrzucają taką hipotezę.

Radio ESKA Google News
  • W trakcie instalacji systemu monitoringu w mławskim obiekcie doszło do zawalenia się dachu, pod którym zginęło dwóch spokrewnionych ze sobą mężczyzn.
  • Według opinii rzeczoznawcy to wywiercenie dziur w murze doprowadziło do tragedii, czemu stanowczo zaprzeczają zarówno rodziny zmarłych, jak i specjaliści spytani o sprawę.
  • Właściciel nie potrafi przypomnieć sobie, czy przeprowadzał obowiązkowe przeglądy techniczne, podczas gdy prokuratura nieustannie weryfikuje wszystkie wątki śledztwa.

Śmiertelny wypadek w Mławie. Zginęli 29-letni Bartek i 30-letni Mateusz

Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło 20 listopada 2024 roku na obszarze dawnej zajezdni PKS przy ulicy Grota-Roweckiego w Mławie. W trakcie prac polegających na zakładaniu kamer i sieci monitoringu doszło do nagłego zawalenia się konstrukcji. Pod zwałami gruzu zginęli dwaj bracia - 29-letni Bartek oraz 30-letni Mateusz. Obaj byli zatrudnieni w firmie zajmującej się montażem. Zmarli mężczyźni osierocili małe dzieci.

„Podmuch spadającego dachu wypchnął nas na zewnątrz. Mieliśmy dużo szczęścia, skończyło się na potłuczeniach od gruzu” – relacjonuje w TVN UWAGA! właściciel firmy, pan Radosław. „Słyszałem krzyk: "tu jesteśmy!". Próbowałem podnieść jeden z legarów, żeby uwolnić Bartka, ale był za ciężki” – dodaje.

Właściciel firmy montażowej usłyszał już w tej sprawie prokuratorskie zarzuty nieumyślnego sprowadzenie katastrofy budowlanej, za co kodeks karny przewiduje karę nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Biegły winią wiertarkę za katastrofę w Mławie. Szef firmy i bliscy mają wątpliwości

Powołany przez śledczych specjalista uznał, że bezpośrednią przyczyną zawalenia się dachu mogło być wywiercenie kilku otworów w strukturze ściany, co rzekomo osłabiło nośność całego obiektu. Z takim postawieniem sprawy kategorycznie nie zgadza się szef ekipy montażowej.

„To niemożliwe, żeby kilka otworów naruszyło wielotonową konstrukcję” – podkreśla.

Szef firmy zrekonstruował przebieg tamtego dnia. Pracownicy posługiwali się wyłącznie akumulatorową wiertarką udarową. Za jej pomocą robili wgłębienia, w które następnie wsuwali koszulki kołków rozporowych, by ostatecznie wkręcić śruby mocujące osprzęt.

Ogromne wątpliwości co do ustaleń biegłego ma również żona zmarłego 30-latka.

„Nie wierzę, że zwykły kołek mógł doprowadzić do takiej tragedii” – mówi dziennikarzom.

Do sprawy w programie telewizyjnym odnieśli się również branżowi specjaliści. Jak zaznaczyli inżynierowie Mariola Berdysz i Karol Wojciechowski, przebicie stalowych prętów zbrojeniowych za pomocą zwykłego sprzętu ręcznego graniczy z cudem, ponieważ materiał stosowany w dźwigarach charakteryzuje się ogromną twardością. Eksperci dobitnie wskazali, że naruszenie pojedynczych elementów zbrojeniowych absolutnie nie ma prawa skutkować zawaleniem się całej budowli, jeśli ta spełniała normy bezpieczeństwa. Co więcej, na udostępnionych fotografiach nie stwierdzono żadnego przerwania metalu w punkcie, gdzie wprowadzono wkręt.

Brak kontroli i tajemnicza rozbiórka przed tragedią w dawnej bazie PKS

Sam zarządca nieruchomości przyznał, że nie ma pewności, czy obiekt przechodził terminowe badania stanu technicznego. Okazuje się również, że zaledwie kilka miesięcy przed tragicznym wypadkiem z jego inicjatywy wyburzono fragment zabudowań. Co istotne, zlikwidowana część dzieliła wspólną ścianę z tą konstrukcją, która ostatecznie runęła na pracowników. Właściciel nie potrafił jednoznacznie potwierdzić przed dziennikarzami, czy dysponował stosownymi pozwoleniami na tamte prace rozbiórkowe. Zapytany o kontakty z organami ścigania, stanowczo zaprzeczył, jakoby składał zeznania w prokuraturze.

Prokuratura w Płocku prowadzi śledztwo. Ważny wątek rozbiórki

Jak poinformował prokurator Bartosz Maliszewski pełniący funkcję rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Płocku, postępowanie wyjaśniające jest w toku. Śledczy ze szczególną uwagą przyglądają się wątkowi wcześniejszego wyburzenia części kompleksu. Przedstawiciel oskarżyciela publicznego, w programie zaznaczył jednocześnie, że zgromadzony materiał dowodowy może zostać w przyszłości rozszerzony o nowe ekspertyzy.

Źródło: TVN Uwaga

Tutaj zginęło 65 osób. To największa katastrofa budowlana w historii