„Lała się ze mnie krew”. Wiktoria urodziła na podłodze łazienki. Partner zdemolował szpital

2026-10-19 13:23

Wiktoria pojechała do Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie, bo skurcze pojawiały się co kilka minut. Po badaniach wróciła do domu. Niecałą godzinę później urodziła syna w łazience. Dziecko wyślizgnęło się i upadło na podłogę. Gdy jej partner Karol P. dowiedział się o dramatycznym porodzie, pojechał do szpitala. Tam wybuchła awantura, a straty oszacowano na 67 tys. zł.

Dwaj policjanci prowadzą zakutego w kajdanki mężczyznę do radiowozu. O zarzutach dla Karola P. czytaj w Eska Warszawa.
Autor: KSP/ Materiały prasowe
  • Wiktoria twierdzi, że odesłano ją do domu mimo skurczów pojawiających się co trzy minuty. Szpital przedstawia inną wersję.
  • Podczas porodu obecna była siostra kobiety. Dziecko upadło na podłogę, a bliscy obawiali się, że straciło przytomność. Noworodkowi nic się nie stało.
  • Karol P. usłyszał cztery zarzuty. Sąd nie zgodził się na jego tymczasowe aresztowanie, a prokuratura nie zaskarżyła tej decyzji.
Dzik zaatakował ciężarną w Warszawie. Kobieta poroniła. To jeden ze 160 ataków w tym roku!

„Lała się ze mnie krew”. Poród w łazience

Wiktoria była trzy dni przed wyznaczonym terminem porodu, gdy zgłosiła się do Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie. Jak opowiedziała „Gazecie Wyborczej”, skurcze pojawiały się co trzy minuty. Kobieta twierdzi, że po badaniach odesłano ją do domu, a personel zalecił ciepłą kąpiel.

Nie minęła nawet godzina, gdy rozpoczął się poród. Wiktoria urodziła syna na podłodze łazienki.

– Lała się ze mnie krew – relacjonowała w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Przy porodzie była siostra kobiety. Dziecko wyślizgnęło się i upadło na podłogę. Bliscy obawiali się, że noworodek stracił przytomność. Chłopiec żyje i nic mu się nie stało. Potwierdził to pełnomocnik rodziny, adwokat Olaf Świderski. Według informacji przekazanych przez szpital, po ponownym przyjęciu matka i dziecko byli w dobrym stanie.

Ojciec pojechał do szpitala. Miał grozić położnym śmiercią

Gdy Karol P. dowiedział się o porodzie i obawach o stan dziecka, ruszył do szpitala. Według ustaleń dotyczących sprawy jego zachowanie było agresywne. Mężczyzna miał grozić położnym śmiercią, znieważać je, a także naruszyć nietykalność cielesną jednej z nich.

Na tym się nie skończyło. Zniszczone zostały m.in. drzwi, dystrybutor wody, gaśnica, przyciski windy oraz podwójne drzwi wejściowe. Straty oszacowano na około 67 tys. zł.

Karol P. został zatrzymany po północy. Usłyszał cztery zarzuty dotyczące znieważenia funkcjonariuszy publicznych, gróźb, naruszenia nietykalności cielesnej i uszkodzenia mienia.

Jego obrońca, adwokat Olaf Szczypiński, wskazywał, że mężczyzna był przekonany, iż dziecko mogło umrzeć, a jego partnerka mocno krwawiła. Według obrońcy Karol P. nie mógł skontaktować się z bliskimi, a jego telefon został zabezpieczony.

Prokuratura chciała aresztu. Sąd miał inne zdanie

Prokuratura wnioskowała o tymczasowe aresztowanie Karola P. na trzy miesiące. Wskazywała na powagę gróźb oraz przeszłość podejrzanego, który wcześniej miał zatarg z prawem. Sąd nie uwzględnił jednak wniosku. Jak przekazała prokurator Kiełpińska, uznał, że nie ma podstaw ani do tymczasowego aresztowania, ani do zastosowania dozoru.

Sąd uznał, że mężczyzna działał w stanie dużego wzburzenia emocjonalnego, co częściowo usprawiedliwia jego zachowanie.

Adwokat Olaf Świderski, pełnomocnik rodziny, podkreśla, że jego zdaniem nie ma ryzyka, by mężczyzna uciekł lub mataczył. Jak zaznacza, sprawa jest jasna i przejrzysta, a najważniejsze pozostaje to, że dziecko przeżyło i nie doznało obrażeń.

Prokuratura nie zaskarżyła decyzji sądu.

Szpital przedstawia inną wersję

Dyrekcja Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” zakwestionowała relację Wiktorii dotyczącą jej wyjścia z placówki. Według szpitala kobieta została zbadana, a personel zaproponował jej dalszą obserwację. Dyrekcja twierdzi, że to pacjentka miała poprosić o wypis.

Wiktoria podtrzymuje jednak, że nie zdecydowała samodzielnie o powrocie do domu. Złożyła skargę do Rzecznika Praw Pacjenta i wystąpiła o pełną dokumentację medyczną.

Reporter SE.pl zwrócił się do szpitala z pytaniami dotyczącymi sprawy. Do momentu publikacji materiału placówka nie odpowiedziała na wiadomość.

Źródło: SE.pl, „Gazeta Wyborcza”.

ROLKI